Nowy numer 8/2021 Archiwum

Pod gruzami

W wyniku trzęsień ziemi, które od miesiąca nawiedzają Chorwację, tysiące osób straciło dach nad głową. Jak można im pomóc?

Do pierwszych, poważnych wstrząsów doszło 29 grudnia 2020 r. ok. 47 km na południowy wschód od Zagrzebia. Kolejne zanotowano w następnych dniach. W ich wyniku najbardziej ucierpiała licząca ok. 20 tys. mieszkańców Petrinja oraz położone nieopodal miasta Sisak i Glina. Śmierć poniosło co najmniej siedem osób (w tym trzynastoletnia dziewczynka), kilkadziesiąt zostało rannych, tysiące straciło cały swój dobytek. – W tym regionie pogoda jest podobna do tej, którą mamy teraz w Polsce: pada śnieg, temperatura jest coraz niższa, a poszkodowani nie mają gdzie schronić się przed zimnem. Wielu z nich śpi w swoich samochodach, przyczepach kempingowych lub w namiotach dostarczonych przez wojsko – mówi „Gościowi” Izabela Strzelczyk, inicjatorka warszawskiej zbiórki darów dla poszkodowanych. Nasza rozmówczyni studiowała i mieszkała w Chorwacji, dzisiaj pozostaje w kontakcie z wolontariuszami niosącymi pomoc ofiarom katastrofy.

Zemljotres!

Magnituda wstrząsów, które przeszły przez kraj położony nad Morzem Adriatyckim na przełomie grudnia i stycznia, wynosiła ok. 6,4 w skali Richtera. Tak silne drgania zalicza się do poważnych wstrząsów, powodujących znaczne zniszczenia. Były one odczuwalne także w miejscach położonych stosunkowo daleko od środkowej Chorwacji, m.in. w Słowenii, Serbii, Austrii, Niemczech oraz Bośni i Hercegowinie. – Byłem tego dnia w Prnjavorze, ok. 150 km od epicentrum. Siedziałem w restauracji i rozmawiałem z kelnerem. Nagle poczułem lekkie kołysanie w przód i w tył, usłyszałem brzdęk szkła. Ktoś zawołał: „Ajmo na polje! Zemljotres!” („Wyjdźmy na zewnątrz! Trzęsienie ziemi!”). Wybiegliśmy na dwór i po kilku minutach w radiu i telewizji wszyscy już mówili o trzęsieniu ziemi w Chorwacji – mówi „Gościowi” Maciej Ogrocki, student filologii serbsko-chorwackiej.

W wyniku trzęsienia ziemi zniszczeniu uległo kilkanaście tysięcy budynków mieszkalnych. W mieście są miejsca, w których wciąż nie ma prądu ani ogrzewania. Chociaż w regionie jest obecnie znacznie spokojniej niż pod koniec grudnia, nadal dochodzi tam do słabszych wstrząsów (2–3 stopnie w skali Richtera). Mieszkańcy boją się, że drgania znowu przybiorą na sile. – Większość młodych obywateli Petrinji już od dawna wyjeżdża w poszukiwaniu pracy do Zagrzebia lub za granicę. Na miejscu pozostają głównie osoby w średnim i starszym wieku. Czują się osamotnione, część z nich cierpi na zespół pourazowy: nie mogą spać z obawy przed wstrząsami wtórnymi. Żyją ze świadomością, że w każdej chwili ich dom może ulec zniszczeniu. Wielu przewieziono do sąsiednich miejscowości. Znaleźli schronienie w szkołach i obiektach wojskowych – opowiada Izabela Strzelczyk.

Chleb powszedni

Do wstrząsów sejsmicznych w okolicach Zagrzebia doszło ostatni raz 140 lat temu. Wówczas żywioł dotarł do samej stolicy, niszcząc m.in. katedrę Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Tym razem w Petrinji doszło do poważnego uszkodzenia kościoła św. Wawrzyńca. – Zniszczenia są olbrzymie, na chwilę obecną kościół nie nadaje się do użytku. Pomimo tego, że to nowoczesny budynek, wzniesiony po wojnie za ojczyznę, pojawiły się na nim pęknięcia. Gdyby nie był wykonany z betonu, rozpadłby się. Widziałem, jak się kołysze wieża, jak spada krzyż. To było jak wielki wybuch, hałas dochodzący z ziemi, który cię zrywa i widzisz, jak te obiekty się kołyszą, pękają i jak cały park jest w jednym wielkim kurzu, w dymie – relacjonował ks. Igor Borić w rozmowie z Przemysławem Adamskim, dziennikarzem TVP Info.

Kapłan podkreślał, że poszkodowanym mieszkańcom miasta nie brakuje jedzenia i picia. Zaznaczył jednak, że potrzeba im długofalowej pomocy, która pozwoli przezwyciężyć kryzys. – Sam niczego nie potrzebuję, mam jedno pomieszczenie, w którym mogę mieszkać. Należy jednak odbudować domy tym, którzy je stracili. Trzeba przywrócić im normalność, żeby nie zabrakło im chleba powszedniego. To jest najważniejsze: aby mieli dokąd wrócić i z czego żyć – mówił duchowny.

Darowizna i modlitwa

„Wyrażam swoją bliskość z rannymi oraz z tymi, którzy zostali dotknięci trzęsieniem ziemi. Modlę się szczególnie za tych, którzy stracili życie, i za ich rodziny. Wyrażam pragnienie, aby władze kraju, przy wsparciu wspólnoty międzynarodowej, mogły jak najszybciej złagodzić cierpienia tego drogiego ludu” – zaapelował papież Franciszek tuż po grudniowych wydarzeniach. W kolejnych dniach pomoc popłynęła z różnych zakątków świata, w tym także z naszego kraju. Zaangażowała się w nią m.in. Caritas Polska. – Jesteśmy w stałym kontakcie z Caritas Chorwacja. Do tej pory za pośrednictwem naszej partnerskiej organizacji przekazaliśmy potrzebującym 100 tys. zł. Zachęcam do wspierania naszej akcji. Wystarczy wejść na stronę Caritas.pl i przekazać dowolną darowiznę. Można także wysłać SMS-a charytatywnego – mówi „Gościowi” Maciej Dubicki, rzecznik prasowy organizacji.

Zgodnie z decyzją abp. Stanisława Gądeckiego niedziela 24 stycznia została ustanowiona Dniem Solidarności z Chorwacją. W tym czasie przed kościołami będzie prowadzona zbiórka na rzecz osób poszkodowanych w wyniku trzęsienia ziemi. – Oni potrzebują naszego wsparcia finansowego, ale nie możemy zapominać także o modlitwie w ich intencji. To bardzo ważne – dodaje Maciej Dubicki.

Dachówki i cegły

Poza Caritas Polska w pomoc ofiarom katastrofy zaangażowało się wiele innych środowisk. Izabela Strzelczyk wraz z klubem FC Lesznowola zorganizowała zbiórkę darów na terenie Warszawy. – Od wolontariuszy, którzy pracują na miejscu, dowiedziałam się, że poszkodowanym nie brakuje już ciepłych ubrań i obuwia. Potrzeba natomiast kuchenek, czajników, agregatów prądotwórczych, grzejników elektrycznych, materacy oraz materiałów do odbudowy zniszczonych domów (m.in. dachówek, cegieł i zaprawy murarskiej). Chorwaci chętnie przyjmą także artykuły dla niemowląt, konserwy, proszki do prania i kosmetyki pierwszej potrzeby – mówi nasza rozmówczyni. Mieszkańcy Warszawy mogą przywozić potrzebne rzeczy do restauracji Bałkan Grill. Stamtąd zostaną przekazane poszkodowanym.

W pomoc włączyło się także studenckie koło naukowe przy Uniwersytecie Wrocławskim. – Zbieramy najpotrzebniejsze rzeczy, takie jak jedzenie z długim terminem ważności, ubrania, środki czystości i zabawki dla najmłodszych, którzy w wyniku trzęsienia ziemi utracili swoje przedszkole. Z transportem ruszymy do Chorwacji pod koniec stycznia – mówi Maciej Ogrocki. Więcej informacji na temat prowadzonej we Wrocławiu zbiórki można znaleźć na facebookowej stronie Studenckie Koło Naukowe Ljudi.

Na koniec naszej rozmowy Izabela Strzelczyk podkreśla, że pomimo ogromu tragedii Chorwaci starają się z nadzieją patrzeć w przyszłość. – Z natury są pozytywnie nastawieni do świata. Przeglądałam zdjęcia z miejsca katastrofy. Zapadł mi w pamięć widok starszej kobiety, która na gruzach swojego domu z uśmiechem na ustach parzyła sobie kawę w popularnej na Bałkanach dzezvie. W tym trudnym czasie mieszkańcy kraju są ze sobą zjednoczeni. Nadal potrzebują jednak pomocy z zewnątrz – podsumowuje nasza rozmówczyni.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Dziennikarz działu „Polska”

Absolwent dziennikarstwa i medioznawstwa na Uniwersytecie Warszawskim. Zaczynał w Akademickim Radiu UL Uniwersytetu Łódzkiego. Współpracował z kwartalnikiem „Fronda Lux”, „Teologią Polityczną Co Miesiąc”, portalami plasterlodzki.pl i bosko.pl. Publikował także w miesięczniku „Koncept”. Interesuje się muzyką i szeroko pojętą kulturą. Jego Obszar specjalizacji to kultura, sprawy społeczno-polityczne, tematyka światopoglądowa, media.

Kontakt:
maciej.kalbarczyk@gosc.pl
Więcej artykułów Macieja Kalbarczyka

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także