Nowy numer 15/2021 Archiwum

Żołnierz i dama

Skończyła 105 lat, a jej życie jest nadal piękne i barwne.

Przedwojenna dama, która do dziś zachwyca klasą, inteligencją i stylem. Żołnierka niezłomna. Kochająca siostra, która wiele lat czekała na odnalezienie brata. Mjr Maria Mirecka-Loryś miesiąc temu skończyła 105 lat. Warto poznać jej niezwykłe życie.

Młodość

Maria Eleonora Mirecka urodziła się w Ulanowie na Podkarpaciu. Był 7 lutego 1916 r., a Marysia była siódmym dzieckiem z ośmiorga rodzeństwa. Rodzina Mireckich po kilku latach przeniosła się do Racławic koło Niska. Tam dziewczynka dorastała, a w 1937 r. ukończyła gimnazjum w Nisku.

Marta Smolańska, fotograf i przez wiele lat pracownik IPN, poznała Marię Mirecką już jako starszą panią. I zaprzyjaźniła się z nią: – Wspaniała kobieta, inteligentna i pełna klasy. Chętnie opowiadała o swoim dzieciństwie: o duszkach mieszkających w drzewach, o jej braciach i siostrach, którzy tłumaczyli jej, że las żyje, żeby nie krzywdzić przyrody – opowiada M. Smolańska. – Gdy kiedyś mała Maria złapała żabę, jej starszy brat Adaś (później zamordowany przez komunistów) powiedział, że teraz żaba zabierze jej wszystkie zęby. Tej nocy rozbolało ją gardło i całą noc przepłakała, myśląc, że to... zemsta żaby. Pani Maria miała kochającą się rodzinę, dzieciństwo cudowne, beztroskie. O braciach zawsze opowiada, używając zdrobnień: Adaś, Leoś...

Młoda Maria była zdolna i ambitna: po maturze rozpoczęła studia na Wydziale Prawa Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie. Jednak marzenia i plany brutalnie przerwał wybuch wojny. Jej starsze rodzeństwo od początku okupacji działało w konspiracji. Maria podążyła ich śladem. Przez całą wojnę należała do kierownictwa podziemia narodowego w Centralnym Okręgu Przemysłowym. Odznaczała się odwagą, zmysłem organizacyjnym i bystrością umysłu, dlatego zapewne już w 1940 r. została komendantką Narodowej Organizacji Wojskowej Kobiet w Powiecie Niżańskim, niedługo potem całego Okręgu Rzeszowskiego. Kierowała sekcją kobiecą w Zarządzie Okręgu Rzeszowskiego Stronnictwa Narodowego. Wiosną 1945 r. została komendantką główną Narodowego Zjednoczenia Wojskowego Kobiet. Przyjęła pseudonim „Marta”.

W 1943 roku uczestniczyła w konspiracyjnym odnowieniu Ślubów Jasnogórskich przez młodzież akademicką. W czasie nocnego czuwania odsłonięto cudowny obraz Matki Boskiej Częstochowskiej, a młodzież składała podpisy, które zostały zamknięte w jasnogórskim skarbcu. Maria Mirecka była reprezentantką Lwowa. Reprezentantem Krakowa był... Karol Wojtyła. Gdy został papieżem, przysłał pani Marii kopię tamtych podpisów.

Aresztowanie i emigracja

Wojna się skończyła. Ale dla bohaterów takich jak Maria w nowej rzeczywistości miejsca nie było. Próbowała wrócić do normalności i podjąć studia prawnicze w Krakowie. Jednak UB pokrzyżowało jej plany: została aresztowana latem 1945 r, i więziona w Rzeszowie, Warszawie oraz Krakowie.

– Opowiadała mi, jak w czasie jednego z przesłuchań jakiś młody oficer śledczy powiedział jej, że widział ją przechadzającą się po pewnej ulicy – tu padła nazwa – a to była ulica prostytutek. Mirecka, wzburzona i dotknięta, wstała, i uderzyła go w twarz. Liczyła się z tym, że ją zastrzeli. Jednak oficer, zaszokowany, wyszedł i już nigdy nie wrócił. Przesłuchania zakończył zupełnie inny oficer śledczy – opowiada Marta Smolańska.

Po latach Maria Mirecka wspominała też, że podczas przesłuchania miała przy sobie torbę z materiałami związanymi z działalnością konspiracyjną. „Kiedy przeniesiono mnie do jakiejś sali, podszedł do mnie pewien młody człowiek z UB, przyniósł mi moje rzeczy i powiedział: wszystko zniszczyłem. Nic pani nie ma, żadnych materiałów” – opowiadała. Mężczyzna pochodził z sąsiedniej wsi. W ten sposób odwdzięczył się za pomoc, której udzielili mu w latach szkolnych dwaj bracia Marii – Adam i Kazimierz. I tak zapewne uratował ją przed wieloletnim więzieniem, jeśli nie śmiercią.

