Nowy numer 42/2021 Archiwum

W Polskę jedziemy

Polska sieć szybkich dróg wygląda dziś o niebo lepiej niż 10 lat temu, a w ciągu najbliższych kilku miesięcy będzie wyglądać jeszcze lepiej. Jednak nadal na najważniejszych szlakach w niektórych miejscach trzeba zwalniać.

Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad ma w tym roku wydać 19 mld zł na budowę i utrzymanie dróg. To o ponad 5 mld zł więcej niż dwa lata temu, choć zdarzały się lata, kiedy wydawano jeszcze więcej. W 2021 r. i kolejnym roku zapewne uda się zlikwidować kilka wąskich gardeł w krajowej komunikacji, czasem na tak istotnych drogach jak ta z Krakowa do Warszawy.

Podróż na wschód

Podróż samochodem osobowym z Rzeszowa do Warszawy zajmuje dziś prawie 5 godzin. Jeśli jedziemy przez Radom, mniej więcej połowę drogi będzie można pokonać ekspresową trasą S7. Pozostała część jest znacznie mniej wygodna. Tyle samo czasu za kierownicą spędzą ci, którzy wybiorą drogę przez Lublin. Miasto to łączy z Warszawą gotowa od niedawna droga ekspresowa S17, na której nie można narzekać na brak komfortu. Trudniej jest dojechać do Lublina. Ma się to zmienić w połowie przyszłego roku, kiedy gotowy będzie odcinek drogi S19 łączący Lublin ze stolicą Podkarpacia. Cała podróż z Rzeszowa do Warszawy skróci się wtedy do 3 godzin. Na razie wydłuża się czas oczekiwania na powstanie tego fragmentu drogi. Wiosną zapowiadano, że stanie się to jeszcze przed końcem roku. Z całej 570-kilometrowej drogi gotowych było wtedy zaledwie 80 km. Teraz zanosi się na to, że jesienią oddany zostanie 10-kilometrowy odcinek Podgórze–Kamień. W połowie sierpnia prowadzono tam prace wykończeniowe oraz instalowano znaki pionowe i poziome. Już teraz gotowe są połączenia Sokołów Małopolski Północ–Stobierna, Stobierna–Rzeszów Wschód, Rzeszów Zachód–Świlcza oraz Świlcza–Rzeszów Południe. W budowie są jeszcze drogi z Niska do Podgórza i z Kamienia do węzła Sokołów Północ. Pierwsza, jak informowała niedawno GDDKiA, jest gotowa w 80 proc. „Ogrodzenie, bariery, zjazdy. Mamy ich dość dużo. Do tego układamy ostatnią warstwę asfaltu” – tłumaczył kierownik budowy Marcin Tymura cytowany przez lokalny portal Nowiny24.pl. Termin wykonania kontraktu to kwiecień 2022 r. W tym samym czasie swoją pracę muszą wykonać budowniczowie drugiego z odcinków. Według nich zrobiono już ponad 70 proc. koniecznych prac.

Budowniczowie dziewiętnastki nie mogą narzekać na brak poparcia ze strony władz. Biegnąca wzdłuż naszej wschodniej granicy ekspresówka ma się pokrywać z polskim odcinkiem trasy Via Carpathia, sięgającej od litewskiej Kłajpedy aż po Grecję. Realizacja przypadającej na nasz kraj części tego przedsięwzięcia to jeden ze sztandarowych projektów obecnego rządu. Via Carpathia to połączenie północy z południem, ale poprawi też komunikację wschodniej Polski z centrum i zachodem kraju. Ostatnie lata (nie tylko czasy rządów PiS) przyniosły tu zauważalną poprawę. Bez zdejmowania nogi z gazu dotrzemy np. z Warszawy do Białegostoku ekspresową S8. W rządowym „Programie budowy dróg krajowych” nie ma jednak przedłużenia tego szlaku do Augustowa i dalej do miejscowości Raczki, ale mieszkańcy regionu liczą na to, że uda im się przekonać do tego władze.

Ja nie dostanę kontraktu?

Do końca grudnia samochody mają się pojawić m.in. na pięciu nowych odcinkach drogi krajowej nr 7. Siódemka biegnąca od Trójmiasta przez Warszawę i Kraków do Zakopanego i przejścia granicznego w Chyżnem jest jednym z najważniejszych połączeń drogowych w Polsce. Jej stan jest znacznie lepszy niż jeszcze kilka lat temu, ale nadal istnieją na niej wąskie gardła, i to nawet na odcinku między historyczną a obecną stolicą kraju. Dla kierowców startujących z Gdańska początek podróży jest komfortowy. Przez pierwsze 200 km, czyli do wsi Napierki w województwie warmińsko-mazurskim, można korzystać z ekspresówki. Niektóre jej fragmenty są nowiutkie – oddano je do użytku dopiero w 2019 r. Jednak za Napierkami kończy się komfort, a zaczyna droga mająca po jednym pasie w każdą stronę. Pokonanie 80 km trwa ponad godzinę, a w razie większego ruchu albo opadów deszczu czy śniegu – jeszcze więcej. Na krętej tymczasowej szosie tiry mijają się z samochodami osobowymi. Gehenna kierowców ma się skończyć w przyszłym roku – wtedy mają zostać wpuszczeni na nowy odcinek drogi pozwalającej na szybką jazdę.

Za Płońskiem jest już lepiej. Poza krótkim odcinkiem szosa nie ma statusu ekspresowej, ale – oczywiście poza wjazdem do stolicy w godzinach szczytu – pozwala na płynną jazdę. Później znowu jest różnie. Za Warszawą można się rozpędzić, ale kilkadziesiąt kilometrów przed Krakowem zaczyna się kolejna dwupasmówka wiodąca wśród pól. Do stolicy Małopolski powinniśmy już w tym roku wjeżdżać prosto z trasy ekspresowej. Jednak w grudniu 2020 r. GDDKiA zerwała umowę z włoską firmą Webuild (wcześniej zwaną Salini), która budowała połączenie Krakowa z węzłem w miejscowości Widoma. Zdaniem Dyrekcji wykonawcy nie wywiązywali się z umowy. Portal conadrogach.pl przypomina zresztą, że GDDKiA po wcześniejszych doświadczeniach z firmą Salini nie chciała jej dawać kolejnego kontraktu, ale Włosi interweniowali w Krajowej Izbie Odwoławczej. Teraz wart 1,5 mld zł kontrakt przypadł w udziale konsorcjum przedsiębiorstw Gulermak i Mosty Łódź. Nawet jeśli tym razem nie będzie opóźnień, na nową drogę kierowcy poczekają ponad dwa lata. Wcześniej skorzystają za to z nowego tunelu na zakopiance. Przedsięwzięcie kosztujące 1 mld zł może mieć poślizg (według zapowiedzi ma być gotowe do końca roku), ale zapewne już niedługo będzie skończone. Na drodze do stolicy Tatr ciągle prowadzone są prace i nadal bywa ona niebezpieczna, ale nie przypomina dawnej wąskiej szosy, na której samochody turystów wyprzedzały traktory.

Tłuste lata

GDDKiA planowała oddać w tym roku do użytku ponad 360 km autostrad i dróg ekspresowych. Dotychczas oddała 120 km. Kwota, jaka ma być w tym roku wydana na budowę szos szybkiego ruchu, jest większa niż w poprzednich latach, choć nie jest rekordowa. Dobrym czasem dla inwestycji drogowych były lata 2011 i 2012, kiedy to usiłowano tworzyć infrastrukturę na potrzeby piłkarskich mistrzostw Europy, choć wiele zaplanowanych wtedy inwestycji nie doszło do skutku (np. w 2011 r. zamierzano wydać ponad 30 mld zł na drogi, a wydano o kilka miliardów mniej). W najbliższym czasie tworzenie dróg szybkiego ruchu ma pochłaniać ok. 22 mld zł rocznie. W ciągu dekady sieć szybkich dróg w całym kraju ma mieć łączną długość 8 tys. km. Porównanie poszczególnych okresów może być jednak mylące – inwestycje drogowe są rozpisane na lata, w dodatku te same przedsięwzięcia można wpisywać do różnych projektów (np. jednocześnie do „Krajowego planu odbudowy” i projektu budowy 100 obwodnic).

Nie wiadomo, jak na tempo budowy dróg wpłyną przepisy, które weszły w życie wiosną. Wymuszona przez unijne normy nowelizacja ustawy o udostępnianiu informacji o środowisku sprawia, że organizacje ekologiczne mogą blokować inwestycje (nie tylko drogowe) poprzez sąd administracyjny. Zdaniem organizacji pracodawców nowe zasady sprawią, że wydawanie zgody na podjęcie prac znacznie się wydłuży. Tymczasem ekolodzy twierdzą, że nowelizacja odbiera im narzędzia działania, które wcześniej mieli. Kto ma w tym sporze rację, pokażą zapewne już najbliższe miesiące. „Dziennik Gazeta Prawna” opisuje tymczasem trzy pierwsze skargi złożone przez obrońców środowiska na mocy nowych przepisów. Chodzi m.in. o odcinek trasy S10 między Toruniem a Bydgoszczą. W tej chwili 50-kilometrową drogę między stolicami województwa kujawsko-pomorskiego przemierza się zatłoczoną drogą krajową. Nawet bez protestu ekologów nowa ekspresówka ma być gotowa dopiero za pięć lat. Ekolodzy zaskarżyli też jeden z odcinków S19. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama