Nowy numer 38/2021 Archiwum

Ostatni z ojców Afryki

W Lusace w wieku 97 lat zmarł Kenneth Kaunda, pierwszy prezydent Zambii, były przewodniczący Organizacji Jedności Afrykańskiej. Był ostatnim z ojców niepodległej Afryki, stawianym na równi z Nelsonem Mandelą, Juliusem Nyerere czy Kwame Nkrumahem.

Zambia, do niepodległości której doprowadził w październiku 1964 roku, ogłosiła dwadzieścia jeden dni żałoby narodowej. Namibia, Tanzania, Botswana – tydzień, Zimbabwe – trzy dni, RPA – dziesięć. – To wydarzenie bez precedensu, aby tyle państw ogłosiło żałobę narodową po śmierci byłego prezydenta innego państwa – zauważa prof. Andrzej Polus, afrykanista, autor opracowań i analiz polityczno-ekonomicznych o Zambii.

Kenneth Kaunda, w Zambii nazywany KK, był ikoną walki o niepodległość. Nie tylko ze względu na rolę, jaką odegrał w powstaniu Zambii. Do historii przeszło jego zaangażowanie w kampanię na rzecz zniesienia apartheidu w Rodezji Płd. i RPA. – Kaunda odegrał kluczową rolę w organizacji konferencji w Lancaster House, która doprowadziła do zakończenia rządów białej mniejszości w Rodezji Płd. W ramach Commonwealthu naciskał też na Wlk. Brytanię, by wprowadziła sankcje wobec RPA. To z Lusaki nadawała główna rozgłośnia radiowa Afrykańskiego Kongresu Narodowego (ANC), tam przebywało kierownictwo ANC, tam znajdowały się obozy treningowe Włóczni Narodu, zbrojnego ramienia tej organizacji – wylicza afrykanista. Kaunda uważał, że bez wolności tych, którzy są wokół Zambii, sama Zambia nie będzie wolna. Dlatego też Lusaka była jednym z głównych celów ataków sił zbrojnych RPA podczas tzw. frontier war w latach 80. ubiegłego wieku.

Drogi niepodległości

Kaunda był najmłodszym z ośmiorga dzieci imigrantów z Malawi. Jego ojciec David Kaunda był misjonarzem Kościoła Szkockiego przy misji Lubwa w Chinsali. Matka – pierwszą lokalną nauczycielką w ówczesnej kolonialnej Rodezji. W swojej karierze politycznej Kenneth Kaunda początkowo działał w Afrykańskim Kongresie Narodowym Północnej Rodezji. Po poróżnieniu się z liderem Harrym Nkumbulą odłączył się od organizacji, tworząc Zambijski Kongres Narodowy Afryki i stając na czele Zjednoczonej Partii Niepodległości Narodowej (UNIP). Była ona główną siłą polityczną w niepodległej Zambii przez kolejne trzy dekady. W swojej kampanii obywatelskiego nieposłuszeństwa, zwanej cha-cha-cha, inspirował się myślą Mahatmy Gandhiego oraz nauczaniem Martina Luthera Kinga, z którym spotkał się w USA. – Zawsze podkreślał, że pragnął uniknąć rozlewu krwi w trakcie „rozwodu” z Wielką Brytanią. Przeszedł typową drogę lidera państwa subsaharyjskiego, dążącego do niepodległości. Był więziony, a po uwolnieniu uczestniczył w negocjacjach niepodległościowych – wskazuje prof. Polus.

Po rozpadzie Federacji Rodezji i Niasy (dzisiejsze Zimbabwe, Zambia i Malawi) Kaunda objął stanowisko premiera Rodezji Płn. 24 października 1964 r. Zambia ogłosiła niepodległość. Kaunda, dotychczasowy premier, został jej prezydentem. Rządził blisko trzy dekady, do czasu, gdy przywracając system wielopartyjny, został pokonany w wyborach w 1991 r. Jego rządami zachwiały katastrofalna sytuacja ekonomiczna Zambii i rosnąca presja międzynarodowa na rzecz demokracji w krajach Afryki. W wyborach zdobył tylko 24 proc. głosów wobec 75 proc. rywala, Fredericka Chiluby. Warto dodać, że do oddania władzy namawiał go jego bliski przyjaciel, prezydent Tanzanii Julius Nyerere (od 2005 r. z tytułem sługi Bożego, o którego beatyfikację stara się Episkopat Tanzanii). ­Nyerere, prezydent filozof, twórca koncepcji „ujamaa”, sam oddał fotel sześć lat wcześniej, wracając do rodzinnej Butiamy, gdzie poświęcił się tłumaczeniu psalmów i uprawie ziemi. Ale jeszcze za prezydentury otworzył w Tanzanii biura dla afrykańskich bojowników o wolność. W tym dla UNIP, na czele którego stał Kaunda, mający swoje biuro w Dar es-Salaam.

Betty Kaunda, żona prezydenta, w towarzystwie żony Nicholasa Katzenbacha, podsekretarza stanu USA. Zdjęcie z 1967 r.   Betty Kaunda, żona prezydenta, w towarzystwie żony Nicholasa Katzenbacha, podsekretarza stanu USA. Zdjęcie z 1967 r.
AP PHOTO/EAST NEWS

– Gdyby również Mugabe w Zimbabwe potrafił oddać władzę, byłby postrzegany tak jak Kaunda czy Nyerere – zauważa A. Polus. – To Kaunda naciskał na Mugabego, aby ten usiadł do negocjacji z Brytyjczykami. Groził, że w przeciwnym razie zamknie wszystkie bazy ZANU (Afrykański Narodowy Związek Zimbabwe), jakie znajdowały się na terytorium Zambii.

Blaski i cienie

KK jako prezydent stawiał na unifikację społeczeństwa złożonego z 72 grup etnicznych. Choć zapewnił państwu stabilność i zapisał się na kartach historii działaniami na rzecz niepodległości, to krach ekonomiczny Zambii jest powodem ostrej krytyki jego rządów. Jego polityka wewnętrzna doprowadziła niepodległy kraj – wcześniej dobrze prosperujące terytorium brytyjskie – na skraj bankructwa.

– Krytyka opiera się przede wszystkim na oskarżeniach o stworzenie przez niego sieci patronażu, co sprawiło, że zambijska gospodarka nie działała efektywnie – wskazuje prof. Polus. Martin Meredith w swojej „Historii współczesnej Afryki” zauważa, że w samej tylko Lusace Kaunda miał 40 tys. swoich „klientów” w różnych urzędach państwowych. – Ta sieć patronażu to bolączka, która pokutuje do dziś. Zarządzanie postkolonialnym, wieloetnicznym społeczeństwem było niezwykle trudne. I mamy pełną świadomość tego, ile szkód może wyrządzić państwu przydzielanie stanowisk według uznania, a nie na podstawie kompetencji. Ale być może takie zarządzanie było jedyną możliwą opcją, która zapewniła Zambii stabilność, a relatywna sprawność działania stworzonej przez niego sieci patronażu sprawiła, że Zambia nie poszła drogą większości państw subsaharyjskich i nie doszło tam nigdy do przewrotu wojskowego – ocenia afrykanista. Również praktyka obsadzania najwyższych stanowisk w wojsku przedstawicielami różnych grup etnicznych sprawiła, że armia pozostaje w Zambii pod kontrolą władz cywilnych.

Kaunda co prawda zmuszony był wprowadzić stan wyjątkowy jeszcze jako premier w lipcu 1964 r., na krótko przed ogłoszeniem niepodległości, jednak chodziło o powstrzymanie rebelii wywołanej przez synkretyczną sektę Kościoła Lumpa, na czele którego stała „prorokini” Alice Lenshina (co w języku bemba znaczy „królowa”). Sekta, powstała w Kasamie na północy Zambii, łącząca elementy chrześcijańskie i wierzenia tradycyjne, była jednym z ruchów wyzwoleńczych stawiających na walkę zbrojną, odrzucającą autorytet jakiegokolwiek „ziemskiego rządu”. Konflikt pomiędzy powstaniem Lumpy a UNIP, prowadzonym przez Kaundę, trwał od lipca do października 1964. Lenshina została aresztowana (zmarła w 1978 r.), ale Kościół Lumpa przetrwał do dziś.

Filozof i tancerz

Niewątpliwie trzeba podkreślić wkład Kaundy, syna nauczycielki, w próby poprawy stanu edukacji. Wprowadził politykę, zgodnie z którą wszystkie dzieci, niezależnie od możliwości finansowych rodziców, otrzymywały darmowe przybory szkolne, natomiast obowiązkiem rodziców było zaopatrzenie je w mundurki, uiszczenie symbolicznego czesnego i dopilnowanie, aby uczęszczały do ​​szkoły. W 1966 r. otwarty został w stolicy, Lusace, Uniwersytet Zambii, do budowy którego byli zachęcani wszyscy obywatele. W 1979 r. powstał Instytut Technologii w Kitwe, dziesięć lat później zmodernizowany i przekształcony w Uniwersytet Copperbelt. Inne instytucje szkolnictwa wyższego założone w epoce Kaundy były skoncentrowane na konkretnych zawodach i podlegały Departamentowi Edukacji Technicznej i Kształcenia Zawodowego. Około 35 tys. osób w jego czasach ukończyło studia wyższe.

