Nowy numer 48/2021 Archiwum

Kościół bez koloratki?

Z obawami obserwuję przygotowania do nowego synodu, mającego na celu wsłuchanie się w głos Ludu Bożego w sprawie przyszłości chrześcijaństwa i uzdrowienia Kościoła.

Obawy te przebiły mój „sufit wytrzymałości”, gdy wśród propozycji zmian sformułowanych przez katolików w Niemczech i Anglii odnalazłem „powolne wyciszanie kapłaństwa sakramentalnego”. Bowiem – jak czytam w uzasadnieniu – nie ma potrzeby „osobnego kapłaństwa”, ponieważ „każdy dorosły katolik winien się kwalifikować do każdej posługi w Kościele” (wytyczne synodu Anglii i Walii Road and Branch, wrzesień 2021). Jakże dramatyczny musi być powód takiej propozycji? Grzechy popełniane przez duchownych? Brak chętnych do seminarium? Utrata słuchu na głos Boga? Kapłan sprawuje sakramenty, umożliwia obiektywne, niezależne od naszej wyobraźni spotkanie się z Chrystusem. Bez sakramentalnej Eucharystii i spowiedzi pozostanie nam z chrześcijaństwa wymysł skrojony na miarę indywidualnych zachcianek. Poza tym, skoro mamy wyciszać kapłaństwo sakramentalne, powinniśmy jednocześnie wyciszyć bądź zagłuszyć Boże powołanie. Bowiem to właśnie powołanie czyni kapłana.

„Nikt sam sobie nie bierze tej godności, lecz tylko ten, kto jest powołany przez Boga jak Aaron” – czytamy w Liście do Hebrajczyków. „Podobnie i Chrystus nie sam siebie okrył sławą przez to, iż stał się arcykapłanem, ale uczynił to Ten, który powiedział do Niego: »Ty jesteś moim Synem, Ja Cię dziś zrodziłem«, jak i w innym miejscu: »Ty jesteś kapłanem na wieki na wzór Melchizedeka«”. Jezus nie był z kapłańskiego plemienia Lewiego, nie był również potomkiem Aarona, po ludzku więc nie powinien zostać arcykapłanem. Tymczasem nie wybrał On samego siebie, ale został wywyższony przez Tego, który obdarzył Go kapłaństwem opartym na synowskiej więzi i na wzajemnej miłości. W dodatku było to kapłaństwo wieczne – wyrastające z Jego zmartwychwstania – „na wzór Melchizedeka”. Kim był Melchizedek? W Biblii jest o nim tylko krótka wzmianka. Nie był ani Żydem, ani Izraelitą, ani lewitą, ale był „królem Salemu i kapłanem Boga Najwyższego”. W dodatku otrzymał błogosławieństwo od Abrahama (Rdz 14,17-20). To wydarzenie miało miejsce na długo przed utworzeniem narodu izraelskiego z kapłaństwa Aaronowego. List do Hebrajczyków wyjaśnia: „Na podobieństwo Melchizedeka występuje inny kapłan, który stał się takim nie według przepisu prawa cielesnego, ale według siły niezniszczalnego życia” (Hbr 7,15-16). To właśnie ta siła sprawia, że jakiś uczeń Jezusa czuje potrzebę, by nie tylko zbliżyć się do swego Mistrza, ale w szczególny sposób wynająć swe ciało, umysł, uczucia, zmysły i wyobraźnię, aby Tamten mógł oddziaływać na innych ludzi, posługując się dobrowolnie podarowanym Mu ludzkim życiem. Dlatego też sakramentalny kapłan działa zawsze in persona Christi – w imię Chrystusa.

Św. Jan Bosko uważał, że Bóg jest hojny i rozdaje powołanie 70 proc. chłopców. Tylko niektórzy to zauważą, a jeszcze mniej je zaakceptuje. Niech dobrze wezmą to pod uwagę ci, którym marzy się przyszły Kościół bez koloratek.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama