Nowy numer 30/2021 Archiwum

Najważniejszy mecz Euro

Piłkarskie mistrzostwa Europy do końca będą przebiegać w cieniu wydarzeń, które rozegrały się podczas meczu Danii z Finlandią.

Drugiego dnia Euro, w 43 minucie meczu Dania–Finlandia pomocnik Duńczyków Christian Eriksen upadł na murawę i stracił przytomność. Jak się później okazało, doszło u niego do zatrzymania akcji serca. Dzięki błyskawicznej reakcji służb medycznych piłkarza uratowano. Media określiły Eriksena mianem „największego zwycięzcy turnieju” – wszak wygrał walkę o życie. Dramat rozgrywający się na oczach 15 tysięcy kibiców na stadionie Parken w Kopehadze i milionów telewidzów na całym świecie stanowi też przyczynek do ważnych refleksji: przede wszystkim na temat bezpieczeństwa piłkarzy. To nie pierwszy taki incydent na boisku, nie wszystkie zakończyły się szczęśliwie. Krzepiące pozostaną natomiast wspomnienia jedności duńskiej drużyny w tej trudnej sytuacji, gestów innych zespołów i całego sportowego środowiska.

O krok od tragedii

– Straciliśmy go na moment – przyznał na konferencji prasowej dzień po meczu lekarz duńskiej kadry Morten Boesen. Wyjaśnił, iż Christian Eriksen doznał nagłego zatrzymania krążenia – to incydent jeszcze bardziej gwałtowny i niebezpieczny niż zawał, skutkujący natychmiastową utratą przytomności. Boesen uważa, że Eriksenowi życie uratowało zastosowanie defibrylatora połączone z przeprowadzoną resuscytacją krążeniowo-oddechową. W pierwszych sekundach po incydencie kluczowa była też reakcja kapitana reprezentacji Danii Simona Kjaera, który zapobiegł udławieniu się językiem przez Eriksena i ułożył go w pozycji bocznej ustalonej. Na szczęście zgodnie z wymogami na stadionie byli lekarze i sprzęt medyczny, w przeciwnym razie szansa na przeżycie Eriksena wynosiłaby mniej niż 10 procent. Duński piłkarz jeszcze przed opuszczeniem stadionu odzyskał przytomność, następnie został przewieziony na badania do kopenhaskiego szpitala Rigshospitalet.

Eriksen dzień po incydencie przyjął w szpitalu kolegów z drużyny. W czwartek 17 czerwca podczas drugiego meczu Duńczyków na turnieju w dziesiątej minucie (taki numer nosi na koszulce Eriksen) przerwano na chwilę grę, aby piłkarze i kibice pozdrowili oklaskami Eriksena.

Pierwszy tydzień badań nie dał jednoznacznych wyjaśnień, co przyczyniło się do zatrzymania akcji serca. Wiadomo na razie, że piłkarz ma mieć wszczepiony rozrusznik. Lekarze są sceptyczni w sprawie kontynuowania przez niego kariery. Przepytywany przez brytyjskich dziennikarzy dr Sanjay Sharma, klubowy lekarz Eriksena w jego byłym klubie Tottenham Hotspur, powiedział: „Jego kariera zbliża się do końca”.

Czy da się tego uniknąć?

Nawet jeżeli Eriksen nie powróci na boisko, ważne jest, że udało się utrzymać go przy życiu. Niestety wiele podobnych incydentów zakończyło się tragicznie. W internecie opisanych jest kilkadziesiąt przypadków śmierci piłkarzy w wyniku zatrzymania akcji serca w trakcie meczu lub treningu. Wszystkie są taką samą tragedią, choć najszerzej opisywane są oczywiście sytuacje z udziałem rozpoznawalnych piłkarzy z czołowych lig. W 1997 reprezentant Kamerunu, piłkarz Olympique Lyon Marc-Vivien Foé zmarł w trakcie półfinału Pucharu Konfederacji FIFA. W 2004 roku węgierski napastnik Benfiki Lizbona Miklós Fehér zmarł podczas ligowego meczu z Vitórią Guimarães. W 2007 roku kapitan Sewilla FC Hiszpan Antonio Puerta zasłabł w trakcie spotkania z Getafe, zmarł po przewiezieniu do szpitala.

Do zatrzymania akcji serca nie zawsze dochodzi bezpośrednio podczas meczu. Piłkarz Espanyolu Barcelona Daniel Jarque zmarł w pokoju hotelowym podczas zgrupowania klubu przed sezonem w roku 2009. Obrońca włoskiej Fiorentiny Davide Astori zmarł w 2018 roku we śnie, w przeddzień ligowego meczu. W 2000 roku polski pomocnik Rakowa Częstochowa Robert Mitwerandu zmarł na zawał serca wieczorem po drugoligowym meczu z Polarem Wrocław.

Przez lata uważano, że ryzyko ataku serca u zawodowych piłkarzy jest identyczne jak u „zwykłych” ludzi. Jednakże w 2018 roku doktor Sanjay Sharma z uniwersyteckiego Szpitala św. Jerzego w Londynie po wieloletnich badaniach ogłosił, że ten odsetek jest wyższy. Rosną więc wysiłki na rzecz zapobiegania atakom serca na boisku. Stadiony muszą być wyposażone w defibrylatory, kluby coraz częściej prowadzą badania kardiologiczne piłkarzy. Najpewniej uniknięto dzięki temu niejednej tragedii. W ostatnich latach zdiagnozowano problemy z sercem u trzech piłkarzy Legii Warszawa. W 2015 r. u Mateusza Szwocha, a w 2019 r. u Arvydasa Novikovasa wykryto arytmię serca, z kolei u Jarosława Niezgody rzadką chorobę tego narządu – zespół Wolffa-Parkinsona-White’a. Arytmię zdiagnozowano też w 2019 roku u piłkarza Juventusu Turyn Samiego Khediry. Po zabiegach wszyscy mogli powrócić do regularnej gry.