Marii udało się, na mocy amnestii, wyjść z więzienia jeszcze jesienią tego samego roku. Ale zapewne wiedziała, że komuniści nie zostawią jej w spokoju. I miała rację – co pokazał niedługo potem przykład jej brata Adama. Postanowiła wyjechać z kraju: podając się za obywatelkę Luksemburga, w grudniu 1945 roku opuściła Polskę. Dotarła do obozu II Korpusu gen. Władysława Andersa pod Ankoną. Tam poznała przyszłego męża, oficera rezerwy Henryka Lorysia. W październiku 1946 roku oboje wyjechali do Anglii, a w styczniu 1952 roku do USA. Tam rodziły się ich dzieci. Lorysiowie mieszkali najpierw w Toledo w stanie Ohio, a następnie w Chicago. Maria zaangażowała się w pracę w organizacjach polonijnych. Działała m.in. w Stronnictwie Narodowym, Krajowym Zarządzie Kongresu Polonii Amerykańskiej. Przez wiele lat była redaktorką „Głosu Polek”, pisma Związku Polek w Ameryce. Wraz z siostrą Heleną bardzo angażowały się w pomoc Polakom na Kresach – szczególnie na Ukrainie, gdzie pracował jej brat Bronisław – ksiądz. W USA napisała też „Historię Kongresu Polonii Amerykańskiej”, współpracowała z polonijnym radiem, dla którego nagrywała felietony. W USA spędziła ponad 30 lat.

Brat Adam

Wróćmy jednak do końca lat 40. W kraju bowiem został jej starszy brat Adam Mirecki. W czasie wojny obronnej 1939 roku dowodził plutonem 2 Dywizji Piechoty Legionów. Potem działał w Narodowej Organizacji Wojskowej, był m.in. komendantem Okręgu Lubelskiego oraz Lwowskiego. Po scaleniu NOW z AK został jej członkiem i wszedł w skład Komendy Okręgu AK we Lwowie.

Kilka razy udało mu się uciec z niewoli niemieckiej. W grudniu 1943 r. Niemcy złapali go po raz piąty. Był więziony w Gross-Rosen i Bergen-Belsen. Oswobodzili go Anglicy, w kwietniu 1945 r. szybko wrócił do Polski. Jednak UB aresztowało go i w maju 1947 r. został skazany za przynależność do Stronnictwa Narodowego. Wyszedł z więzienia po dwóch latach i podjął studia na KUL. Niestety, w listopadzie 1950 r. komuniści znów Mireckiego aresztowali i wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie 28 kwietnia 1952 r. został skazany na czterokrotną karę śmierci.

– Wyrok został wykonany 24 października 1952 r. w więzieniu mokotowskim – opowiada prof. Krzysztof Szwagrzyk z IPN. – Rodzina jednak przez dziesiątki lat nie znała miejsca jego pochówku. Adam Mirecki miał jedynie grób symboliczny w Racławicach.

Odnaleziony

Kilka lat temu ekipa prof. Krzysztofa Szwagrzyka prowadziła prace w kwaterze „Ł” na wojskowych Powązkach, w miejscu, gdzie komuniści pod osłoną nocy wrzucali w jamy grobowe zamordowanych bohaterów. Odnajdywane szczątki były potem badane, dzięki czemu udało się przywrócić tożsamość wielu żołnierzom. Szczątki Adama Mireckiego odnaleziono w 2017 roku. Niedługo potem dowiedziała się o tym pani Maria. Mieszkała już wtedy ponownie w Polsce. Wróciła z emigracji w 2004 roku.

– To wielkie i szczególne chwile, gdy mogę zadzwonić do rodziny bohatera i informować o jego odnalezieniu. Towarzyszą temu zawsze ogromne emocje. Pamiętam dokładnie telefon do pani Marii, jej wzruszenie i radość – opowiada prof. Szwagrzyk. – Zaprosiłem panią Marię do Pałacu Prezydenckiego. Pamiętam jej twarz na konferencji: pełną dobra, szlachetną, spokojną. Otrzymała notę identyfikacyjną brata i miałem wrażenie, że to była chwila, na którą czekała całe życie.

Marta Smolańska robiła wówczas zdjęcia. Tak wspomina to wydarzenie: – Pani Maria była wzruszona, ale nie płakała. Miała wówczas 102 lata. Rok później na pogrzebie w Panteonie – Mauzoleum Wyklętych – Niezłomnych na Łączce, ucałowała flagę, którą wręczył jej gen. Robert Głąb. Bardzo to przeżyła: tak zakończyła się jej droga odprowadzenia Adasia do grobu.

Zawsze dama

Maria Mirecka-Loryś mieszka obecnie w Warszawie. W 2016 r., w swoje setne urodziny, została odznaczona przez Prezydenta RP Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski. W tym samym roku Sejm przyjął przez aklamację uchwałę w sprawie uczczenia działalności Marii Mireckiej. Napisano w niej: „W 100. rocznicę jej urodzin Sejm Rzeczypospolitej Polskiej pragnie wyrazić uznanie dla niezwykłej patriotki pani Marii Mireckiej-Loryś i podziękować jej za ogromny wkład w walkę o niepodległość Ojczyzny i nieustanną troskę o Polaków na całym świecie”.

– Ostatni raz byłam u niej w październiku 2019 – mówi Marta Smolańska. – Wcześniej odwiedzałam ją częściej, a za każdym razem opowiadała mi coś nowego, ze swadą i pasją. O swoim życiu mówiła z pokorą, że pewnie wiele rzeczy by dziś zrobiła inaczej, ale gdy się jest młodym, człowiek ryzykuje. Poza tym zawsze była i jest bardzo kobieca. Zadbana, pięknie ubrana. Stuprocentowa dama i bohaterski żołnierz.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama