Nie wiem, z czym to jest związane, pewnie jakieś mechanizmy wspomnieniowe się uruchamiają... Może z dzieciństwa – to poczucie radości z nowej książki? Może ten stary odruch szacunku wobec tego, co wydrukowane? Tak, młodsi tego pewnie nie pamiętają, ale do tego, co wydrukowane, generalnie zawsze podchodzono z szacunkiem. No, może poza okresami totalitaryzmów. Nasz redakcyjny kolega Andrzej Grajewski przypomniał mi przy jakiejś okazji, że w okresie, gdy w Związku Radzieckim wydawano „Prawdę” i „Izwiestija” („Wiadomości”), krążyło powiedzenie, że w „Prawdzie” nie ma wiadomości, a w „Wiadomościach” nie ma prawdy. Sam niewiele z tego czasu pamiętam, poza tym, że z równym zapałem wąchałem różne gazety, bez zastanawiania się nad tym, co zawierają. Byłem jednakowoż wówczas dzieckiem i teraz, jako dorosły, wiem już, że nie wszystko, co pisane, pięknie pachnie, a raczej wiele z tego, co ludzie piszą, po prostu śmierdzi. Kłamstwem, siarką, jakkolwiek by to interpretować. Szkoda, że dzisiaj i kłamstwa mnożą się wokół nas również za pośrednictwem tego, co nazywamy mediami (czy słusznie, warto zapoznać się z opinią na ten temat Piotra Legutki – „Powrót Wielkiego Brata”, ss. 18–21, w tym: mediami społecznościowymi. I tego, że kłamstwo zawsze brzydko pachnie, nawet jeśli na początku pachnie sukcesem (na przykład finansowym).
Wspomnienie św. Franciszka Salezego, patrona mediów, to dobra okazja, by przyjrzeć się wiarygodności informacji, z którymi stykamy się na co dzień. Nie wchodzę nawet w tematykę tabloidów i ich plotkarskiego charakteru, plotka wszak – jak wiadomo i jak często podkreśla papież – to przekleństwo. Myślę raczej o milionach informacji, które pojawiają się w przestrzeni internetu, w tym wśród osób masowo korzystających z portali społecznościowych. Ich potęgę mogliśmy niedawno zaobserwować, gdy zablokowano konto Donalda Trumpa. Odbiorcy, którzy stają się również twórcami i nadawcami informacji, pozostając przy tym często anonimowi, bądź udając kogoś zupełnie innego, są w stanie mocno zakręcić rzeczywistością, realnie ją kreować, stawać się niebezpieczni. W tym cyfrowym oceanie można się natknąć na naprawdę spore mielizny.
Dlaczego św. Franciszek Salezy stał się patronem mediów? Bo na kartkach spisywał i oddawał do przepisania prawdy, do których chciał przekonać ludzi. Bronił katolicyzmu i jego nauki. Czy te jego kartki dzisiaj by się sprawdziły? Nie wiem. Wiem natomiast, że papier jest cierpliwy. W przeciwieństwie do wirtualnych ścian, na których informacje równie szybko się pojawiają, co z nich potem znikają. Tym bardziej wszystkim Czytelnikom drukowanego „Gościa Niedzielnego” serdeczne dzięki za wierność: od siebie i od całej redakcji.