Z drugiej strony lekarze nie pozostawiają wątpliwości, że do podobnych dramatów i tak może dochodzić w przyszłości. Nie ma rady na tzw. ukryte wady serca. Taką przypadłość mieli zmarły w 1997 Foé i angielski pomocnik Fabrice Muamba, który stracił przytomność w 2012 roku, grając w Bolton Wanderers podczas meczu Pucharu Anglii. Udało się go uratować, ale musiał zakończyć karierę.

Solidarność na stadionie

W obliczu dramatycznych wydarzeń na boisku w Kopenhadze na wysokości zadania stanęli nie tylko lekarze, lecz także zawodnicy i kibice. Gdy reanimowano Eriksena, koledzy z drużyny otoczyli go kordonem, starając się zapewnić skupienie medykom i poszanowanie prywatności walczącego o życie kolegi. Simon Kjaer i Kasper Schmeichel pocieszali też partnerkę Eriksena, którą wpuszczono na murawę. Gdy medycy znosili Eriksena z boiska, siedzący w tej części stadionu fińscy kibice oddali swoje flagi, dzięki którym piłkarz mógł zostać schowany przed kamerami. Wobec realizatorów transmisji skierowano zresztą wiele słów krytyki za natrętne filmowanie walki o życie piłkarza. Tymczasem już od lat kamery natychmiast kierują się w inne miejsce, gdy na stadionie dochodzi do chuligańskich wybryków lub wtargnięcia kibiców na murawę. Brytyjska telewizja BBC oficjalnie przeprosiła widzów za nieprzerywanie transmisji, podobne dyskusje toczyły się wokół relacjonowania tego w polskiej telewizji.

Wsparcie dla pomocnika Interu natychmiast popłynęło ze wszystkich reprezentacji grających na Euro, od duńskich władz, a nawet od duńskiej i brytyjskiej rodziny królewskiej. Grający w kolejnym meczu tego samego dnia Belg Romelu Lukaku zadedykował Eriksenowi bramki zdobyte w spotkaniu z Rosją. Po ostatnim gwizdku uklęknął na murawie i modlił się za niego. Niesamowite wrażenie wzbudziła też patriotyczna mobilizacja piłkarzy i kibiców Danii przed drugim meczem turnieju, gdy żywiołowo odśpiewali hymn narodowy.

Zmuszeni do grania

Cieniem na tym zdarzeniu kładą się szczegóły związane z dokończeniem meczu Dania–Finlandia. Już dwie godziny po dramatycznych wydarzeniach piłkarze powrócili do spotkania. Duńczycy ewidentnie nie byli na to gotowi. Drużyna typowana na rewelację turnieju przegrała z teoretycznie słabszą Finlandią. Nawet przy anemicznie strzelonym rzucie karnym Pierre’a Højbjerga, obronionym przez fińskiego bramkarza, widać było, że zawodnik myślami jest gdzie indziej.

UEFA podkreśliła, że mecz został dokończony w sobotę „na prośbę graczy obu zespołów”. Duńczykom przedstawiono jednak tylko jeden alternatywny termin – następnego dnia w południe. Biorąc pod uwagę, że wielu piłkarzy nie zmrużyłoby pewnie oka po tym, co stało się z ich kolegą, duński zespół postanowił grać w sobotę. W poniedziałek 14 czerwca piłkarze zaczęli otwarcie krytykować wybór, który przed nimi postawiono: „Mieliśmy dwie opcje, z których żadna nie była dobra” – powiedział pomocnik Danii Martin Braithwaite. Trener Kasper Hjulmand dodawał rozgoryczony: „Jeżeli ktoś myśli, że powiedzieliśmy, że chcemy dalej grać, jest w dużym błędzie. Czuliśmy się pod presją i zostaliśmy postawieni przed dylematem”. Oliwy do ognia dodał były bramkarz Danii Peter Schmeichel, ojciec grającego teraz w kadrze Kaspera Schmei- chela. Twierdzi on, że UEFA zagroziła, że jeżeli Duńczycy nie zgodzą się grać w sobotę lub niedzielę, czeka ich walkower.

To niestety nie pierwszy raz, gdy UEFA naciska na piłkarzy postawionych w ekstremalnej sytuacji. 11 kwietnia 2017 doszło do zamachu bombowego na autokar piłkarzy Borussii Dortmund, jadących na ćwierćfinał ligi mistrzów z AS Monaco. W wyniku wybuchu trzech ładunków domowej roboty (jak się później okazało, podłożył je człowiek chcący zarobić na spadku giełdowych akcji Borussii) kilku piłkarzy niemieckiego klubu zostało rannych, w tym jeden ciężko. Znajdująca się w psychicznej rozsypce drużyna dostała możliwość grania najpóźniej dzień po incydencie. Borussia przegrała z Monaco. Europejska federacja tłumaczy się w takich przypadkach niemożliwym do przemodelowania terminarzem rozgrywek. Zachowanie UEFA w związku z tragedią Christiana Eriksena z pewnością umocni jednak negatywny wizerunek federacji.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama