Nowy numer 3/2021 Archiwum

Prezydent nie schodzi ze sceny

„Do zobaczenia za cztery lata” – powiedział Donald Trump na jednym z grudniowych spotkań z działaczami republikanów. Odchodzący prezydent nie wybiera się na polityczną emeryturę.

Fundowanie bibliotek oraz muzeów, wydawanie biografii, wygłaszanie motywacyjnych przemówień – tak dotychczas wyglądała typowa publiczna aktywność ustępujących prezydentów USA. Donaldowi Trumpowi marzy się natomiast powtórzenie losu Grovera Clevelanda, który w 1893 r., jako jedyny w historii Stanów Zjednoczonych, zdołał powrócić po przerwie na stanowisko prezydenta. Choć Trump konsekwentnie uważa, że skradziono mu zwycięstwo, to jednak na początku grudnia dał swojej administracji zielone światło do przekazywania władzy Joe Bidenowi. Prezydent nie zamierza zniknąć z polityki, złożył już pierwsze nieformalne deklaracje startu w głosowaniu w 2024 roku. Media za oceanem spodziewają się, że oficjalnie ogłosi to w styczniu, przed wyborami uzupełniającymi do Senatu w stanie Georgia lub przy okazji inauguracji kadencji Bidena. Co więcej, oprócz ambitnych planów politycznych, mówi się też o jednoczesnym powrocie Trumpa do świata biznesu, a nawet o chęci założenia własnego imperium medialnego.

Kalendarz zaplanowany na 4 lata

Prawnicy Trumpa zasypują amerykańskie sądy pozwami, są one jednak sukcesywnie oddalane. Nawet uważany za usłużnego prezydentowi prokurator generalny USA ­William Barr 1 grudnia oznajmił, iż brakuje dowodów na oszustwa wyborcze, które wypaczyłyby wynik głosowania. Wydawać by się mogło, że 74-letni polityk, przegrany w wyborach, czekający na proces w sprawie oszustw podatkowych, niechybnie odejdzie w cień. Trump jednak zdaje się odporny na kryzysy, a wyborczą porażkę przekuwa w mit „skradzionego zwycięstwa”, służący mobilizacji swoich zwolenników, których zresztą okazało się więcej, niż wykazywały sondaże. Ostatecznie kandydat republikanów zdobył 74 mln głosów, o 11 mln więcej niż w 2016 r.

Mimo oficjalnego podważania wyników głosowania najważniejszym dowodem faktycznego pogodzenia się Trumpa z porażką jest to, że razem ze swoim otoczeniem przygotował strategię działania na najbliższe lata. Pozostanie on aktywnym uczestnikiem politycznych rozgrywek, popierając swoich kandydatów przed wyborami parlamentarnymi w 2022 roku, gdy zostanie wybrany skład Izby Reprezentantów oraz jedna trzecia Kongresu. W 2023 r. zacznie się już kampania przed kolejnymi wyborami prezydenckimi w 2024 roku. Machiną mobilizacji (również finansowej) swoich zwolenników, ale i instrumentem nacisku na aparat Partii Republikańskiej pozostanie ruch społeczny Make America Great Again, scementowany przekonaniem o niesprawiedliwym odsunięciu Trumpa od władzy.

Spacyfikowani republikanie

Plany Trumpa na 4 lata wprzód wydają się destrukcyjne dla Partii Republikańskiej. Naturalną koleją rzeczy w środowisku politycznym, które poniosło porażkę, trwają debata programowa i poszukiwanie nowych liderów. Trump dzięki narzuceniu narracji o fałszerstwie wyborczym stłumił w zarodku ferment na prawicy. Republikańscy kongresmani, mówiący o potrzebie zaakceptowania porażki, są ostro krytykowani przez prezydenta. Dyskusji nad przyszłością nie sprzyja też mobilizacja przed zaplanowaną na 5 stycznia drugą turą wyborów do Senatu w stanie Georgia. O dwa miejsca rywalizują republikanie Kelly Loeffler i David Perdue z demokratami Raphaelem Warnockiem i Jonem Ossoffem. Sondaże wskazują na lekką przewagę członków Partii Demokratycznej. Stawka wyborów jest wysoka. Dwa zwycięstwa demokratów sprawią, że w Senacie będzie po pięćdziesięciu przedstawicieli obu partii, wówczas w przypadku remisu decydujący głos należy do nowej wiceprezydent Kamali Harris. Przynajmniej jedno zwycięstwo republikanów pozwoli im utrzymać przewagę w izbie wyższej Kongresu i utrudni rządzenie Bidenowi.

Kampania przed styczniowym głosowaniem w pełni pokazuje trudne relacje aparatu Partii Republikańskiej z odchodzącym prezydentem. Z jednej strony jego pojawienie się na wiecu w Georgii wzbudziło ogromne zainteresowanie i bez wątpienia zmobilizuje elektorat. Z drugiej – na spotkaniu poświęconym kampanii Loefflera i Perdue Trump jak zwykle skupił się na sobie i zaatakował republikańskiego gubernatora Georgii Briana Kempa za rzekome ignorowanie fałszerstw w listopadowych wyborach prezydenckich.

Pozycję Trumpa w Partii Republikańskiej wzmacnia przeprowadzony w listopadzie wśród republikańskich wyborców sondaż Politico. 53 proc. wskazało, że kandydatem w 2024 roku znowu powinien być Trump. Pokazem jego siły było zebranie przez miesiąc ponad dwustu milionów dolarów wśród swoich zwolenników na składanie pozwów wyborczych. Pieniądze te nie mogą być użyte w przyszłości na kampanię, ale pokazują nieporównywalną z innymi politykami amerykańskiej prawicy zdolność mobilizacji funduszy i ludzi.

Z drugiej strony często przytaczana teoria o „wrogim przejęciu” Partii Republikańskiej przez Trumpa zdaje się dezaktualizować. Polaryzacja postępuje oddolnie i dotyczy całej amerykańskiej sceny politycznej, republikanie skręcają w prawo, a demokraci w lewo – niezależnie od objęcia władzy przez Bidena i jego ludzi, którzy reprezentują umiarkowane skrzydło tego ugrupowania. W ciągu ostatnich lat została zmarginalizowania grupa znaczących niegdyś republikanów, którzy krytykowali Trumpa: rodzina Bushów, Mitt Romney czy nieżyjący już John McCain. Symbolem nowego, radykalnego oblicza republikanów jest wybrana w listopadzie do Kongresu Marjorie Taylor Greene. To pierwsza przedstawicielka tej partii otwarcie określająca się jako zwolenniczka teorii spiskowej QAnon. Zgodnie z tą teorią administracja Trumpa znalazła się na tropie globalnego spisku elit ukrywających m.in. przestępstwa na tle seksualnym. W ramach zemsty prezydent miałby więc zostać oszukany w wyborach. Nazwa pochodzi od wpisów anonimowego użytkownika „Q”, który pojawił się w 2017 roku na portalu 4chan. Jest on rzekomym urzędnikiem prezydenckiej administracji, relacjonującym walkę ze spiskiem. W USA stale rośnie liczba osób wierzących w QAnon.

Zemsta na Fox News

Plany Donalda Trumpa nie ograniczają się tylko do polityki. Chce on stworzyć medialne imperium, podtrzymujące mobilizację jego zwolenników. U źródeł tych planów leży „zdrada” prezydenta przez Fox News – największy telewizyjny kanał w Ameryce, tradycyjnie sympatyzujący z republikanami. Przez ostatnie 4 lata Trump mógł tam liczyć na przychylność, a sam często podawał dalej na swoim Twitterze wypowiedzi tamtejszych dziennikarzy. Wszystko zmieniło się 9 listopada. Fox News przerwało wtedy transmisję z konferencji prasowej rzeczniczki Białego Domu mówiącej o oszustwach wyborczych. Prowadzący audycję dziennikarz Neil Caputo dodał: „Nie mogę spokojnie tego słuchać”. Stacja krytykuje kolejne rewelacje Trumpa i jego ludzi mówiących o fałszerstwach. W odpowiedzi Trump w serii tweetów skrytykował Fox News i oskarżył stację o „skręcanie w lewo”. Prezydent zachęcał w zamian do oglądania kanałów Newsmax i One America News Network, których dziennikarze popierają jego narrację na temat wyborów. 15 listopada „Wall Street Journal” ujawnił, że powiązana z republikanami firma Hicks Equity Partners sondowała możliwość zakupu Newsmax. Założyciel i prezes tej stacji Christopher Ruddy podsyca zainteresowanie swoim kanałem, notującym w listopadzie rekordy oglądalności, i mówi, że chętnie widziałby na swojej antenie program prowadzony przez Donalda Trumpa.

Nawet w przypadku przejęcia istniejących stacji lub stworzenia własnych trudno jednak uwierzyć, by prezydent był w stanie zachwiać potęgą Fox News. Warto natomiast zauważyć, że działania Trumpa wpisują się w szerszą tendencję amerykańskiej prawicy do poszukiwania innych kanałów medialnych niż te dominujące na rynku, które prawica oskarża o cenzurę. Rosnącą popularnością wśród republikanów cieszy się serwis Parler. To alternatywa dla Twittera, który regularnie oznacza wiadomości Donalda Trumpa jako „kontrowersyjne”.

Gorące dyskusje budzą w USA doniesienia o zamiarach powrotu Trumpa do aktywnego zarządzania biznesowym imperium. Kierujący nim w imieniu ojca Eric Trump wielokrotnie podkreślał w wywiadach, że w razie porażki w wyborach Trump Organization wznowi wszystkie inwestycje w branży deweloperskiej i hotelarskiej, m.in. w Argentynie, Turcji czy Indiach. Już w trakcie prezydentury przeciwnicy zarzucali Trumpowi, że biznesowe zależności rzutują np. na łagodny stosunek do prezydenta Turcji Recepa Erdoğana. Teraz zależności staną się jeszcze bardziej niejasne. Trump będzie prowadzić interesy jako osoba formalnie nie piastująca funkcji politycznych, ale zarazem jasno deklarująca chęć powrotu na fotel prezydenta.

W tych burzliwych dla USA czasach branie za pewnik planów nakreślonych na 4 lata wprzód wydaje się bezzasadne, widać jednak, że Donald Trump pozostanie jedną z wiodących postaci amerykańskiej sceny politycznej.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama