Nowy numer 25/2021 Archiwum

Góra z widokiem na wieczność

Wniebowstąpienie wydarzyło się w konkretnym czasie i miejscu, ale misja tam ludziom zlecona nie ma ograniczeń czasowych ani geograficznych.

Nie ma piękniejszego widoku na Jerozolimę nad ten, który roztacza się z Góry Oliwnej. Widać z niej większość najważniejszych i najświętszych obiektów związanych z historią zbawienia. Najbardziej rzuca się w oczy wzgórze świątynne, na którym stał ongiś przybytek Jedynego Boga. Nieco dalej widnieją kopuły bazyliki Grobu Pańskiego, okrywające Golgotę i miejsce pochówku umęczonego Zbawiciela – a tym samym miejsce Jego zmartwychwstania. Bardziej na lewo, gdzieś wśród gęstwy budynków, znajduje się Wieczernik – świadek ostatniej wieczerzy i zesłania Ducha Świętego. U podnóża Góry Oliwnej wśród gajów oliwnych prześwituje dach kościoła Konania. To gdzieś tu ziemię zrosił krwawy pot Jezusa, poddanego „smutkowi aż do śmierci”.

Pewnego wiosennego dnia około roku 30 wszystko to, choć w wersji sprzed dwudziestu wieków, ogarniał wzrokiem zmartwychwstały Jezus. Razem z Nim byli Jego uczniowie. W ciągu minionych 40 dni widywali Go wielokrotnie. Cóż to musiało być za doświadczenie – rozmawiać z człowiekiem, którego zmasakrowane ciało złożyło się do grobu, dotykać Go, jeść z Nim, a jednocześnie widzieć, że ciało tego człowieka nie podlega ziemskim ograniczeniom. Teraz jednak te spotkania miały się skończyć.

Uczniowie musieli mieć poczucie straty. Pamiętali wprawdzie słowa Jezusa: „Pożyteczne jest dla was moje odejście. Bo jeżeli nie odejdę, Pocieszyciel nie przyjdzie do was. A jeżeli odejdę, poślę Go do was” (J 16,5-7), ale nie mieli pojęcia, że już za 10 dni na wszystko spojrzą w nowy sposób i Ewangelia ruszy z siłą huraganu. Teraz stali na grzbiecie wzniesienia, słuchając ostatnich poleceń. Zbawiciel kolejny raz zapewnił ich, że otrzymają moc Ducha Świętego i zostaną posłani na cały świat.

„Po tych słowach uniósł się w ich obecności w górę i obłok zabrał Go im sprzed oczu” – zapisał Łukasz w Dziejach Apostolskich (1,9). Od niego też dowiadujemy się, że apostołowie „upor­czywie wpatrywali się w Niego, jak wstępował do nieba”.

Skała w rotundzie

Autor Dziejów Apostolskich pisze, że apostołowie po wniebowstąpieniu „wrócili do Jerozolimy z góry zwanej Oliwną, która leży blisko Jerozolimy, w odległości drogi szabatowej”. Droga szabatowa to około 1800 m i taki właśnie odcinek trzeba przemierzyć od grzbietu Góry Oliwnej do murów Jerozolimy.

Ta góra to masyw o trzech szczytach. – W tradycji chrześcijańskiej jeden z nich nosi nazwę Viri Galilaei, to znaczy Mężowie Galilejscy – tłumaczy ks. dr Tomasz Kusz, biblista. Wskazuje, że wzięła się ona od słów dwóch aniołów, którzy po wstąpieniu Jezusa do nieba powiedzieli apostołom: „Mężowie z Galilei, dlaczego stoicie i wpatrujecie się w niebo? Ten Jezus, wzięty od was do nieba, przyjdzie tak samo, jak widzieliście Go wstępującego do nieba” (Dz 1,10-11).

Do miejsca, w którym tradycja lokalizuje wydarzenie wniebowstąpienia, łatwo dojść pieszo od strony miasta, idąc z doliny Cedronu pod górę, wśród zieleni okalającej liczne posesje. Można też dojechać samochodem, bo obecnie to po prostu część miasta. Na szczycie, tuż przy drodze, wznosi się minaret z półksiężycem. Obok wieży jest wejście na nieduży plac ogrodzony murem. W głębi stoi romańska rotunda na planie ośmiokąta, wzniesiona w 1102 roku przez krzyżowców. Wcześniej były tu inne budowle, z których pierwsza stanęła już w IV wieku, krótko po ustaniu prześladowania chrześcijan. Wewnątrz niewielkiej kaplicy jest niemal zupełnie pusto, jedynie w kamiennej posadzce wyodrębniono fragment gołej skały. Według trwającego od najdawniejszych czasów przekonania, to właśnie z tego miejsca Jezus wstąpił do nieba. Pielgrzymi dopatrują się śladu stopy Jezusa, jaki miał się wówczas odcisnąć w skale. Uwagę zwraca też drugi element wnętrza – mihrab. To niewielka wnęka w ścianie, wskazująca kierunek Mekki. Dziś bowiem miejsce to znajduje się w rękach muzułmanów. Jest tak od 1187 roku, gdy po pokonaniu krzyżowców sułtan Saladyn zmienił kościół w meczet. Tak jest do dziś, choć raz w roku, w uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego, franciszkanom wolno tu sprawować Mszę św. W zwykłe dni pielgrzymi mogą się tu pomodlić, jednak aby wejść na teren meczetu, muszą uiścić opłatę.

Krok do jedności

Z górą pół wieku temu miejsce wniebowstąpienia było świadkiem jeszcze innego ważnego dla chrześcijan wydarzenia. Wieczorem 5 stycznia 1964 r. papież Paweł VI spotkał się tu z prawosławnym patriarchą Konstantynopola Atenagorasem. Po niespełna tysiąc lat trwającym rozdarciu zwierzchnicy podzielonych Kościołów wymienili pocałunek pokoju. Patriarcha powiedział wtedy: „Chrześcijaństwo żyje od wieków w nocy podziału. Oczy zmęczyły się już ciągłym wypatrywaniem w ciemności. Oby nasze spotkanie było zapowiedzią świetlanego i błogosławionego dnia, kiedy przyszłe pokolenia chrześcijan, uczestnicząc w tym samym Kielichu najdroższego Ciała i Krwi Pana, w miłości, pokoju i jedności chwalić będą jednego Pana i Zbawcę wszystkich”.

Słowa te miały swój wyjątkowy ciężar w miejscu, w którym wyznawcy Chrystusa otrzymali misję głoszenia Dobrej Nowiny na całym świecie. Ewangelia niesiona przez zwaśnione Kościoły nie może przecież rozbrzmiewać z całą mocą, jaka w niej jest. Tam, na Górze Oliwnej, został uczyniony ważny krok w kierunku jedności.

Ewolucja święta

We wczesnym Kościele zmartwychwstanie Pana Jezusa i to, co nastąpiło po nim, świętowano jako jedno wielkie misterium, trwające 50 dni. Dopiero w IV wieku zaczęto wyodrębniać poszczególne święta. Wtedy to historyk Euzebiusz, biskup Cezarei, nazywa wniebowstąpienie „bardzo uroczyście obchodzonym dniem”. Ale nie od razu obchodzono go w czterdziestym dniu po Wielkanocy. Hiszpańska pątniczka Egeria w dzienniku swojej pielgrzymki z lat 381–384 pisze, że w Jerozolimie pamiątkę wstąpienia Chrystusa do nieba obchodzono w dniu Zielonych Świątek. Dowiadujemy się, że tego dnia nad ranem odprawiano liturgię na wzgórzu Syjon, podczas której wspominano zesłanie Ducha Świętego, po czym uczestnicy wracali do domów, aby się posilić. Następnie wierni „zaraz po śniadaniu wyruszają na Górę Oliwną, to jest do Eleona [bazylika Wniebowstąpienia, wzniesiona przez cesarzową Helenę], każdy, kto tylko może, tak że żaden chrześcijanin nie pozostaje w mieście, wszyscy bowiem idą”. Dalej Egeria relacjonuje, że w „Imbomon”, czyli w miejscu, z którego Pan wstąpił do nieba, wszyscy siadają – biskup, kapłani i lud – i „czyta się lekcje przeplatane hymnami, odmawia się również antyfony (...), odczytuje się też ustęp z Ewangelii, gdzie jest mowa o wniebowstąpieniu Pana, wreszcie to, co jest powiedziane w Dziejach Apostolskich o wniebowstąpieniu Pana po zmartwychwstaniu”.

Stopniowo utrwaliła się praktyka obchodzenia uroczystości Wniebowstąpienia zgodnie z chronologią wyznaczoną przez teksty biblijne, a zatem w 40. dniu po Wielkanocy.

Obecnie obowiązujący Kodeks prawa kanonicznego zalicza Wniebowstąpienie Pańskie do świąt nakazanych, daje jednak możliwość przeniesienia tej uroczystości na siódmą niedzielę wielkanocną. Tak od 2003 roku jest w Polsce. Jednym z powodów tej decyzji była troska o umożliwienie wszystkim wiernym udziału w tym dniu w Eucharystii, co nie byłoby możliwe w dzień roboczy.

Dni przygotowania

– Warto mieć świadomość, że wniebowstąpienie jest drugą stroną zmartwychwstania. Uwielbiony Pan Jezus wraca do Ojca, czyli wchodzi w przestrzeń chwały w chwili opuszczenia grobu. Bo gdzie On był przez te 40 dni? Przecież nie gdzieś pomiędzy niebem a ziemią, tylko po prostu był u Ojca. Natomiast po 40 dniach zakończył dodatkową katechezę dla uczniów, podczas której pouczał, że to wszystko miało się wydarzyć, i wskazywał, że było to wypełnienie proroctw – zauważa ks. Tomasz Kusz. Zwraca uwagę na symboliczne znaczenie w Biblii liczby 40. – Ona pokazuje okres przejściowy, który przygotowuje do czegoś nowego. 40 dni trwał potop, czas między zagładą grzesznej ludzkości a nowym początkiem, który nastał po potopie. Przez 40 lat Izraelici chodzili po pustyni – to był czas pośredni między niewolą a wolnością. 40 dni Pan Jezus był na pustyni – to czas między życiem w Nazarecie a rozpoczęciem działalności publicznej. Łukasz mówi o 40 dniach, jakie upłynęły między zmartwychwstaniem a wniebowstąpieniem. Można w tym widzieć pewien okres przejściowy między czasem, gdy Jezus był dostępny fizycznie, a czasem, gdy stał się dostępny sakramentalnie – mówi biblista.

Czy nie jest tak? Po wniebowstąpieniu Jezus wcale nas nie opuścił. Przeciwnie – jeszcze bardziej się do nas zbliżył, i to tak bardzo, że stał się dla nas pokarmem. Sam to przecież zapowiedział, gdy fizycznie rozstawał się z ziemią: „A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28,20).•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak

Dziennikarz działu „Kościół”

Teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”. Zainteresowania: sztuki plastyczne, turystyka (zwłaszcza rowerowa). Motto: „Jestem tendencyjny – popieram Jezusa”.
Jego obszar specjalizacji to kwestie moralne i teologiczne, komentowanie w optyce chrześcijańskiej spraw wzbudzających kontrowersje, zwłaszcza na obszarze państwo-Kościół, wychowanie dzieci i młodzieży, etyka seksualna. Autor nazywa to teologią stosowaną.

Kontakt:
franciszek.kucharczak@gosc.pl
Więcej artykułów Franciszka Kucharczaka

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także