Nowy numer 24/2021 Archiwum

W tyglu opozycji

Pomimo problemów, jakich doświadcza, Platforma Obywatelska wciąż jest jedynym ugrupowaniem będącym w stanie odsunąć od władzy Prawo i Sprawiedliwość.

Platforma Obywatelska nie ma pomysłu na swoją obecność w polityce, ruch Szymona Hołowni przypomina mydlaną bańkę, która rośnie, ale przy niewielkim podmuchu może prysnąć, Lewica, po tym jak PiS udanie zagospodarował kwestie społeczne, brnie w obyczajowe skrajności, PSL jak zwykle lokuje się w centrum, co być może da szanse na przetrwanie, a Konfederacja coraz bardziej znika w cieniu radykalnej retoryki Solidarnej Polski.

Tak można w skrócie opisać sytuację polskiej opozycji w lutym 2021 r., czyli na około 2,5 roku przed wyborami parlamentarnymi, bo to, że odbędą się wcześniej, jest bardzo mało prawdopodobne.

Platforma się kołysze

Ci, którzy wieszczą rychły koniec Platformy Obywatelskiej, mogą się srodze zawieść. Owszem, zasadne są tezy o jej kryzysie, ale do upadku jeszcze daleko. Od odejścia Donalda Tuska w 2014 r. ugrupowanie to nie znalazło lidera, który byłby w stanie go zastąpić, a przynajmniej w sprawny sposób kierować partią. Jedyny spójny punkt programu, jaki obecnie formułuje Platforma, to odsunięcie od władzy PiS poprzez całkowitą negację wszystkiego, co robi obecny układ rządzący, czyli metodą totalnej opozycji. Z kolei własne propozycje okazują się tak chybione, że krytykują je nawet środowiska antypisowskie.

Przykładem tego mogą być pomysły zaprezentowane 6 lutego przez przewodniczącego PO Borysa Budkę i jej wiceprzewodniczącego Rafała Trzaskowskiego na telekonferencji programowej. Padło tam kilka propozycji, z których właściwie żadna nie wytrzymuje krytyki. Otóż liderzy PO zaproponowali utworzenie Koalicji 276, czyli płaszczyzny współpracy opozycji: KO, Polski 2050 Szymona Hołowni, Lewicy i PSL. Cyfra 276 nawiązuje do liczby posłów, która jest potrzebna do odrzucenia prezydenckiego weta. Koalicja 276 miałaby przegłosowywać ustawy, które cofnęłyby reformy sądownictwa wprowadzone przez PiS, a prezydent nie mógłby ich blokować. Na pierwszym miejscu wskazali powołanie na nowo Trybunału Konstytucyjnego czy Krajowej Rady Sądownictwa. Problem w tym, że aby to zrobić, trzeba odwołać obecnych członków tych gremiów, a tego nie da się zrobić bez zmiany konstytucji, gdyż długość ich kadencji jest zapisana w ustawie zasadniczej. Do tego potrzebna byłaby Koalicja 307 – bo tyle głosów potrzeba do zmiany konstytucji.

Dalej R. Trzaskowski zapowiedział likwidację TVP Info, a kilka dni później PO rozpoczęła nawet zbiórkę podpisów pod obywatelskim projektem, który zawiera propozycję, aby w telewizji publicznej w ogóle nie było informacji i publicystyki. „Zabronione jest tworzenie i rozpowszechnianie przez publiczną telewizję wyspecjalizowanych programów informacyjno-publicystycznych” – czytamy w projekcie proponowanym przez PO. Powodem takiego zakazu ma być propaganda na rzecz obozu rządzącego i atakowanie opozycji. Rozwiązaniem problemu powinna być propozycja zabezpieczenia mediów publicznych przed wpływami polityków, a nie ich likwidacja, co jest sprzeczne z konstytucyjną zasadą wolności wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji (por. art. 54 konstytucji).

Do tego okazało się, że opozycja, która miała tworzyć Koalicję 276, nic o tej propozycji nie wiedziała. Reasumując: Platformę toczy uwiąd programowy.

A jednak powtarzam, że lekceważenie PO jest błędem. O sile tej formacji świadczy poparcie, jakie mimo ewidentnych błędów osiągnęła w ostatnich wyborach. Pamiętajmy także, że PO ma mocne struktury terenowe, jej politycy dominują w wielu samorządach.

Ruch Hołowni

Największym beneficjentem słabości PO jest Szymon Hołownia i jego ruch Polska 2050. W ostatnich sondażach osiąga poparcie zbliżone do partii B. Budki, a w niektórych nawet ją wyprzedza. Jednak nie należy wyciągać z tego zbyt daleko idących wniosków.

Dobre notowania S. Hołowni wynikają z kilku powodów, które mogą okazać się nietrwałe. Przede wszystkim działa efekt nowości, kreowania się na człowieka spoza polityki, ostra krytyka istniejących partii czy systemu politycznego. Popularność zdobyta podczas pracy jako prezenter w TVN też ma tu znaczenie. Już wcześniej mieliśmy przypadki początkowego powodzenia tego typu nowych organizacji, takich jak Ruch Palikota, Nowoczesna Ryszarda Petru czy ruch Kukiz’15. Pierwszych dwóch już nie ma na politycznej scenie, a trzeci właśnie z niej schodzi. Warto przypomnieć, że wszystkie powstały niedługo przed wyborami, w których dostały się do parlamentu, tymczasem ruch Hołowni musi czekać na nie jeszcze co najmniej 2,5 roku. Do tego w 2022 r. odbędą się wybory samorządowe, które mogą się dla niego zakończyć klęską, gdyż nie ma struktur w terenie. Szymon Hołownia korzysta też ze słabości PO, podbierając jej nie tylko elektorat, ale także parlamentarzystów.

Propozycje programowe Polski 2050 potwierdzają tezę, że jest to starannie zaplanowany projekt, który kieruje się przede wszystkim badaniami opinii społecznej, a nie jakąś wyższą ideą czy stałymi wartościami. Można powiedzieć, że S. Hołownia jest sondażowym populistą. Jeśli w społeczeństwie zapanowały antyklerykalne nastroje, ogłasza konieczność renegocjacji konkordatu i ograniczenia roli Kościoła w życiu społecznym. Kobiety manifestują po wyroku TK w sprawie aborcji – S. Hołownia je popiera, choć w sprawie istoty problemu kręci, twierdząc, że prywatnie jest przeciw aborcji, ale publicznie już myśli inaczej. Gdyby chcieć odpowiedzieć na pytanie, jakie są prawdziwe założenia programowe jego ruchu, to trzeba zrobić sondaż na dany temat i odpowiedzią będzie to rozwiązanie, które uzyska największe poparcie.

O realnej sile S. Hołowni świadczy przebieg kampanii prezydenckiej. Gdy początkowo Platforma miała słabą kandydatkę, Hołownia wysforował się w sondażach nawet na drugie miejsce za Andrzejem Dudą. Gdy jednak PO wymieniła swoją kandydatkę na Rafała Trzaskowskiego, Hołownia przestał się liczyć. Podobnie będzie z Polską 2050 w najbliższym czasie, jeśli PO się przebudzi i odzyska poparcie.

Pozostała opozycja

Celowo poświęciłem Platformie i ruchowi Hołowni tak dużo miejsca, gdyż to właśnie między nimi toczy się obecnie pojedynek, który zdecyduje o tym, kto zostanie liderem opozycji. Zdecydowanie większe szanse ma na to PO, musi jednak podjąć walkę.

Nie oznacza to, że siła mniejszych ugrupowań opozycyjnych nie ma znaczenia. Bardzo prawdopodobny scenariusz po najbliższych wyborach parlamentarnych jest taki, że Zjednoczona Prawica wygra, ale nie uzyska samodzielnej większości. Wówczas druga PO może znaleźć koalicjantów do objęcia władzy. Na dziś może to być ruch Hołowni, Lewica oraz PSL.

Zjednoczenie trzech formacji: SLD, Partii Razem i Wiosny dało Lewicy wejście do Sejmu, ale nie spowodowało jakiegoś odrodzenia ruchu lewicowego w Polsce. Problem tej formacji polega na tym, że socjalną agendę skutecznie zagospodarował PiS. W tej sytuacji Lewicy pozostają tylko postulaty obyczajowe. Tu jednak rodzi się problem. Takie organizacje jak Strajk Kobiet czy Kampania Przeciw Homofobii mają bardzo daleko idące postulaty światopoglądowe, z którymi Lewica musi się licytować. W efekcie przyjmuje na swoje sztandary skrajne hasła, które z kolei znajdują poparcie niszowego elektoratu, a odstraszają osoby lewicowo umiarkowane.

PSL sytuuje się w centrum sceny politycznej, starając się budować wizerunek partii skłonnej do kompromisu. Po fatalnych doświadczeniach wyborów do Parlamentu Europejskiego w 2019 r. jak ognia unika skrajności. Ludowcy startowali wówczas z Koalicji Europejskiej z PO, SLD, Nowoczesną i Zielonymi, które skupiły się na kwestiach obyczajowych i licytowały się na skrajne rozwiązania z Wiosną Roberta Biedronia. W efekcie Koalicja uzyskała wynik znacznie poniżej oczekiwań, a PSL wprowadził do PE tylko trzech posłów. Po wyborach w 2023 r. od poparcia PSL może zależeć, czy władzę obejmie dzisiejsza opozycja z PO na czele, czy też utrzyma ją Zjednoczona Prawica z PSL. Nieoficjalnie wiadomo też, że PiS obecnie prowadzi rozmowy z partią Władysława Kosiniaka-Kamysza o poparciu dla obecnego rządu, gdyby PiS utracił większość w Sejmie.

Sejmowym ugrupowaniem opozycyjnym jest też Konfederacja z 11 posłami. Przez pewien czas wydawało się, że ugrupowanie to, m.in. z postulatami wyjścia z Unii Europejskiej i antysystemową postawą, będzie zdobywać elektorat na prawo od PiS. Jednak w ostatnich miesiącach radykalne postulaty zaczęła wysuwać Solidarna Polska i wydaje się, że zaczyna przyciągać elektorat dotychczas skłonny popierać Konfederację. Bardzo prawdopodobne, że po wyborach w 2023 r. tego ugrupowania w Sejmie już nie będzie.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Bogumił Łoziński

Zastępca redaktora naczelnego „Gościa Niedzielnego”, kierownik działu „Polska”.
Pracował m.in. w Katolickiej Agencji Informacyjnej jako szef działu krajowego, oraz w „Dzienniku” jako dziennikarz i publicysta. Wyróżniony Medalem Pamiątkowym Prymasa Polski (2006) oraz tytułem Mecenas Polskiej Ekologii w X edycji Narodowego Konkursu Ekologicznego „Przyjaźni środowisku” (2009). Ma na swoim koncie dziesiątki wywiadów z polskimi hierarchami, a także z kard. Josephem Ratzingerem (2004) i prof. Leszkiem Kołakowskim (2008). Autor publikacji książkowych, m.in. bestelleru „Leksykon zakonów w Polsce”. Hobby: piłka nożna, lekkoatletyka, żeglarstwo. Jego obszar specjalizacji to tematyka religijna, światopoglądowa i historyczna, a także społeczno-polityczna i ekologiczna.

Kontakt:
bogumil.lozinski@gosc.pl
Więcej artykułów Bogumiła Łozińskiego

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także