Reklama

    Nowy numer 30/2021 Archiwum

Tonąca łódź Kościoła

Kościół często bywa porównywany do łodzi, która napotyka przeciwny wiatr, nabiera wody, prawie tonie.

Mk 4, 35-41

Owego dnia, gdy zapadł wieczór, Jezus rzekł do swoich uczniów: «Przeprawmy się na drugą stronę». Zostawili więc tłum, a Jego zabrali, tak jak był w łodzi. Także inne łodzie płynęły z Nim.

A nagle zerwał się gwałtowny wicher. Fale biły w łódź, tak że łódź już się napełniała wodą. On zaś spał w tyle łodzi na wezgłowiu. Zbudzili Go i powiedzieli do Niego:

«Nauczycielu, nic Cię to nie obchodzi, że giniemy?» On, powstawszy, zgromił wicher i rzekł do jeziora: «Milcz, ucisz się!» Wicher się uspokoił i nastała głęboka cisza.

Wtedy rzekł do nich: «Czemu tak bojaźliwi jesteście? Jakże brak wam wiary!» Oni zlękli się bardzo i mówili między sobą: «Kim On jest właściwie, że nawet wicher i jezioro są Mu posłuszne?»

 

1. Uczniowie w obliczu niebezpieczeństwa tracą głowę. Mają wrażenie, że Pan o nich zapomniał. Wiele razy w historii Kościoła ta scena się powtarzała. Kościół trapiły przeróżne kryzysy, prześladowania. Wydawało się momentami, że nie przetrwa i upadnie. Czy dziś jest inaczej? Kardynał Ratzinger tuż przed konklawe w 2005 mówił: „Iluż powiewów nauki zaznaliśmy w ostatnich dziesięcioleciach, iluż ideologicznych prądów, ile sposobów myślenia. Łódeczka myśli wielu chrześcijan była nierzadko huśtana przez te fale – miotana z jednej skrajności w drugą: od marksizmu do liberalizmu aż po libertynizm; od kolektywizmu do radykalnego indywidualizmu; od ateizmu do niejasnego mistycyzmu religijnego; od agnostycyzmu po synkretyzm i tak dalej. (…) Posiadanie jasnej wiary, zgodnej z Credo Kościoła, zostaje często zaszufladkowane jako fundamentalizm. A tymczasem relatywizm, to znaczy zdanie się na »każdy powiew nauki«, zdaje się jedyną postawą godną współczesności. Ustanawiany jest rodzaj dyktatury relatywizmu, która nie uznaje niczego za pewnik, a jedynym miernikiem ustanawia własne ja i jego zachcianki”. Od tamtego czasu ta dyktatura urosła w siłę i uderza w Kościół. Co gorsza, wielu pasterzy ulega jej wpływom, uznając, że Kościół powinien sam zrelatywizować swoje nauczanie w tych punktach, które świat uznaje  za przestarzałe i niezgodne z obowiązującą ideologią.

2. Uczniowie w obliczu zagrożenia budzą Jezusa. Wprawdzie On zarzuca im potem brak wiary, a jednak mieli jej na tyle dużo, by natarczywie prosić Pana o ratunek. „Nauczycielu, nic Cię to nie obchodzi, że giniemy?”. To gorzkie zdanie może wyrywać się także z naszych serc, kiedy patrzymy na opustoszałe seminaria, na apostazje, na masowe odejścia młodych od wiary. Jak reagować na obecny kryzys? Czy zachować spokój, bo przecież Pan – nawet jeśli wydaje się, że śpi – nas uratuje? Czy wzywać natarczywie Jezusa na ratunek? W łodzi Kościoła pojawiła się nowa linia podziału. Jedni powiadają, że nie należy panikować, że kryzys nas tylko oczyści i wzmocni, że Pan czuwa. Inni biją na trwogę i wzywają do „budzenia” Jezusa, aby przyszedł nam z pomocą.

3. Jedno jest pewne. Zbawienie pochodzi od Jezusa. I tylko od Niego. Jemu każdy wicher jest posłuszny. On jest kapitanem tej łodzi. On może przywrócić pokój naszym sercom, zasypać linie podziału. Tylko On może ocalić swój Kościół od katastrofy. Bywamy niecierpliwi. Przypominają się słowa Benedykta XVI: „Cierpimy z powodu cierpliwości Boga”. Dokładnie tak, wydaje się nam, że za długo zwleka z interwencją. A jednak, dopowie papież senior, „wszyscy potrzebujemy Jego cierpliwości. (…) Świat jest zbawiany dzięki Bożej cierpliwości, a niszczony przez ludzką niecierpliwość”.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..