Nowy numer 2/2021 Archiwum

Marzenie

Niekończące się źródło czystej energii. Czy to nie brzmi zbyt pięknie, żeby było prawdziwe? Może i tak, choć technicznie to wykonalne. Chińczycy uruchomili urządzenie, które ma szansę stać się źródłem takiej energii.

Energia elektryczna to tlen dla rozwoju. Każdego rozwoju. Kłopot w tym, że nie znamy zbyt wielu źródeł energii, które nie szkodziłyby naszej atmosferze. Owszem, wiatr, światło słoneczne czy płynąca woda mogą produkować duże ilości energii, ale podobnie jak geotermia czy energia morskich fal nie mogą być wszędzie stosowane. Ponadto niektóre z tych źródeł są niepewne. Wiatr nie wieje zawsze i nie da się przewidzieć jego siły. Podobnie jest z zachmurzeniem, które „uziemia” elektrownie słoneczne. A tymczasem gospodarka, ale także odbiorcy indywidualni potrzebują energii niezależnie od wiatru czy obecności chmur. Źródła niezależne od aury (ale też ukształtowania terenu czy geologii) to węgiel, ropa i gaz oraz atom. Paliwa kopalne niestety szkodzą środowisku, a więc i nam. Ponadto ich ogromne zużycie oznacza konieczność budowy infrastruktury (np. rurociągów). Inaczej jest z atomem. Reaktory jądrowe potrzebują niewielkich ilości paliwa uranowego. Na terenie elektrowni można zmagazynować jego zapas na wiele lat (co jest absolutnie niewykonalne przy elektrowniach konwencjonalnych). Elektrownia jądrowa nie zatruwa powietrza, ale wykorzystane paliwo jądrowe jest silnie radioaktywne. Jego transport i przechowywanie nie są problemem technicznym, ale stanowią najczęściej podawany argument przeciwko tej technologii. Wywołuje to też sporo emocji. Co prawda istnieją technologie, dzięki którym problem przepalonego paliwa będzie zminimalizowany, ale perspektywa źródła energii, które nie będzie emitowało żadnych zanieczyszczeń, jest bardziej niż kusząca. I tutaj na scenę wkracza reaktor termojądrowy.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się