Nowy numer 3/2022 Archiwum

Kłopotliwe czarne złoto

Tutaj nakłada się wszystko co stereotypowo polskie. Zaniedbania, odwlekanie decyzji na później, ciągłe konflikty, brak strategii i odwracanie kota ogonem. A czas biegnie.

Czeka nas przebudowa systemu energetycznego, a wraz z tym sporej części naszej gospodarki. Dla Śląska – dodatkowo – to także ogromne wyzwanie społeczne. Można się na tę rzeczywistość obrażać, ale to nic nie zmieni. Zmarnowano wystarczająco dużo czasu (i pieniędzy). Im dłużej czekamy, tym trudniej będzie całą operację przeprowadzić.

Dyplom

Gdy chodziłem do szkoły, o węglu mówiono, że to czarne złoto. Na dyplomie ukończenia przedszkola mam zdjęcie w galowym mundurze górnika. Wszyscy z mojego przedszkola takie dyplomy mieli. Węgiel jest czarnym złotem. Na węglu (ropie i gazie) zbudowane są największe potęgi gospodarcze tego świata. To paliwa kopalne były (i wciąż są) krwią, tlenem dla rozpoczętej ponad 200 lat temu rewolucji przemysłowej. Proces zmian, które zapoczątkowała, był wręcz niesamowity. Naprawdę nie trzeba być znawcą historii np. Śląska, żeby wiedzieć, jak bardzo ten region został ukształtowany przez przemysł. Tak, węgiel to czarne złoto, ale jego czas się kończy. Dla kraju, którego energetyka, czyli gospodarka, jest w tak ogromnej części oparta na węglu, to ogromne wyzwanie. O tym, że czeka nas przebudowa, wiemy od wielu lat i… w zasadzie na tym się kończy. Czasami robimy krok do przodu, czasami dwa do tyłu. A czas biegnie. Nie ma odwagi, nie ma strategii, nie ma konsekwencji. A przede wszystkim nie ma politycznej zgody.

Z węgla korzystano od setek lat, ale dopiero gdy w najbogatszym wtedy (w XVIII w.) kraju świata, czyli w Anglii, zaczęło brakować drzew do wyrębu, postanowiono wydobywać węgiel masowo. Oczywiście drewno można było sprowadzać z zagranicy. Tam go nie brakowało. I pewnie byli tacy, którzy takie rozwiązanie doradzali. W końcu drewnem palono od tysięcy lat, w końcu w przemyśle drzewnym pracowały pewnie tysiące ludzi. Zainwestowano jednak w nową technologię. Bez niej rewolucja przemysłowa nie ruszyłaby.

Dzisiaj – pod pewnymi względami – mamy analogiczną sytuację. Węgla jest u nas coraz mniej (albo jest coraz trudniej dostępny). Są tacy, którzy zaklinają rzeczywistość, ale od zaklinania ona się nie zmieni. Węgiel jest coraz droższy, bo jego wydobycie jest u nas coraz trudniejsze. Jeżeli nasza gospodarka ma być konkurencyjna, nie może być oparta na węglu. No chyba że decydujemy się na uzależnienie od węgla z Rosji albo Ukrainy. Tylko czy chcemy do tego doprowadzić?

Ekonomia i środowisko

Do argumentów czysto ekonomicznych dochodzą argumenty ekologiczne. Wydobycie węgla i jego spalanie jest destrukcyjne dla środowiska naturalnego. To prawda, że elektrownie mają zaawansowane systemy filtrowania, ale węglem opala swoje mieszkania większość właścicieli domów jednorodzinnych, węglem są zasilane także niewielkie elektrociepłownie. Dlaczego węglem? Bo pod węgiel mamy skrojoną całą infrastrukturę. Tak jak pod drewno mieli w XVII wieku skrojoną infrastrukturę Anglicy. Czy dzisiaj moglibyśmy ogrzewać się prądem? Teoretycznie tak, praktycznie nie. Mamy za mało prądu, sieci przesyłowe są przestarzałe, a prąd jest drogi. Drogi, bo – i tutaj wracamy do początku – węgiel jest coraz droższy i będzie dalej drożał. Koło się zamyka.

Oczywiście aspekty ekonomiczny i środowiskowy są ze sobą dość ściśle powiązane. Są tacy, którzy twierdzą, że węgiel byłby tani, a jego spalanie wciąż korzystne, gdyby nie pieniądze, jakie trzeba płacić za prawa do emisji CO2 (czyli tzw. system handlu emisjami). System powstał po to, by mobilizować do zmiany technologii z węglowych na inne. Ten, kto emituje, płaci, ten kto zmodernizował – zyskuje. System jest zaprojektowany tak, by z czasem tona wyemitowanego CO2 była coraz droższa. Właśnie dlatego, by opłacało się inwestować i modernizować. Aby kraje (branże) mocno od węgla zależne nie zbankrutowały, zgodnie z dość skomplikowanym przelicznikiem dostają one prawa do darmowej emisji konkretnej liczby ton CO2. To zachęta, by działać, by bezboleśnie przejść od węgla do energetyki nieemisyjnej albo niskoemisyjnej. Darmowe emisje dostaje rząd, który… zamiast „przekazać” je najbardziej węglowym branżom, sprzedaje je i zarabia na nich krocie. Im droższa na giełdzie jest tona dwutlenku węgla, tym więcej można na sprzedaży zarobić. Skoro jednak darmowy limit zostaje sprzedany, kto płaci za emitowany przez węglowe branże dwutlenek węgla? My płacimy. Bo pozbawione darmowych limitów branże muszą prawa do emisji zakupić. A to podnosi cenę wszystkiego, czego produkcja wiąże się z emisją CO2, z prądem włącznie.

Odejście

Paradoksalnie więc rząd – urzędnicy, którzy zwykle programowo krytykują system handlu emisjami i utyskują na złą Unię, która każe odchodzić od węgla – na tym systemie zarabia ogromne pieniądze. W ostatnim roku było to ponad 10 mld złotych (sprzedano w zeszłym roku prawa do emisji 104 mln ton CO2). W tym roku będzie to ponad 20 mld złotych. Tylko niewielka część tej kwoty poszła na dotacje do cen prądu. Reszta po prostu zasiliła budżet. Na co konkretnie te pieniądze przeznaczono? Tego politycy powiedzieć nie chcą, ale za to zwykle ci sami politycy twierdzą, że ceny prądu rosną, bo trzeba kupować prawa do emisji. Cóż, trzeba kupować, bo swoje zostały sprzedane innym krajom.

Czy prąd mógłby być w Polsce tańszy? Tak. Czy prawdą jest, że jest droższy także z powodu systemu handlu emisjami? Tak! Czy tak musi być? Niekoniecznie. Gdyby limity nie były sprzedawane, gdyby zarabiane pieniądze były inwestowane w rozwój nowoczesnej energetyki, sytuacja wyglądałaby inaczej.

Węgiel jest technologią, od której powinniśmy rozumnie odchodzić. Rozumnie, czyli konsekwentnie i zgodnie z ustalonym ponad sporami politycznymi planem. Pisząc te słowa, sam dziwię się swojej naiwności. Bo przecież podobnie jest ze służbą zdrowia czy edukacją. To wszystko są ogromne problemy, których rozwiązanie będzie trwało znacznie dłużej niż jedna kadencja Sejmu (rządu). To wszystko są problemy, o których od lat słyszę, że wymagają natychmiastowego działania. A potem widzę tylko gaszenie pożarów, które wybuchają. Doskonałym przykładem jest kwestia budowy elektrowni jądrowej. Przecież mimo że od lat, i to ze strony kilku rządów, płyną zapewnienia o działaniach, wciąż nie wybrano nawet technologii ani lokalizacji.

Odejście od węgla trzeba dobrze zaplanować i dobrze przygotować. Żeby nie okazało się, że zamkniemy kopalnie, ale nie przebudujemy energetyki i jeszcze bardziej uzależnimy się od węgla ze Wschodu. Trzeba też myśleć o ludziach i o regionie, który wydobywał węgiel oraz ukształtował nasz przemysł. Na tej bazie można bardzo wiele dobrego wybudować albo bezmyślnie wszystko zburzyć.

Tak, węgiel to czarne złoto. Przez dziesiątki lat wielu chętnie z tego złota korzystało, teraz jakoś nie ma chętnych, by przeprowadzić w miarę bezbolesny sposób odejścia od niego. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy