Nowy numer 8/2021 Archiwum

Tak wysoko

W muzeum w rodzinnym domu Jana Pawła II czas jakby inaczej się toczył. I nie tak bardzo uciekał, lecz raczej człowieka gonił. Czy po to, żeby ten lepiej zrozumiał, że „wieczność czeka”?

16 października 1978 roku. O godzinie 13.45 na szczycie najwyższej góry świata, Mount Everestu, stanęła polska himalaistka Wanda Rutkiewicz. Trzy i pół godziny później kardynał z Krakowa Karol Wojtyła zapisze w swoim notatniku: „17.15. Jan Paweł II”. Niebawem ukaże się w oknie bazyliki i pobłogosławi świat. Trochę ponad pół roku później spotkają się. Ona przekaże papieżowi kamień z Mount Everestu. Kiedy w westybulu pałacu krakowskich biskupów Jan Paweł II do niej podejdzie, odda mu standardowy ukłon, przyklękając. Ojciec Święty podniesie ją ze słowami, że ludzie gór witają się, stojąc. To w czasie tego spotkania papież otrzyma symboliczny kamień i powie: „Dobry Bóg zechciał, że tego samego dnia oboje weszliśmy tak wysoko”.

Przyglądam się temu właśnie kamieniowi, umieszczonemu w gablocie obok słynnego biskupiego notatnika, w którym po raz pierwszy podpisał się Jan Paweł II. Za mną zawieszona w przestrzeni łódź. Ani czerwony dywan, ani balkon... tylko rybacka łódź. Tak symbolicznie twórcy Muzeum Dom Rodzinny Ojca Świętego Jana Pawła II w Wadowicach zaprojektowali „salę konklawe”, zamykającą krakowską część wystawy. Pozostały za mną trzy kolory sutann – kapłańska, biskupia, kardynalska. Ściany obwieszone dyplomami szkolnymi, dokumentami, zapisem wszystkich przeżyć Karola Wojtyły z królewskiego miasta. Replika romańskiej krypty świętego Leonarda, gdzie ks. Karol Wojtyła odprawiał Mszę prymicyjną. Ale jeszcze wcześniej... dom rodzinny. Ten wadowicki.

Historia zwykłej kamienicy

Wszystko zdaje się w tej historii zwyczajne, a jednocześnie inne. Jej bohaterka to kamienica przy ówczesnej ulicy Rynek 2. Powstała około roku 1870 i była własnością aptekarza Seweryna Kurowskiego, wiceburmistrza Wadowic. Jej następny właściciel, Józef Lisko, po sześciu latach sprzedał ją Chaimowi Bałamuthowi, prezesowi gminy żydowskiej. Mieszkania na piętrze wynajmowali lokatorzy, wśród nich od 1919 roku Karol, Emilia i 13-letni Edmund Wojtyłowie. To w tym domu urodził się ich drugi syn: Karol Józef. Mieszkał tam przez osiemnaście lat, aż do roku 1938, kiedy opuścił Wadowice i przeniósł się do Krakowa.

Pomysłodawcami zorganizowania w tej kamienicy muzeum poświęconego Janowi Pawłowi II byli ks. Edward Zacher, wieloletni katecheta Ojca Świętego i wadowicki proboszcz, oraz kard. Franciszek Macharski. W latach 1981–1982 przeprowadzono więc kapitalny remont, a na 64. rocznicę urodzin Jana Pawła II, 18 maja 1984 roku, wystawa w domu rodzinnym papieża Polaka była gotowa.

Jak w rodzinie

Trzyizbowe wnętrze, ściany pomalowane wedle starych standardów: farba i wałek ze wzorem, kuchnia, sypialnia, salon. Odtworzone na podstawie wspomnień świadków z czasów, gdy rodzina Wojtyłów mieszkała w Wadowicach. Niewielka srebrna torebka, a tuż za nią zdjęcie matki z taką samą. Kolekcja żołnierzyków przypomina czasy, gdy mali i nie tylko mali chłopcy uczyli się strategii we wspólnie rozgrywanych bitwach. Niewielka biblioteczka, piec. Z okna sypialni widok na ścianę kościoła, na której słoneczny zegar z napisem: „Czas ucieka, wieczność czeka” opatrzony został datą śmierci Jana Pawła II. To na ten zegar spoglądał przez okno mały Karol. Czy uczył się przemijania bardziej z tej starej sentencji przypieczętowanej na kościelnych murach czy raczej z książek, które wyeksponowano w części mieszkalnej muzeum poświęconego jego rodzinie? Obok Sienkiewicza Sofokles i słynny cytat, który papież w trakcie swojej pielgrzymki do Polski przywoływał z pamięci: „O ukochana siostro ma, Ismeno, czy ty nie widzisz, że z klęsk Edypowych żadnej za życia los nam nie oszczędza?”. Kątem oka dostrzegam, że obok polskiego tłumaczenia leży grecki oryginał. – To zamiłowanie do języków i w ogóle do humanistyki towarzyszyło Karolowi od wczesnych lat dziecinnych – opowiada Artur Oboza, archiwista i dokumentalista, który jest w muzeum przewodnikiem. I dodaje: – Nie jest tajemnicą, na jakiej literaturze wychowywał go ojciec. Sienkiewicz i jego wielkie narodowe opowieści kształtowały młodego Wojtyłę w duchu patriotyzmu od najwcześniejszych lat.

– Nasze muzeum ma przede wszystkim charakter narracyjny. Te rodzinne, mieszkalne wnętrza mają również swoją narrację. Nie chodzi tylko o odtworzenie atmosfery, ale bardziej o aspekt wychowawczy – dodaje ks. Łukasz Piórkowski, dyrektor placówki. – Mówimy dzisiaj o kryzysie rodziny. Potrzebujemy zatem takich rodzin, które mogłyby być wzorem. Chcemy pokazać, że w rodzinach nie wolno uciekać od problemów, używać półśrodków. Że borykająca się z poważnymi przecież kłopotami rodzina, w trudnościach finansowych, w śmiertelnej chorobie matki i żony, w ciężkich czasach, może sobie poradzić, o ile stawia czoła problemom, zamiast przed nimi uciekać. Po rodzinie Wojtyłów widać, że oni nie tracili nadziei. Czy z taką nadzieją można się po prostu urodzić? Nie – trzeba się jej nauczyć w rodzinie – dodaje dyrektor.

Faktycznie, gdy przechodzimy do sypialni Wojtyłów, gdzie nad dwoma łóżkami wiszą tradycyjne obrazy: Najświętsze Serce Jezusa i Niepokalane Serce Maryi, od razu przypomina się fragment wspomnienia Jana Pawła II o ojcu. Gdy jako dziecko budził się w nocy, widział go modlącego się na kolanach. Na jednym z łóżek zresztą znajduje się tabliczka z tym cytatem.

Kaliber mocy

Paradoksalnie można odnieść wrażenie, że najważniejsze w tym muzeum nie jest eksponowanie tego, co pozostało po świętym papieżu i jego rodzicach – również kandydatach na ołtarze. Najważniejszy jest odbiorca, który przyjmując narrację poszczególnych wnętrz, artefaktów, dźwięku, gry światła, cieni i kolorów, ma szansę na spotkanie. Nie tylko ze świętymi. Raczej z samym sobą. I zaczyna zadawać pytania. O siebie. Czy można wyobrazić sobie lepszą konfigurację pamięci o świętym i osobistego nawrócenia? Kamienia z ­Mount Everestu nie da się ominąć, jeśli chce się przejść dalej, aż za granicę wyznaczoną Piotrową łodzią. Tuż za nią... brauning kaliber 9 mm. Wbudowany w szklany fragment podłogi, leży jak porzucony przez zamachowca na placu Świętego Piotra. W szybie odbija się gablota, a w niej złożony starannie garnitur ochroniarza. Na nim kilka kropel krwi. – Objawienia fatimskie też miały miejsce po godzinie 17.00 – mówi półgłosem dyrektor. Przypominam sobie szybko, że przecież właśnie kwadrans po 17.00 nowy papież po raz pierwszy złożył swój nowy podpis. – Co ksiądz myśli o zbieżności tych godzin w życiu Jana Pawła II? Urodziny, wybór na papieża, zamach, objawienia fatimskie. To zazwyczaj takie wydarzenia, które dotykały jednego człowieka, ale wpływ miały na dzieje całego świata. Dużo tego, prawda? – zastanawiam się. – Pan Bóg tak przewidział – odpowiada dyrektor z tajemniczym uśmiechem. I dodaje: – Te daty określiły całe życie Jana Pawła. Ale my możemy dostrzec to dopiero z perspektywy czasu. Wiele jeszcze przed nami do odkrycia. Proszę spojrzeć – dyrektor pokazuje figurę Matki Bożej Fatimskiej – w jej koronie, powstałej w 1942 roku, było tylko jedno wolne miejsce, bez klejnotu. Idealnie wpasowała się w nie... kula z pistoletu wystrzelona w kierunku papieża. Jakby ta korona kilkadziesiąt lat miała czekać na dopełnienie.

– Ale dlaczego w tym jednym miejscu akurat nie było żadnego drogocennego kamienia? – dociekam. – Pan Bóg tak to przewidział – dyrektor znów się uśmiecha. – W tych wszystkich niby-przypadkach najbardziej widać, jak bardzo plan Pana Boga może być na początku niezrozumiany. Ostatecznie wszystko się wyjaśnia i ma swoje dopełnienie – dodaje. Jak ta kula z pistoletu w koronie Matki Bożej – myślę, kiedy ruszamy dalej.

Wchodzimy najpierw do sali poświęconej maryjnej pobożności Jana Pawła II. Królują tu wizerunki Maryi i hasło: „Totus Tuus”. Jest i Panienka Piekarska, co zauważam z entuzjazmem. I różaniec, który jako biskup Wojtyła otrzymał od Jana XXIII w czasie soboru. Pan Artur zwraca uwagę, że po latach kanonizowano ich tego samego dnia.

To przemijanie ma sens

„Nie znam tych słów najstarszych. Gdy wracam do zapisów, jeszcze jestem daleko od żywych słów napełnionych tchnieniem i dźwiękiem historycznego człowieka” – napisał Karol Wojtyła w poemacie „Wigilia wielkanocna 1966”. Ten dźwięk historycznego człowieka brzmi w każdym zakamarku i w każdej sali, które mijamy. Ale jest i tchnienie. Ożywcze tchnienie przemian w sali „Pokój Tobie, Polsko”. Święte tchnienie Mądrości Bożej w strefie „jubileuszowej”, w której replika świętych drzwi z warsztatu sieneńskich artystów uchyla się, by pokazać pod odpowiednim kątem klęczącego papieża. Wokół symboliczne tablice z tytułami i fragmentami najważniejszych encyklik. I kopia rękopisu pierwszej – „Redemptor hominis”. A potem droga pielgrzyma, który ziemię całą miał za swój dom. Symboliczna, przeszklona ścieżka kryje w sobie ziemię przywiezioną z krajów, do których Jan Paweł II pielgrzymował. Wszystko oświetlone i ukierunkowane – w stronę światła. I wreszcie duch młodości w sali poświęconej Światowym Dniom Młodzieży. Potem Getsemani. Ażurowa konstrukcja ścian jakby oliwnych drzew. – Dźwięk, który tu zazwyczaj rozbrzmiewa, to bicie serca – tłumaczy pan Artur. I przypomina słowa papieskiego poematu: „To cierpienie, to przemijanie ma sens”. – Jestem przekonany, że ta postawa u Jana Pawła II wynikała ze wzoru, który otrzymał jako dziecko od matki – dodaje ks. Piórkowski.

W Duchu Świętym

Idziemy standardową trasą zwiedzania. Jest w tej drodze coś niepokojącego. Znasz już jej scenariusz, przebieg, poszczególne stacje, a jednak sposób, w jaki autorzy je zaprezentowali, prowokuje tak wiele myśli, że zaczynasz rozumieć, jak zwykłym śmiertelnikiem jesteś i wobec jak wielkich spraw stoisz. Przechodzimy przez bramę otwierającą się w symbol krzyża świętego. Czerwień krwi aż bije po oczach. – Symbol nieprzypadkowy – tłumaczy ksiądz dyrektor. – Bo wskazuje na królowanie Chrystusa z krzyża, Jego panowanie. I naukę, że w życiu duchowym chodzi o to, by nad samym sobą mieć władzę. Nad swoim sposobem reagowania na rzeczywistość. W taki właśnie sposób oddziałujemy tu na emocje odbiorcy – dodaje ks. Łukasz Piórkowski.

Ta ostatnia sala nazwana została „W Duchu Świętym”. Udrapowane szaty kardynalskie, ornaty, które kardynałowie mieli w trakcie pogrzebu na sobie, jakby powiewały na wietrze. Krzyż niejako wycięty ze ściany, osnuty czerwonymi woalami. I replika tamtego Ewangeliarza. Zamkniętego powiewem wiatru. Czujesz ten powiew niemal namacalnie i już wiesz, że sformułowanie „wieczność czeka” ma w tych wadowickich murach inne niż zazwyczaj znaczenie i dotyka czegoś bardziej osobistego. Chodzisz po tym muzeum i czujesz, jakbyś odbywał wędrówkę duchową. Rodzaj drogi na szczyt, na którym okazuje się, że czerwień kardynalskich szat owiana wiatrem nie przypomina już krwi, minąłeś bowiem właśnie biel sali symbolizującej chwałę nieba; raczej jest czerwienią szlachetnego wiatru. Ducha, który z niczego wziął i wszystko uczynił. Tak, krew jest tam wszędzie obecna, ale nie krwią już będąc, przelaną czarą bólu, raczej oznaką wielkości, pieczęcią siedmiu darów. Czy można lepiej podsumować pontyfikat Jana Pawła II? – Jestem przekonany, że wszystko, co najważniejsze, żeby zrozumieć bogactwo tego pontyfikatu, jest ciągle jeszcze przed nami – mówi na pożegnanie ks. Łukasz Piórkowski. Oddycham z ulgą. Wciąż zatem warto pozwolić czasowi uciekać.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Ks. Adam Pawlaszczyk

Redaktor naczelny „Gościa Niedzielnego”, dyrektor Instytutu Gość Media.

Święcenia kapłańskie przyjął w 1998 r. W latach 1998-2005 pracował w duszpasterstwie parafialnym, po czym podjął posługę w Sądzie Metropolitalnym w Katowicach. W latach 2012-2014 był kanclerzem Kurii Metropolitalnej w Katowicach. Od 1 lutego 2014 r. pełnił funkcję oficjała Sądu Metropolitalnego. W 2010 r. obronił pracę doktorską na Wydziale Prawa Kanonicznego UKSW w Warszawie i uzyskał stopień naukowy doktora nauk prawnych w zakresie prawa kanonicznego. Współpracował z Wydziałem Teologicznym Uniwersytetu Śląskiego i Wydziałem Duszpasterstwa Rodzin Kurii Metropolitalnej w Katowicach w ramach formacji duchownych i świeckich w zakresie kościelnego prawa małżeńskiego oraz teorii prawa kościelnego. Szczególnie zainteresowany literaturą i muzyką, autor poezji, tekstów pieśni religijnych, artykułów i felietonów, współpracował z TVP, Radiem Katowice i Radiem eM.

Więcej artykułów ks. Adama Pawlaszczyka

Zobacz także