Ucieszyło mnie, jak wiele pod tym zdjęciem pojawiło się pozytywnych reakcji, pozwalających domniemywać, że ich autorzy zgadzają się z tym, iż aborcja nigdy nie jest wyzwoleniem, ale zawsze obciążeniem. Zwłaszcza dla kobiety, która częstokroć sama pozostaje z problemami, w asyście wielu „dobrze” jej „doradzających”. Sformułowanie „dla dobra” pojawia się również w kontekście legalizowania eutanazji, która w pewnym sensie jest drugą stroną tego samego problemu. Brzmi on: czy człowiekowi wolno decydować o tym, kto i kiedy umrze?
To znamienne, że w Kościele nauka o poszanowaniu życia i o śmierci człowieka pozostaje niezmienna w podstawowych kwestiach. Są nimi początek i koniec ludzkiego życia, co do których Kościół nie ma żadnych wątpliwości: ich zakres wyznacza Stwórca. Stąd na okładce bieżącego numeru „Gościa Niedzielnego” rozbita klepsydra i sędziowski młotek. Co nie oznacza, że na wymiarze sprawiedliwości w demokratycznym państwie prawa nie spoczywa obowiązek dbania o to, by prawo stanowione troszczyło się o każdego obywatela. Wręcz przeciwnie. Problem w tym, że taki młotek sędziowski biorą do ręki wszyscy, którym przyjdzie do głowy, że w kwestii początku i kresu życia konkretnego człowieka mają prawo ferować wyroki. Jak Kain, któremu wpadło do głowy, żeby pozbyć się swojego brata, i który z powodu popełnienia pierwszego na ziemi morderstwa przeszedł do historii. „Nie tylko krew Abla, pierwszej niewinnej ofiary zabójstwa, woła głośno do Boga, który jest źródłem i obrońcą życia. Także krew każdego innego człowieka zabitego po Ablu jest głosem wznoszącym się do Pana”, przypomniał Jan Paweł II w swojej encyklice Evangelium vitae. Napisał w niej również: „Badania prenatalne, które nie wzbudzają obiekcji moralnych, o ile są podejmowane w celu wskazania ewentualnych terapii, (...) zbyt często dostarczają okazji do zaproponowania i wykonywania przerwania ciąży. Jest to wówczas aborcja eugeniczna, akceptowana przez opinię publiczną o specyficznej mentalności, (...) mentalność ta przyjmuje życie tylko pod pewnymi warunkami, odrzucając ułomność, kalectwo i chorobę”. Powrót do epoki barbarzyństwa – tak tę sytuację podsumował papież. Również w kontekście eutanazji propagowanej przez kulturę, w której rośnie pokusa wyeliminowania cierpienia u podstaw „przez przedwczesne spowodowanie śmierci w momencie uznanym za najwłaściwszy”. No właśnie, o ten właściwy moment chodzi. Zna go tylko Jeden. Ten, Który życie dał. I żaden, nawet najbardziej „czuły” barbarzyńca za wiele w tych kwestiach nie zdoła wymyślić. •








