Nowy numer 30/2021 Archiwum

Trudniej, ale czy gorzej?

Sytuacja materialna parafii w czasie pandemii się pogorszyła – przyznają proboszczowie.

W uroczystej procesji idą biskupi. Wszyscy w ornatach, z mitrami na głowach, a na każdym elemencie ich strojów zamiast symboli religijnych widnieją reklamy rozmaitych firm…

Spokojnie, to tylko mem, który ktoś wpuścił do sieci z dopiskiem, że to pomysł na wywołane pandemią kłopoty finansowe Kościoła w Polsce. Żart żartem, ale faktem pozostaje, że sytuacja materialna wielu spośród ponad 10 tysięcy polskich parafii łatwa nie jest. Od półtora roku obowiązują surowe limity wiernych w kościołach, co musiało niekorzystnie odbić się na stanie finansów parafialnych.

Serdeczność na klamce

– Aktualne wpływy finansowe to około 60 procent tego, co wpływało przed wirusem – ocenia ks. Damian Jarnot, proboszcz parafii pw. św. Brata Alberta w rybnickiej dzielnicy Kamień. Akurat zakończył się remont dachu na kościele. Ta kosztowna inwestycja była konieczna ze względu na nieszczelność poszycia. W deszczowe dni miejscami trzeba było podstawiać miski na kapiącą wodę. – Mimo że pojawiają się regularne wpłaty na konto parafii, sytuacja jest trudniejsza. A parafianie mają wiele marzeń. Chcieliby, żeby w kościele były dźwiękoszczelne konfesjonały, widzą, że potrzebne jest malowanie, posadzka wymaga renowacji – wylicza proboszcz. Lista potrzebnych rzeczy i tych, które wymagają napraw, jest długa. – Ale, jak mówi papież Franciszek, warto mieć marzenia. Tymczasem trzeba je na kilka lat odsunąć – zauważa kapłan. Podkreśla jednak, że przy ograniczeniach sanitarnych owe 60 proc. wpływów to i tak bardzo dużo. – Pojawiają się ofiary kopertowe, imienne. Są one większe, niż byłyby w normalnej sytuacji. Widać, że wiele osób czuje odpowiedzialność za swoją parafię, dzięki czemu jestem przekonany, że uniesiemy ten ciężar – spodziewa się kapłan. Z pewnym zaskoczeniem odnotowuje też wpłaty od „parafian wirtualnych”, czyli przeżywających Msze św. poprzez transmisję internetową. – Te wpłaty na konto parafii są dokonywane w mocno odległych od Kamienia miejscowościach – zauważa ksiądz.

Jednym z wyrazów ofiarności wiernych była też tegoroczna kolęda. Z przyczyn sanitarnych odwiedzin duszpasterskich w domach nie było. W zamian za to w kościele odbywały się nabożeństwa z udziałem mieszkańców danych ulic. – Niezręcznie było mi postawić skarbonę, ale po pierwszym takim spotkaniu ustawiła się kolejka do zakrystii. Ludzie przyszli z kopertami, zdziwieni tym, że nie ma okazji do złożenia ofiary. Potem więc tę okazję już daliśmy, a ofiary w skarbonie były serdeczne, składane ze świadomością, że jest trudny czas – opowiada duchowny. Podkreśla, że ludzie widzą potrzeby i sami przychodzą z czymś już zakupionym albo z gotówką na jakiś cel. Ktoś ufundował kadzidło, ktoś kupił nową monstrancję…

Troszczą się

Ksiądz Damian Jarnot postrzega obecny okres jako czas uczenia się pokory.

– Zawierzamy teraz Opatrzności więcej spraw niż zwykle. Są chwile, że w jakiejś konkretnej intencji związanej z finansami odprawiam prywatnie nowennę do świętego brata Alberta. I czuję jego wsparcie. Po takiej nowennie zawsze zdarza się coś, co przynosi poprawę sytuacji. Na przykład mieliśmy wydatek związany z remontem salki. Powiedziałem św. Albertowi, że mógłby się znaleźć jakiś sponsor – i następnego dnia w koszyczku pojawiła się koperta z pokaźną sumą, taką, jaka była potrzebna i oczekiwana – uśmiecha się proboszcz.

Mimo pandemii w Kamieniu nie zmalała liczba zamawianych Mszy św. – Intencji mszalnych jest sporo. Ostatnio przyjął się nawet w parafii zwyczaj ofiarowania Mszy za zmarłego zamiast kwiatów. To jest piękne. Msza Święta ma wartość ponadczasową i sięga wieczności – zauważa.

Liczba zamawianych intencji ma znaczenie także materialne ze względu na fakt, że stypendia mszalne to zasadnicze źródło utrzymania kapłana. W Kamieniu troska parafian o utrzymanie duchownych po wybuchu epidemii przybrała jeszcze inną formę: gdy zapanował lockdown, ludzie zaczęli przynosić różne produkty i wieszali je na klamce drzwi od probostwa. – Tam były przeróżne rzeczy: jajka, słodycze, szynki, pierniki. Najczęściej słyszałem dzwonek, a gdy zszedłem, nikogo już nie było. To była konkretna materialna pomoc, a przy okazji dawała nam poczucie, że jesteśmy jak w rodzinie. Bo doświadczamy tu naprawdę ogromnej serdeczności – cieszy się proboszcz.

Najpierw wiara

Jak to wygląda z perspektywy dużej wielkomiejskiej parafii? – Najtrudniej było w ubiegłym roku w czasie Wielkiego Postu i okresu wielkanocnego po bardzo radykalnym zamknięciu (pięć osób w kościele bez uwzględniania jego powierzchni). Wtedy odnotowaliśmy 90-procentowy spadek wpływów z tacy. Wielu wiernych zaczęło przelewać ofiary na konto parafialne. To nas w części ratowało, dając nadzieję na finansową płynność – opowiada ks. Andrzej Olejnik, proboszcz dużej wrocławskiej parafii pw. Odkupiciela Świata. – Uwzględniając fakt, że teraz w kościele jest znacznie mniej ludzi niż wcześniej, mogę powiedzieć, że ofiarność obecnych parafian wzrosła – zaświadcza. Wskazuje, że w jego wielkomiejskiej parafii odsetek chodzących w niedzielę do kościoła w najlepszym okresie sięgał 18 procent mieszkańców parafii. Teraz wskaźnik ten spadł poniżej 10 proc. Obecnie sumaryczna kwota wpływów jest o jedną czwartą do jednej trzeciej mniejsza od tej sprzed pandemii. – To pokazuje, jak bardzo ofiarni są ci, którzy przychodzą. Chcę podkreślić, że osoby te mają wielką świadomość sytuacji – zaznacza proboszcz.

Pomimo wielu niedogodności i niepewności jutra, jakie niesie ze sobą cała ta sytuacja, ksiądz Andrzej dostrzega w niej pewne pozytywy. – Byliśmy przyzwyczajeni do pewnych rzeczy. Tymczasem widzimy, że to, co uważaliśmy nieomal za najważniejsze, wcale takie nie jest. Myślę o akcencie położonym na troskę o budynki i o funkcjonowanie wszystkiego, co materialno-formalne. Miałem to szczęście, że wiele razy bywałem na Wschodzie, m.in. na Kaukazie, na Ukrainie i Białorusi, a jako parafia w ramach tzw. mostu modlitewnego stale współpracujemy z parafią pw. św. Józefa w Angarsku k. Irkucka na Syberii. Widziałem tam Kościół, który żył wiarą bez jakichś wielkich środków materialnych, i to się udawało – przekonuje. – Dla nas to niejednokrotnie nadal nie do wyobrażenia. Będąc proboszczem, poniekąd to rozumiem, bo obciążenie troską o budynki, o zgodność z przepisami jest nie tylko czasochłonna, lecz przede wszystkim kosztowna. Ksiądz w polskich warunkach niemal wszystko to sam musi organizować. To, co się teraz dzieje, pokazało nam, że trzeba dbać przede wszystkim o wiarę. Widzieliśmy to w czasie największego zamknięcia: ludzie przychodzili z powodu wiary – podkreśla kapłan.

Nie ubyło

Zupełnie inne jest doświadczenie ks. Andrzeja Chutkowskiego z Supraśla w archidiecezji białostockiej. Jako proboszcz małej parafii pw. Świętej Trójcy właściwie nie odczuł spadku wpływów. Tłumaczy to faktem, że jeszcze przed pandemią zaczął się remont wieży kościoła, który trzeba było dokończyć, a parafianie w związku z tym poczuli się zobowiązani do większej ofiarności. – Choć było znacznie mniej ludzi w kościele, to ci, którzy byli, składali na tacę więcej. Wielu też przelewa pieniądze na konto parafii, co wcześniej było praktyką sporadyczną – zauważa duchowny. Przyznaje jednak, że coś podobnego byłoby raczej niemożliwe w parafii wielkomiejskiej. Jego zdaniem ta sytuacja po części wynika ze specyfiki regionu, a po części ma także związek z faktem, że w parafii jest wiele osób starszych, które mają ustabilizowany sposób gospodarowania swoimi pieniędzmi, a dotyczy to także odpowiedzialności za kościół parafialny. – Są osoby, które bardziej zaangażowały się w życie parafii niż przed pandemią. U niektórych zrodziła się głębsza refleksja nad ludzką niewystarczalnością. U nich pogłębiła się potrzeba relacji z Panem Bogiem – ocenia. Zaznacza jednak, że są także osoby, które przyzwyczaiły się, że można żyć bez uczestnictwa we Mszach i dyspensują się z tego. Jednak i wówczas niekoniecznie przestają wspierać materialnie parafię.

Pozytywy

Generalnie sytuacja materialna parafii w Polsce pogorszyła się, choć nie wszędzie jednakowo, co pokazują także powyższe relacje. Wspólnym mianownikiem tych i innych świadectw wydaje się pewne przesunięcie akcentów w kierunku doświadczenia duchowego. Paradoksalnie więc to, co trudne, może ułatwić przyjęcie tego, co głębokie. – Jeśli Pan Bóg to dopuszcza, to musimy się zastanowić, co nam przez tę trudną sytuację chce powiedzieć. Myślę, że to wszystko uczy nas pokory, bo mimo najlepszych planów nie jesteśmy w stanie przewidzieć tego, co nastąpi. Kto dwa lata temu mógł przypuścić, że zostaniemy postawieni w takiej sytuacji? – mówi ks. Krzysztof Fulek, proboszcz parafii sanktuaryjnej w Piekarach Śląskich. I prognozuje: – Musimy podejść do tego bardziej ewangelicznie. Musimy bardziej myśleć o ewangelizacji niż o tworzeniu struktur czy instytucji, a wtedy wszystko inne się znajdzie.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak

Dziennikarz działu „Kościół”

Teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”. Zainteresowania: sztuki plastyczne, turystyka (zwłaszcza rowerowa). Motto: „Jestem tendencyjny – popieram Jezusa”.
Jego obszar specjalizacji to kwestie moralne i teologiczne, komentowanie w optyce chrześcijańskiej spraw wzbudzających kontrowersje, zwłaszcza na obszarze państwo-Kościół, wychowanie dzieci i młodzieży, etyka seksualna. Autor nazywa to teologią stosowaną.

Kontakt:
franciszek.kucharczak@gosc.pl
Więcej artykułów Franciszka Kucharczaka

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także