Nowy numer 2/2021 Archiwum

Pewność paruzji

„Potęgi Boga w niczym nie narusza to, że dzisiaj słabnie wiara. A triumf Chrystusa jest całkowicie pewny” – mówił Judycie Syrek o. Joachim Badeni.

Nie ma go na tym świecie ponad 10 lat, zmarł w opinii świętości, a jednak wciąż jest z nami. Wznawiane są książki, nagrania jego rekolekcji, rozmowy. Teraz do księgarń (w nowej, rozbudowanej wersji) trafiła ta, która zrobiła chyba największe wrażenie – o końcu świata. „Widzę wydarzenie paruzji, ono jest dla mnie absolutnie pewne i pociesza mnie. To jest taka pewność jak ta, że ta czapka leży teraz tutaj na stole” – mówił Judycie Syrek dominikanin, hrabia, żołnierz spod Narwiku, mistyk i duszpasterz, niedługo przed własną śmiercią. „Siła nadziei. Uwierzcie w koniec świata” to nie tylko opowieść o paruzji, ale przede wszystkim niezwykłe wyznanie wiary. Autorka do głośnego wywiadu dołączyła niepublikowane wcześniej fragmenty rozmów, które po 10 latach brzmią porażająco aktualnie. Na pewno nie jest to lektura uspokajająca. J.A. Kłoczowski w krótkim wstępie ostrzega: „Jeżeli chcesz mieć święty spokój, jeżeli nie lubisz, aby ktoś cię budził z duchowej drzemki, to zostaw tę książkę”.

Gniew Boga

Ojciec Joachim zaczyna od wyznania, które w innych ustach mogłoby wzbudzić wątpliwości: „Nakaz podyktowania książki o paruzji otrzymałem podczas Mszy św., tuż przed Komunią. Dostałem go z niesamowitą mocą i majestatem, aż się przestraszyłem”. Było to w maju 2009 roku. Nakaz został wykonany, rozmowy z Judytą Syrek o końcu świata trwały przez kilka miesięcy, prawie do ostatnich chwil jego życia. Pierwsze wydanie ich zapisu – z 2010 roku – wzbudziło ogromne zainteresowanie i gorące dyskusje. Rok 2020 dodał im głębi i… aktualności. Kontekst pandemii, erupcji proaborcyjnych wystąpień i kumulacji afer związanych z pedofilią sprawiają, że mocne słowa mistyka czyta się tak, jakby zostały napisane dziś.

Paruzja ma swój wymiar jasny i ciemny. Ojciec Badeni nie owija w bawełnę, mówiąc o tym drugim: „W Ewangeliach jest powiedziane, że kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, temu byłoby lepiej uwiązać kamień młyński u szyi i wrzucić go w morze. Aborcja i pedofilia – to są dwa grzechy, które budzą gniew Boga, wyraźnie to widzę. Groźna strona paruzji ujawnia się właśnie nad tymi dwoma zjawiskami. I one są zapowiedzią Sądu Ostatecznego. Jestem o tym przekonany. Ponieważ tam, gdzie powinno być samo dobro, jest samo zło w najgorszej swojej odmianie”. Zdaniem dominikanina nic nie jest źródłem gniewu Boga w takim stopniu jak pedofilia duchowieństwa i wychowawców oraz aborcja.

Z drugiej strony współczesny Antychryst w niczym nie przypomina kogoś, kto budzi grozę i źle życzy ludziom. Można powiedzieć, że na pozór jest wręcz sympatyczny. Znakiem czasów ostatecznych może być to, że zło uznawane jest za dobro, a dobro za zło. Następuje całkowite odwrócenie wartości. Ojciec Joachim ostrzega, że szatan „będzie jednał ludzi swoją dobrocią i urokiem ludzkim, spotęgowanymi siłami diabelskimi. Będzie nad-uroczy, ale nie nad-przyrodzenie uroczy siłami boskimi, tylko uroczy siłami diabelskimi”.

Piekło nie jest puste

Samo mówienie o diable budzi dziś zgorszenie, zaś wizja piekła umiejscawiana jest gdzieś w rejonie archaicznych mitów. Nawet w publicystyce katolickiej zaczyna dominować przekonanie, że nie ma się co przejmować, bo przecież miłosierdzie w końcu i tak zwycięży nad wszelkim złem. Ojciec Badeni nie podziela tego poglądu, ostrzega, że na sądzie ostatecznym przyjdzie czas na sprawiedliwość. „Miłosierdzie ma nas przygotować, jak pisze św. siostra Faustyna, na drugie przyjście Chrystusa. Aktem wolnej woli człowiek może poddać się Bożemu miłosierdziu. Ale ilu ludzi to robi? Ludzie myślą, że Pan Bóg jest cały czas taki sam, że nie ma gniewu Bożego, nie ma Bożej sprawiedliwości, że jest tylko miłosierdzie. Bardzo się mylą” – mówi Judycie Syrek.

W tym kontekście pada pytanie o popularną tezę, że piekła nie ma, w sposób najbardziej dobitny formułowaną w książkach niedawno zmarłego ks. Wacława Hryniewicza OMI. Jego zdaniem piekło jest puste, bo tak wielkie jest miłosierdzie Boże. „To jednak niemożliwe, żeby największy łobuz wbrew swojej woli został nawrócony. Jeżeli ktoś nie chce się nawrócić, bo nie wierzy w Boga, to Bóg go na siłę nie zbawi. Z wizji opisanych przez mistyków wynika, że piekło nie jest puste” – odpowiada misjonarzowi dominikanin. I dodaje: „Miłosierdzie Boże nie będzie narzucone, ono jest tylko proponowane. Sprawiedliwość zaś będzie narzucona i stanie się nagle”. To najpoważniejsza różnica między paruzją a pierwszym przyjściem Syna Bożego, które było bardzo łagodne.

Urok i prostota

Rozmowy Judyty Syrek dotyczą także zjawisk najbardziej niepokojących w kontekście paruzji, czyli pustych kościołów, antyklerykalizmu, odwracania się od Boga. Ojciec Badeni z właściwą sobie znajomością ludzkiej natury zwraca uwagę na tych, którzy wierzą, bo ksiądz jest dobry, a przestają, kiedy ksiądz jest zły. Nazywa to zjawisko uzależnieniem daru wiary od człowieka. Skala tego uzależnienia znacznie wzrosła w ciągu ostatniej dekady. Media społecznościowe pełne są deklaracji o utracie wiary z powodu zgorszenia zachowaniem tego czy innego księdza.

Choć dominikanin z dużym dystansem opowiada o swym mistycyzmie, z drugiej strony nie ma wątpliwości, że źródeł wychłodzenia wiary w naszych czasach należy szukać w braku bliskich relacji człowieka z Bogiem. „A świat dzisiaj poszukuje przeżyć, ludzie chcą coś przeżywać. Myślę, że kryzys Kościoła bierze się właśnie z braku przeżycia” – mówi o. Badeni. Słowa, które – jego zdaniem – najbardziej oddają istotę takiego przeżycia, nie są spektakularne i nie odnoszą się do kwestii nadprzyrodzonych: to „urok” i „prostota”. Bóg działa na nas urokiem, a najpewniej odnaleźć Go można w prostocie. „Wszystko w życiu duchowym powinno zmierzać do prostoty, bo wtedy najbardziej otwieramy się na bogactwo Boga” – zapewnia dominikanin. Jako przykład takiej drogi wskazuje Różaniec.

I najważniejsze: pewność paruzji, otwarcie się na nią z wiarą, nie rodzi lęku, lecz zsyła spokój. Trzeba tylko dać sobie spokój z dociekaniem, jak, gdzie i kiedy ma być paruzja, tylko skupić się na pewności, która daje udział w pewności samego Boga. „Wtedy człowiek znajduje się bardzo blisko Boga i Jego tajemnicy, poprzez moc. Trzeba modlić się o tę pewność” – radzi o. Badeni.

Dobra wiadomość

Tytuł książki nie jest zatem przypadkowy. Nadzieja przebija z jej kart, widać, słychać i czuć, że mistyk jest nią przepełniony. I choć – jak żartuje – nie ma szans na świętość, bo lubi piwo i dobre jedzenie, to czytelnik ma wrażenie, że obcuje z prorokiem. Z kimś, kto ma dla nas ważną wiadomość dotyczącą naszej przyszłości. I jest to mimo wszystko dobra wiadomość.

Pewność paruzji pomaga w odnalezieniu się w obecnej sytuacji. „Widząc, że istnieją historyczne sytuacje wrogie wierze chrześcijańskiej, wiem, że one przeminą. Widząc, że pustoszeją kościoły, konfesjonały na Zachodzie Europy są rozbierane – wiem, że ta sytuacja jest przejściowa, bo potęgi Boga w niczym nie narusza to, że dzisiaj słabnie wiara. A triumf Chrystusa jest całkowicie pewny” – pociesza nas o. Joachim. Ten mecz już został rozstrzygnięty. Dziś co prawda zło może triumfować na różnych płaszczyznach życia, ale ostatecznie przegra. To wiadomo na pewno. A dzięki tej wierze chrześcijanie mogą być optymistami, wbrew obiegowej definicji, że optymista to człowiek niedoinformowany.

Paruzja w takim ujęciu staje się ogromnym, niewykorzystanym zasobem energii życiowej, tu i teraz. Wiara w Jego ostateczne przyjście daje bowiem ogromną siłę. „Pomyśl, jeśli wiara w człowieka daje siłę, to co dopiero wiara w Boga. Myślę, że gdybyśmy dzisiaj naprawdę zaczęli znowu wołać Marana tha, to współczesne chrześcijaństwo bardzo by się umocniło. Niestety, o tym w ogóle się nie mówi. W życiu nie słyszałem kazania ani konferencji o paruzji” – mówił dominikanin Judycie Syrek.

Czy gdybyśmy mieli wiarę w paruzję, rzeczywiście żylibyśmy inaczej, przepełnieni pewnością ostatecznego zwycięstwa dobra nad złem, mimo wszystkich okropności, których jesteśmy świadkami? Może warto sprawdzić? Z taką rekomendacją zostawia nas ta niezwykła rozmowa. I z dość zaskakującą zapowiedzią dotyczącą naszych relacji z tymi, którzy zaleźli nam za skórę, po paruzji. „Będziemy mieli takie widzenie swojego dawnego wroga, że go polubimy, pokochamy go nawet. Będzie bardzo łatwo kochać ludzi zbawionych, odkupionych, pięknych i mądrych. A głupich? Nie będzie głupich. Widzenie Boga jest samą mądrością”. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama