Nowy numer 20/2022 Archiwum

Czy przyszłość już się wydarzyła?

Atmosfera Nowego Roku skłania ludzi do chęci poznania tego, co będzie, tak jakby w żaden sposób nie zależało to od tego, co jest. A zależy.

W 2013 roku w Niemczech wybuchła awantura o nagraną przez studentów konkursową reklamę mercedesa. Przedstawiała austriacką wieś z początku XX wieku. Jadący przez nią srebrny mercedes klasy C zatrzymuje się automatycznie przed bawiącymi się na drodze dziewczynkami, ale chłopca biegnącego z latawcem śmiertelnie potrąca. Z dalszych ujęć wynika, że ofiarą jest mały… Adolf Hitler. Na koniec pojawia się odnoszące się do samochodu hasło: „Rozpoznaje niebezpieczeństwo, zanim powstanie”.

Nie wchodząc w dyskusję o moralnej dopuszczalności takich produkcji, zauważyć wypada, że w tej koncepcji samochód wychodziłby na większego dobroczyńcę ludzkości niż Bóg. Bo Bóg nie utrącił małego Hitlera ani nawet dużego (duży sam ze sobą skończył). Z woli Boga Hitler się począł i urodził, i żaden mercedes go nie rozjechał. Bóg przecież wiedział, co się stanie, a jednak pozwolił dorosnąć człowiekowi, który doprowadził do najstraszniejszego konfliktu w dziejach ludzkości.

Właśnie: Bóg wiedział. Bo Bóg wie wszystko – zarówno to, co się stało, jak i to, co się stanie. Czy to znaczy, że jesteśmy zdeterminowani i jak zaprogramowane maszyny wykonujemy odwieczne Boże wyroki? Wielu tak właśnie myśli, bagatelizując własną odpowiedzialność za podejmowane wybory. Znamienna w tym kontekście była reakcja siedzącego w więzieniu Ali Agcy na ujawnioną w 2000 r. trzecią tajemnicę fatimską. Agca, po przeczytaniu fragmentu o zamachu na papieża, powiedział: „To jasne. Byłem przeznaczony”. Uznał, że musiał strzelać do papieża, bo już wcześniej zapisano, że będzie zamach.

Na takiej właśnie zasadzie powszechnie się sądzi, że Judasz musiał zdradzić Jezusa, bo przecież stało się tak, „aby się wypełniło Pismo”. Przy takim ujęciu należałoby zatem od razu uwolnić zamachowca i uniewinnić apostoła. Wypełniali przecież wolę Bożą. To jednak byłoby sprzeczne z naturą Boga, który jest miłością i żadne obiektywne zło nie jest Jego wolą.

Teraźniejszość teraźniejszości

Jak więc pogodzić wszechwiedzę Boga z ludzką wolnością? Z pomocą przychodzi filozofia, która stara się uzmysłowić człowiekowi, że to, co znamy, to dalece nie wszystko. Skąd na przykład założenie, że wszystko, co istnieje, musi funkcjonować w czasie? Nie potrafimy wyobrazić sobie rzeczywistości pozaczasowej, ale wynika to tylko z faktu, że nie mamy takiego doświadczenia.

– Święty Augustyn mówi, że czas jest Bożym stworzeniem. W ten sposób rozwiązuje problem, co było przed czasem, czyli także „co było przed Bogiem”. Pytanie takie staje się bezzasadne, bo nasz czas zaczyna się z chwilą stworzenia, a Bóg czasem nie jest związany – wyjaśnia ks. dr Witold Kania z Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Śląskiego. Wskazuje, że my, ludzie, nie jesteśmy w stanie myśleć poza przestrzenią i poza czasem. Zwrócił na to uwagę filozof Immanuel Kant, który przestrzeń i czas określił jako wieczne kategorie ludzkiego myślenia. Sprawia to, że nawet gdy mówimy o wieczności, ona wydaje się nam czasem. A jednak wieczność jest czymś innym niż czas.

– Augustyn bardzo ciekawie odpowiada na pytanie, co tak faktycznie istnieje w czasie. Otóż kiedy pytamy, gdzie jest przeszłość, okazuje się, że już jej nie ma – jest to nasza pamięć. A gdzie jest przyszłość? Tej jeszcze nie ma – ponieważ jest to nasze spodziewanie się. Natomiast faktycznie jest to, co w tym momencie przeżywam. To, co dla nas istnieje, to „teraźniejszość teraźniejszości”, czyli ten obecny moment, „teraźniejszość przeszłości”, czyli nasza pamięć, i „teraźniejszość przyszłości”, czyli nasze spodziewanie się. I jeśli czas nie przechodziłby z przyszłości do przeszłości, to zostałaby tylko jedna możliwość: byłby wiecznością. Ale przechodzi – zauważa duchowny, dodając, że Pan Bóg nie jest związany ani tym, co rozumiemy przez Jego wszechwiedzę, ani naszym pojęciem wieczności.

Osobliwa książka

Skoro nie mamy aparatu pojęciowego, który pozwoliłby nam zrozumieć wieczność, jesteśmy skazani na niedoskonałe porównania. Ciekawie tłumaczy to C.S. Lewis w książce „Chrześcijaństwo po prostu”, odnosząc się do wątpliwości, jakim to sposobem Bóg „miałby wysłuchiwać kilkuset milionów ludzi, którzy zwracają się do Niego w tej samej chwili”. Stwierdza tam, że życie Boga nie składa się z kolejno następujących po sobie chwil. „Jeśli dzisiaj o dziesiątej trzydzieści wieczorem modli się do Niego milion ludzi, Bóg nie musi ich wszystkich wysłuchać w tym okamgnieniu, które nazywamy dziesiątą trzydzieści wieczorem. Dla Niego dziesiąta trzydzieści – podobnie jak każdy inny moment od początku świata – jest zawsze teraźniejszością. Można powiedzieć, że Bóg ma całą wieczność na wysłuchanie trwającej ułamek sekundy modlitwy pilota, którego samolot spada w płomieniach na ziemię” – pisze Lewis.

Dla zobrazowania różnicy między rzeczywistością czasową a wieczną można także posłużyć się porównaniem czasu do książki w ręku Boga. My jesteśmy na jednej ze stron. Nie możemy się po tej książce przemieszczać – przeszłość skamieniała dla nas w historię, a przyszłość jest dla nas niedostępna. Nie wiemy też, co jest na kolejnych stronach, ale to taka dziwna książka, w której od tego, jak my, jej bohaterowie, dzisiaj się zachowamy, będzie zależała jej dalsza treść. Bóg zatem wie, co się stanie, ale nie narusza to w niczym naszej wolności.

– Również to porównanie jest naznaczone czasem i przestrzenią. Tak jak nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić wieczności, tak nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie dokładnie, co to jest wiedza Boga. Bo gdy powiemy, że dla Boga wieczność jest „jednym wiecznym teraz”, to znów używamy określenia czasowego „teraz”. Jeśli ktoś to rozumie, to jest jak Bóg. Ja tego nie rozumiem. Niemniej porównanie do książki jest dość dobre – przy zastrzeżeniu, że patrzenie Boga na tę „książkę” nie jest naszym ludzkim patrzeniem – tłumaczy ks. Witold Kania. Podkreśla, że nie ma determinizmu i błędne byłoby przekonanie, że realizujemy wszystko to i tylko to, co nam „pisane”. – Nasze czyny nie pozostają obojętne i ich konsekwencje dotyczą nie tylko czasowości, ale też wieczności. Na przykład: „Gromadźcie sobie skarby w niebie”. Czyli robię coś czasowo, a ma to odbicie w wieczności – wyjaśnia.

Nie damy rady

Tego rodzaju rozważania nie dotyczą rzeczy błahych. Chodzi w nich nie tyle o przeniknięcie wiedzy Boga, ile o uświadomienie sobie, że jej nie przenikniemy. Warto sobie to uświadomić, bo przykładanie do Boga ludzkiej miary może być niebezpieczne. „Chłopski rozum” w odniesieniu do rzeczywistości nadprzyrodzonej całkowicie zawodzi. Z przekonania, że Bóg widzi jak my i myśli tak jak my, powstają różne niebezpieczne teorie. Wiara w predestynację prowadzi do lekceważenia głosu sumienia, bo skoro każdy jest z góry przeznaczony do czegoś, to jego czyny niczego nie zmienią. To stąd biorą się próby poznania przyszłości, które pogarszają sprawę, wpędzając ludzi w paraliżujące poczucie fatum.

– Dlaczego człowiek trapi się przyszłością? Bo odczuwa lęk. Z tej samej racji trapimy się naszym wyobrażeniem wieczności. Niepewny grunt nas przeraża. Dlatego ludzie mówią: „To co, ja będę przez całą wieczność śpiewał?”, i boją się, że to będzie nudne. Nie jesteśmy w stanie uciec z naszej ciasnoty myślenia. Stąd św. Paweł mówi: „Ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują” – tłumaczy ks. Witold Kania.

Owszem, Bóg zapowiada pewne rzeczy. Na tym polegają proroctwa biblijne – wyraźna zapowiedź tego, że wypełni się wola Pana. A jednak człowiek jest wolny. Znaczące, że wszelkie zapowiedzi wydarzeń w uznanych przez Kościół objawieniach maryjnych opatrzone są sformułowaniem „jeżeli”. To, co się wydarzy, zależne jest od tego, czy się ludzie nawrócą, czy też nie. To diabeł mówi: „Musisz”. Bóg zawsze mówi: „Możesz”.

– Chcemy się czuć pewni. Poszukujemy łatwego wytłumaczenia, dlaczego coś się stało. To wszystko nie jest łatwe, bo walczymy z własną wyobraźnią, z lękiem przed przyszłością. Nieraz pytamy o powód, dla którego Bóg robi to czy tamto, i z całą listą „dlaczego” odchodzimy z tego świata. Jestem przekonany, że gdy znajdujemy się po tamtej stronie, wszystko to, o co pytaliśmy, nagle przestaje być ważne – mówi ks. Witold Kania. I dodaje: – Wolność możemy kojarzyć z determinizmem albo z jego zaprzeczeniem. Ale ewangeliczna odpowiedź na pytanie, kto jest wolny, brzmi: wolny jest ten, kto kocha. Bo kto kocha, ten jest wolny od lęku.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak

Dziennikarz działu „Kościół”

Teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”. Zainteresowania: sztuki plastyczne, turystyka (zwłaszcza rowerowa). Motto: „Jestem tendencyjny – popieram Jezusa”.
Jego obszar specjalizacji to kwestie moralne i teologiczne, komentowanie w optyce chrześcijańskiej spraw wzbudzających kontrowersje, zwłaszcza na obszarze państwo-Kościół, wychowanie dzieci i młodzieży, etyka seksualna. Autor nazywa to teologią stosowaną.

Kontakt:
franciszek.kucharczak@gosc.pl
Więcej artykułów Franciszka Kucharczaka

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się