Kaunda był również twórcą filozofii tzw. afrykańskiego humanizmu (określanego czasem jako chrześcijański humanizm). – Chodziło o próbę pogodzenia wiary w Boga, dążenia do odrębności i zachowania własnej tożsamości, z doktryną polityczną, która miała zapewnić nowo powstałemu, wieloetnicznemu, postkolonialnemu państwu podstawę funkcjonowania – wskazuje prof. Polus. W myśli Kaundy Bóg jest źródłem dobra i piękna, człowiek jest stworzony na Jego podobieństwo, dlatego ma przyrodzoną godność, która nie może być w żaden sposób eksploatowana. – Kaunda postulował, aby wszystkie formy wyzysku były zlikwidowane. Odpowiedzialność za słabszych i starszych powinna należeć do tzw. rozszerzonej rodziny. Jednak nikt nie powinien unikać ciężkiej pracy dla dobra kraju. Zdefiniował, czym według niego powinien być nowoczesny patriotyzm w warunkach afrykańskich. Nie ma wątpliwości, że w kontekście gospodarczym filozofia afrykańskiego humanizmu przegrała w konfrontacji z neoliberalizmem w latach 80. ubiegłego wieku. Jakkolwiek idealistycznie to brzmi, wydaje się, że wraz z kryzysem neoliberalnego podejścia do ekonomii myśl Kaundy będzie odczytywana na nowo – ocenia afrykanista.

Prezydent Kaunda tańczący z premier Wielkiej Brytanii Margaret Thatcher, 6 sierpnia 1979.   Prezydent Kaunda tańczący z premier Wielkiej Brytanii Margaret Thatcher, 6 sierpnia 1979.
AP Photo/east news

Po pokojowym oddaniu władzy Kaunda jeszcze przez kolejne pięć lat działał na politycznej scenie. Jego następca Frederick Chiluba, aby uniemożliwić jego ewentualny powrót do władzy, wprowadził regulację, iż oboje rodzice kandydata muszą być urodzeni na terytorium Zambii. Na prezydenckiej emeryturze Kaunda stał się twarzą kampanii na rzecz walki z HIV/AIDS w Afryce. Jego żona Betty Kaunda (przydomek „Mama Zambia”) zawsze, ubrana w tradycyjną chitenge, była przy mężu. On sam wypromował swój styl – bluza „safari” i eleganckie spodnie – który do dziś funkcjonuje na bazarach jako Kaunda suit. – I co ciekawe, podobnie jak w 1957 roku królowa brytyjska tańczyła z Nkrumahem, tak Kaunda na spotkaniu Commonwealthu w sierpniu 1979 roku tańczył z Margaret Thatcher, przekonując ją, że warto rozmawiać o Zimbabwe. I do końca życia, wspominając brytyjską premier, mówił: „my dancing partner” – dodaje anegdotycznie afrykanista.

Pożegnanie Kaundy miało miejsce 2 lipca na Stadionie Bohaterów Narodowych w Lusace. Wcześniej nabożeństwa odbyły się w stolicach wszystkich prowincji.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Krzysztof Błażyca

Fotoreporter, dziennikarz

Z redakcją „Gościa" związany od roku 2006 r. Religioznawca, członek Polskiego Towarzystwa Afrykanistycznego. Autor książek „Tego drzewa nie zetniesz. Historie z czarami w tle" (zbiór reportaży z Tanzanii, Kenii, Zambii, Nigerii i Ugandy) oraz reportażu „Krew Aczoli. Dziesięć lat po zapomnianej wojnie na północy Ugandy", za który otrzymał Grand Prix Mediatravel 2017, Nagrodę im. Stanisława Szwarc Bronikowskiego w kategorii książka podróżnicza roku oraz Nagrodę Polskiego Towarzystwa Afrykanistycznego za najlepszą książkę roku 2017 o tematyce afrykanistycznej w kategorii publikacji popularno-naukowej. Autor wystaw fotograficznych ukazujących życie codzienne w krajach Afryki. Laureat nagrody „Ekologia w obiektywie" za zdjęcie przedstawiające dzieci z nigeryjskiej wioski przy jednej ze studni wybudowanej dzięki akcji „Małego Gościa Niedzielnego". Publikował w „Misyjnych drogach", „Poznaj Świat", „Catholic Mirror" (Kenia), „Magazynie Familia", „Warto", „W drodze", „Almanachu Prowincjonalnym", „Tygodniku Powszechnym". Związany z organizacjami pomocowymi w Ugandzie i Kenii (budowa studni głębinowych, wsparcie edukacji). Motto: „Pokochajcie Afrykę!" (kard Charles Lavigerie).

Kontakt:
krzysztof.blazyca@gosc.pl
Więcej artykułów Krzysztofa Błażycy

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także