Nowy numer 15/2021 Archiwum

Wstań, święty chłopcze

Synowie królewscy klęczeli na podłodze i jak co dnia modlili się na głos razem ze swoim wychowawcą, kanonikiem Janem Długoszem.

Gdy skończyli, wstali - ale nie wszyscy. Dziesięcioletni Kazimierz pozostał na kolanach, tak jakby stracił poczucie rzeczywistości. Jan Długosz był zakłopotany. W końcu trącił królewicza lekko w ramię i powiedział: Surge, sancte puer (Wstań, święty chłopcze).

Chłopak ocknął się i wstał. Wiedział, co znaczą słowa nauczyciela, bo razem z braćmi uczył się łaciny. Ani on jednak, ani autor tych słów nie wiedzieli, że okażą się prorocze.

Wychowanie na surowo

U schyłku średniowiecza w Europie normą już było, że królewscy rodzice zapewniali swoim dzieciom najlepsze wykształcenie i wychowanie. A król Kazimierz Jagiellończyk i jego żona Elżbieta Rakuszanka mieli tych dzieci aż trzynaścioro. Z tego wyjątkowo udanego małżeństwa urodziło się sześciu synów i siedem córek. Dwie córki zmarły we wczesnym dzieciństwie, a pozostałe zostały żonami władców większości dynastii europejskich. Na skroniach czterech synów spoczęły korony królewskie, jeden przywdział purpurę kardynalską, a jeden - Kazimierz - zaszedł najwyżej: został świętym.

Zachowały się mowy wychowanków Jana Długosza, które pod jego okiem wygłaszali w eleganckiej łacinie. Widać w tych tekstach znajomość starożytnych klasyków, zwłaszcza Cycerona, którego chłopcy próbowali nawet prześcignąć.

Długosz – znakomity historyk i wielki patriota, dbał o to, żeby rozwój umysłowy królewiczów szedł w parze z odpowiednim kształtowaniem ich charakterów. Pomagali mu w tym m.in. marszałek dworu Stanisław Szydłowiecki i włoski humanista Filip Buonacorsi, zwany Kallimachem.

Choć Polska należała wtedy do najpotężniejszych państw Europy, synowie królewscy w latach chłopięcych nie zaznali przepychu. Umieszczeni z dala od stolicy, nosili zgrzebne ubrania, a gdy było chłodno, zakładali proste baranie kożuszki, jedli skromne potrawy i wstawali bardzo wcześnie. Większość dnia wypełniały im nauka i ćwiczenia rycerskie, a zabawy odbywały się zawsze pod okiem nauczyciela. Jan Długosz kładł nacisk na to, żeby chłopcy stykali się tylko z ludźmi mądrymi i szlachetnymi, dostarczał im też odpowiednią lekturę. Miał wyjątkowe pełnomocnictwa od króla, który oczekiwał od niego w razie potrzeby nawet używania rózgi. Królowej Elżbiecie nie bardzo to się podobało, lecz mąż na jej zastrzeżenia zwykł odpowiadać: „Przecież wszyscy ludzie są z tej samej gliny”.

Sporo czasu przeznaczano na modlitwę, co szczególnie odpowiadało królewiczowi Kazimierzowi.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak

Dziennikarz działu „Kościół”

Teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”. Zainteresowania: sztuki plastyczne, turystyka (zwłaszcza rowerowa). Motto: „Jestem tendencyjny – popieram Jezusa”.
Jego obszar specjalizacji to kwestie moralne i teologiczne, komentowanie w optyce chrześcijańskiej spraw wzbudzających kontrowersje, zwłaszcza na obszarze państwo-Kościół, wychowanie dzieci i młodzieży, etyka seksualna. Autor nazywa to teologią stosowaną.

Kontakt:
franciszek.kucharczak@gosc.pl
Więcej artykułów Franciszka Kucharczaka

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także