Nowy numer 24/2021 Archiwum

Powrót kardynała Nycza

Wdzięczność Panu Bogu i medykom – za ocalenie zdrowia i ludziom – za modlitwy.

W minioną niedzielę miało miejsce pierwsze od trzynastu lat Święto Dziękczynienia, podczas którego na uroczystościach w Świątyni Bożej Opatrzności w Warszawie nie był obecny kardynał Kazimierz Nycz. To on święto ustanowił i zawsze je organizował. Kardynał jedynie w krótkim nagraniu telewizyjnym podziękował personelowi medycznemu za opiekę w czasie choroby. W Wielki Czwartek bowiem – przypomnijmy – metropolita warszawski zasłabł na początku liturgii i trafił do szpitala. Z komunikatów wynikało, że przeszedł udar, ale doniesienia, co warto zauważyć, były dość lakoniczne i nie skupiały się na chorym, jak zapewne sam kardynał sobie tego życzył.

Dlaczego o tym piszę? By zwrócić uwagę na styl, w jakim kardynał Nycz powraca do obowiązków. Kiedy 29 maja po raz pierwszy pojawił się publicznie podczas święceń kapłańskich i został powitany burzliwymi oklaskami, serdecznie za nie podziękował, dodając krótko: „Myślę, że te oklaski są wyrazem tego, że wyrażacie swoją radość, że jeszcze nie umarłem, a równie dobrze mogłem umrzeć”. I od razu przeszedł do treści teologicznych, nie zatrzymując się na sobie. Także przy kilku innych okazjach, chociażby w wywiadzie dla KAI, nie opowiadał o swoim cierpieniu, o doświadczeniu izolacji na oddziale covidowym, jedynie „dociśnięty” przez dziennikarza wyznał, że „z perspektywy łóżka szpitalnego inaczej patrzy się na życie: rzeczy, które uważało się za bardzo ważne, nagle tracą wartość, a człowiek myśli o tym, co najważniejsze”.

Ksiądz kardynał nie eksponuje siebie samego, a jeśli już cokolwiek mówi o przebytej chorobie, to albo wyraża wdzięczność Panu Bogu, także medykom – za ocalenie zdrowia, albo ludziom – za modlitwy i telefony, przepraszając jednocześnie, że nie zawsze mógł je odebrać czy odpisać na SMS-y. Skupia się na tym, co może być korzystne dla innych: „Jeśli ktoś myśli, że koronawirusa nie ma, to nikomu nie życzę pobytu w szpitalu na takim oddziale”. I prosi, by „w sposób rozsądny, w zgodzie z wynikami nauki stosować metody, które mogą pandemii zapobiec. A wśród nich podstawową są szczepienia”. Podkreśla też: „Mówię to jako człowiek, który sam przeszedł covid – szczepmy się jak najszybciej”.

Aby w takim stylu chorować i powracać do aktywności, trzeba po prostu mieć klasę. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama