GN 19/2022 Archiwum

Dźwigam jedynie mój ciężar

Chłop jak dąb, prawie dwa metry wzrostu, 110 kg wagi. 20 lat pracy w branży muzycznej, obsługa największych imprez w kraju i za granicą. Była moc. Na kolana, a właściwie na wózek inwalidzki, Kamila Kuczewskiego rzucił covid.

Też masz dziś swój „wóz”…

Kto by pomyślał, prawda? Facet prawie dwa metry wzrostu, 110 kg wagi – i klęka przed wózkiem. Budowałem niesamowite konstrukcje, nosiłem ciężary... Dziś dźwigam jedynie swój ciężar.

To był listopad minionego roku, trochę jak teraz, a Ty, ten wielki facet, stałeś na ulicy bezradny. Zgubiłeś się?

Byłem gdzieś w Polsce i nie potrafiłem odnaleźć się w terenie. Później wracałem autem z Warszawy do domu i spowodowałem trzy kolizje. Dojechałem. Zostałem w domu cały weekend i nagle w poniedziałek nieprzytomnego zabrali mnie do szpitala na OIOM. Słaba saturacja, słabe tętno. Po dwóch dniach obudziłem się i na długie 6 tygodni wywieźli mnie na oddział covidowy.

Respirator? Strach? Ból?

Wszystko. Ale również oprócz niewydolności oddechowej sepsa, gronkowiec, paciorkowiec i clostridium, taka paskudna bakteria, która rodzi się z braku higieny. Na pamiątkę po oddziale covidowym dostałem też cukrzycę, podwyższony cholesterol, podwyższone ciśnienie tętnicze. Dziś mam pokaźny zestaw chorób współistniejących.

Mówisz o bakterii, która ma początek w brudzie. W szpitalu?

Nie tylko brud, ale też duża ilość leków. A mnie przecież leczono, chciano mnie z tego wyciągnąć. Ale pojawiła się bakteria, która wymiotła z mojego organizmu wszystko, wyjałowiła mnie, nie mogłem nic jeść. To spowodowało, że byłem ogromnie osłabiony, przez cztery tygodnie cały czas pod tlenem, gorączka pod 40 stopni.

Dziś jeździsz na wózku.

Przez organizm przechodziły takie bóle, jakby mnie ktoś prądem raził. Aż pomału nogi stały się zimne, przestałem chodzić i nie umiałem już wokół siebie nic zrobić. Wtedy zacząłem się zastanawiać, czy ja z tego wyjdę.

Może nie wyszedłeś, ale wyjechałeś, tyle że na oddział rehabilitacyjny, ale tam, zdaje się, odżyłeś?

Rozpoczęła się żmudna rehabilitacja. Niestety, nie potrafiłem usiedzieć na wózku dłużej niż piętnaście minut, od razu odpływałem, w pionizatorze pięć minut. Łapała mnie silna spastyka, duży przykurcz mięśni w rękach, w nogach, stopy mi się wykręcały, kolana sztywne. Wypuścili mnie z tego szpitala do domu po prawie 3 miesiącach.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama