Nowy numer 2/2022 Archiwum

Dźwigam jedynie mój ciężar

Chłop jak dąb, prawie dwa metry wzrostu, 110 kg wagi. 20 lat pracy w branży muzycznej, obsługa największych imprez w kraju i za granicą. Była moc. Na kolana, a właściwie na wózek inwalidzki, Kamila Kuczewskiego rzucił covid.

Katarzyna Podsiadło: Dzięki Tobie koncert na stadionie brzmi, dźwięk potrafi przeszyć człowieka. Oddział covidowy brzmi inaczej?

Kamil Kuczewski: Płacz, krzyki, wołanie o pomoc. Dorośli faceci wzywali żony, dzieci... Straszne.

Kilka razy stałeś twarzą w twarz ze śmiercią. Doświadczyłeś retrospekcji życia?

Nie. Kiedy walczy się z nieustającym bólem, kiedy walczy się o kolejny oddech, to nie myśli się o swoim życiu. Owszem, człowiek myśli o rodzinie, o dzieciach, o tym, co będzie, gdy odejdzie. To wywołuje stres, budzi strach i lęk.

Twoja rodzina to również rodzice.

Którzy dwa razy przeszli covid.

I rodzeństwo...

Tak, dwie siostry w Irlandii i dwóch braci w Polsce.

I grono znajomych…

Dwa tysiące kontaktów, głównie z branży muzycznej. Nikt w czasie choroby nie zadzwonił.

Byłeś kimś w świecie zawodowym.

Bez przesady. Pracuję wprawdzie w branży już dwadzieścia lat, ale zaczynałem od zwijania kabli. Dopiero z czasem zacząłem budować scenę. Udało mi się zatrudnić w największej w Polsce firmie pracującej przy dużych produkcjach telewizyjnych. Największy koncert, jaki obsługiwałem, to występ Eda Sheerana na Stadionie Narodowym. Dwa dni z rzędu po 100 tysięcy osób. Tam naprawdę dużo dźwięków musieliśmy zbudować.

Jak to wygląda? Na czym polega twoja praca?

Na jego koncert przyjechało 26 tirów ze sprzętem, z naszej firmy cztery tiry. Biegasz po dachu i ustawiasz to wszystko, spuszczasz się na linach. Czy lato, czy zima, słońce czy śnieg, musisz wykonać tę całą robotę, żeby koncert się odbył. Ale jak zbudujesz to wszystko i zaczyna funkcjonować, to jest ogromna radość, przyjemność.

Z kim jeszcze pracowałeś?

Była Golec uOrkiestra, było DeMono. Zresztą Andrzej Krzywy, chłopaki z uOrkiestry czy członkowie niektórych kabaretów zachowali się super. Na swoich profilach apelowali o to, by wpłacać dla mnie pieniądze. W efekcie zebrałem 100 tys. złotych. To było miłe, myślę, że oni szanowali moją pracę i chyba mnie lubili. Sąsiad, który jest mistrzem Polski w MTB, nagrał taki spot reklamowy, gdzie skacze nade mną na BMX i zachęca do zrzutki.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy