Nowy numer 2/2021 Archiwum

Jaka „Polska”?

Płocki koncern naftowy staje się jednym z najsilniejszych graczy na polskim rynku medialnym. Jak to wpłynie na ten rynek?

Orlen kupił z rąk Niemców wydawnictwo Polska Press. – To łagodna wersja repolonizacji mediów – tłumaczy Jakub Kucharczuk, ekspert Klubu Jagiellońskiego. W działaniu państwowego giganta energetycznego widać podobieństwa do tego, co działo się na Węgrzech i w Czechach, choć różnice też są duże.

Koniec „Polski”

Polska Press (wcześniej Polskapresse) należała do niemieckiej Verlagsgruppe Passau. Wydawnictwo ma w swoim port­folio ponad 170 tytułów. To prawie wszystkie z 24 ukazujących się w naszym kraju dzienników regionalnych (takich jak „Dziennik Bałtycki”, „Dziennik Łódzki”, „Gazeta Krakowska”, „Głos Wielkopolski”, „Kurier Lubelski”, „Polska Metropolia Warszawska”, „Express Ilustrowany”, „Dziennik Polski”, „Gazeta Lubuska” czy „Nowa Trybuna Opolska”). Wydawanych jest też blisko 150 lokalnych tygodników, w tym „Nasza Historia”, „Moto Salon”, „Strefa Biznesu” i „Strefa Agro”. Do tego dochodzą portale internetowe, agencja informacyjna i 6 drukarni.

Część tytułów ma wyrobioną markę i mocną w swoim regionie pozycję, ale ogólna sytuacja firmy od dawna była trudna. Nakład „Gazety Pomorskiej” wynosił niedawno 25 tys. egzemplarzy. 10 lat temu było to trzykrotnie więcej. Pięciokrotny spadek odnotował w tym czasie „Dziennik Zachodni”. Inne tytuły też miały coraz gorsze wyniki. Całkowitą klapą okazało się flagowe przedsięwzięcie wydawnictwa – „Polska The Times”. Gazeta zaczęła się ukazywać w 2006 r. Początkowo miała 18 wersji: w Warszawie powstawała część ogólnopolska, w regionie lokalna, a całość sprzedawano jako „Dziennik Łódzki” czy „Głos Wielkopolski” z logo „Polski The Times”. Po półtora roku od powstania połowę lokalnych wydań zamknięto. Po kilku latach periodyk, będący formalnie dziennikiem, zaczął wychodzić 2 razy w tygodniu. W 2015 r. z regionalnych wydań zniknęło ogólnopolskie logo.

Problemy i potencjał

Jak podawał portal wirtualnemedia.pl, w 2019 r. przychody grupy Polska Press wyniosły blisko 400 mln zł, ale zysk netto spadł do 8,6 mln zł z 9,6 mln zł rok wcześniej. Zmalały wpływy ze sprzedaży gazet (o 8,9 proc.) i z reklam (o 4,9 proc.), a liczbę pracowników zmniejszono o 107 osób, czyli do 2,1 tysiąca. W tym roku do wcześniejszych kłopotów dołożyła się epidemia. Firma części zatrudnionych zmniejszyła wynagrodzenie o 20 proc., a innych wysłała na przymusowy urlop, za który płaciła połowę gaży.

Orlen nie ujawnił, ile zapłacił Niemcom za wydawnictwo. W prasowych spekulacjach pojawiała się kwota 120 mln zł. Spółka podkreśla, że portale internetowe należące do wydawnictwa odwiedza ponad 17 mln czytelników, a 500 posiadanych witryn czyni Polskę Press „niekwestionowanym liderem w kategorii informacje lokalne i regionalne”. Koncern liczy też na efekt synergii z Ruchem, którego 65 proc. niedawno nabył. Firma jest zadłużona i w fatalnej kondycji, ale posiadanie wydawnictwa, dystrybutora prasy, a do tego własnego domu mediowego Sigma Bis ma obniżyć koszty promocji grupy.

Akcja repolonizacja

– Trudno mi uwierzyć, by zakup PP przez Orlen był opłacalny biznesowo. Nie sądzę, by taki był cel tej akwizycji – mówi Marcin Jastrzębski, były prezes Lotosu. Nasi rozmówcy są zgodni, że przejęcie niemieckiej grupy przez polski koncern nie jest decyzją czysto ekonomiczną. To niewątpliwie krok w stronę realizacji zapowiadanej przez rząd repolonizacji mediów. Wielu komentatorów porównuje to działanie ze sposobem, w jaki zapanował nad mediami Viktor Orbán. Na początku tego stulecia premier Węgier miał przeciwko sobie niemal wszystkie środki przekazu. Bliski mu biznesmen Lajos Simicska zaczął więc tworzyć prawicową grupę medialną. W 2010 r. Orbán odzyskał władzę po 8-letniej przerwie. Niechętne mu tytuły były wykupywane i niekiedy potem zamykane przez sprzyjających premierowi biznesmenów. Ostatecznie w 2018 r. powstała Środkowoeuropejska Fundacja Prasy i Mediów, kierowana przez popierającego rząd Gábora Liszkaya. Weszło do niej 475 tytułów prasowych.

Jak jednak zauważa Marek Wróbel, prezes Fundacji Republikańskiej, Polskę wiele różni od Węgier. – Po pierwsze skala – tłumaczy Wróbel. – Na Węgrzech zostało niewiele mediów opozycyjnych, u nas te niechętne rządowi stanowią ciągle znaczną większość. Z mediów publicznych naprawdę dużą wagę ma tylko telewizja, radio już nie. Po drugie, w przeciwieństwie do Węgier w Polsce nie ma oligarchii, a już na pewno prorządowej.

Przejęcia nie dokonuje zatem biznesmen sympatyzujący z władzą, ale państwowa firma. Kolejną różnicą jest to, że nad Balatonem prawie nie było mediów zagranicznych. Tymczasem w Polsce mają one ogromne zasięgi. – To generalnie niekorzystne. Suwerenne kraje bronią rynków medialnych – komentuje Marek Wróbel.

Z podobną sytuacją poradzili sobie niedawno Czesi. Verlagsgruppe Passau pojawiła się w Czechach 2 lata wcześniej niż w Polsce. Wydawała, mający 71 regionalnych wersji, „Denik” (to na nim wzorowano „Polskę The Times”). W 1994 r. dołączyły do niej 2 grupy medialne z Düsseldorfu. Już wcześniej aktywny był szwajcarski Ringier, który w 2010 r. połączył się z niemieckim Axel Springerem. Do cudzoziemców należały najpopularniejsze dzienniki. Jednak od 2006 r. czescy miliarderzy zaczęli wykupywać z rąk obcokrajowców kolejne tytuły. Jednym z nabywców był właściciel koncernu rolnego, a przy tym polityk – obecnie premier kraju – Andrej Babisz, który wszedł w posiadanie wydawcy dziennika „Lidové noviny”. Inni kupujący bywali niezwiązani z polityką. Do dziś na czeskim rynku pozostali zagraniczni wydawcy, ale wśród tych opiniotwórczych nie ma ani jednego niemieckiego. Verlagsgruppe Passau wycofała się z Czech w 2015 roku.

Pieniądze wystarczą?

– Orlen kupił spółki z poważnymi problemami, działającymi w obszarach mocno spadającej rentowności – zaznacza Marcin Jastrzębski. – Czy ja bym tak zrobił? To zależy, bo być może Ruch ma np. nieruchomości albo jakieś inne cenne zasoby. Ale nie widzę większych synergii z Orlenem. Olejów ani benzyn nikt nie będzie lokował w kioskach Ruchu.

– Orlen buduje własny ekosystem, wielkie koncerny nieraz tak robią – uważa z kolei Marek Wróbel. Zdaniem szefa Fundacji Republikańskiej, mający miliardowe obroty gigant energetyczny nie ryzykuje wiele, wchodząc w media, a większe zrównoważenie tego rynku powinno cieszyć odbiorców. – Nie sądzę, żeby Orlen zostawił w gazetach wszystko po staremu, wymienił tylko naczelnych i kazał dobrze pisać o Jarosławie Kaczyńskim. To byłoby przeciwskuteczne – mówi Wróbel. Więcej obaw ma Jakub Kucharczuk. – Nie mam wątpliwości, że nowy właściciel będzie zmieniał lokalne pisma na wzór tego, jak funkcjonują media publiczne – uważa ekspert Klubu Jagiellońskiego. – Gazetom wydawanym w Krakowie, gdzie mieszkam, na pewno nie można było zarzucić tego, że są zajadle antyrządowe – dodaje.

„Polska The Times” była gazetą liberalną. Nie miała opinii pisma równie zaangażowanego ideologicznie co np. „Gazeta Wyborcza”. Jednak zdarzały się jej zagrania mające niewiele wspólnego z interesem naszego kraju. Przykład? Kiedy powstał pomysł postawienia w Warszawie pomnika Polaków ratujących Żydów, stołeczne wydanie „Polski” przekonywało, że warszawiacy nie chcą takiego obiektu, bo byłby on brzydki. Działo się to w czasie, kiedy nie było jeszcze projektu pomnika.

Jakie będą pisma Polski Press pod władzą Orlenu? Może powstać silny konserwatywny gracz na rynku medialnym. – Za rok będziemy wiedzieli, co Orlen zrobił z Polską Press – podsumowuje Marek Wróbel. – Wtedy rozmowa na ten temat będzie ciekawsza.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama