Nowy numer 2/2021 Archiwum

Morze uczy pokory

O Wigilii na morzu, nawróceniach na pokładzie i o tym, jak chińscy marynarze odkrywają św. Jana Pawła II, opowiada o. Edward Pracz CSsR, krajowy duszpasterz ludzi morza.

Edward Pracz CSsR

Ur. w 1959 r., od 1997 r. krajowy dyrektor Dzieła Duszpasterstwa Ludzi Morza, a w latach 2002–2019 koordynator Regionalnego Apostolstwa Ludzi Morza dla Europy. Posługuje na statkach pasażerskich, reprezentując Duszpasterstwo Ludzi Morza USA. Kapelan Uniwersytetu Morskiego w Gdyni. W 2015 r. otrzymał Pierścień Hallera, najwyższe odznaczenie Ligi Morskiej i Rzecznej.

Maciej Kalbarczyk: Na morzu można poczuć obecność Pana Boga?

O. Edward Pracz CSsR: Z całą pewnością tak, nawet bardziej niż na lądzie. Morze uczy pokory, pozwala poczuć na własnej skórze potęgę Stwórcy. Pionier polskiego żeglarstwa gen. Mariusz Zaruski powiedział kiedyś, że im dalej od brzegów, tym bliżej Pana Boga. Trudno to opisać, to trzeba przeżyć.

Jak doszło do tego, że został Ojciec duszpasterzem ludzi morza?

Nie pochodzę z Wybrzeża, ale zawsze kochałem morze. W pewnym momencie pojawiło się we mnie pragnienie służenia ludziom, którzy przez swoją specyficzną pracę są często samotni i opuszczeni. Wszystko zaczęło się od pielgrzymki do Rzymu. Byłem tam razem z marynarzami i rybakami. Wtedy zrozumiałem, że moje miejsce jest przy nich. Myślę, że oni także to poczuli. Wkrótce mój ówczesny przełożony z Warszawy śp. o. Andrzej Rębacz zaproponował mi objęcie duszpasterstwa. Zgodziłem się, ale potrzebowałem czasu na opanowanie języka angielskiego. W tym celu na pół roku wyjechałem do Wielkiej Brytanii, a później wyrobiłem sobie jeszcze książeczkę żeglarską.

Po powrocie do kraju wypłynął Ojciec w swój pierwszy, dłuższy rejs.

Tak, spędziłem pół roku na Morzu Ochockim. Posługiwałem na trawlerach rybackich. Poza zestawem liturgicznym miałem przy sobie także ubranie robocze i maszynkę do strzyżenia. Byłem nie tylko duszpasterzem, ale przy okazji także fryzjerem. (śmiech) Na pokładzie celebrowałem Mszę św. nawet dwa razy dziennie. Zdarzało się, że robiłem to w czasie sztormu, z trudem utrzymując w dłoniach kielich i patenę. Widziałem jednak, że rybacy bardzo tego potrzebują.

Spędził tam Ojciec także święta Bożego Narodzenia.

Tak. Pamiętam, jak w Wigilię przekazywaliśmy mączkę rybną zaprzyjaźnionej załodze. Znajdowaliśmy się na środku morza, gdy na chwilę przeszedłem na drugi statek. Wchodząc do mesy (jadalni – przyp. red.), natknąłem się na kilku Filipińczyków. Podszedłem do nich z opłatkiem. Gdy zobaczyli kapłana, ze wzruszenia zaczęli płakać. Później już na naszym statku odprawiłem Pasterkę. Wielu rybaków uczestniczyło w niej pierwszy raz od kilkunastu lat. Przed uroczystością chętnie przystępowali do spowiedzi. Podczas Eucharystii przynieśli przed ołtarz dary: chleb i rybę. Jeden z nich powiedział: „Panie Boże, dziękuję Ci za to, że przez trzydzieści lat w mojej rodzinie nie zabrakło chleba”. Człowiek ów przez cały ten czas nie miał możliwości spędzenia świąt we własnym domu, bo starał się zapewnić byt swojej żonie i dzieciom. To ogromne cierpienie wielu marynarzy. Oni nie widzą się ze swoimi bliskimi nawet przez kilkanaście miesięcy.

Jak rodziny znoszą tak długą rozłąkę?

Co prawda internet ułatwia komunikację, ale nic nie zastąpi spotkania twarzą w twarz. Nie mówiąc już o takich sytuacjach jak przyjście na świat dziecka. Ojciec często nie może być świadkiem tego wydarzenia. To wszystko wymaga ogromnego poświęcenia ze strony kobiety. To na niej spoczywa obowiązek wychowania potomstwa, przekazania mu wartości, nauczenia pewnej dyscypliny. A wiadomo, że bez mężczyzny w domu to jest bardzo trudne. Znam także wdowy po marynarzach. Strata męża w katastrofie morskiej jest bardzo bolesnym doświadczeniem. Nie można go nawet pochować.

Pływał Ojciec na wielu statkach. Czy zdarzało się, że na pokładzie dochodziło do nawróceń?

Do dzisiaj wspominam rozmowę z pewnym rybakiem, który był bardzo niezadowolony ze swojego życia. Był w nim ogromny bunt, miał pretensje do Pana Boga i do Kościoła. Starałem się nie mówić zbyt wiele, zachowywałem spokój. Widziałem, że potrzebuje tego, aby ktoś go wysłuchał. Nie przypuszczałem, że to będzie najskuteczniejsza strategia ewangelizacyjna. (śmiech) Kiedy opuszczałem pokład, usłyszałem, jak powiedział w obecności całej załogi krótkie zdanie: „Kurczę, a jednak mnie ten ksiądz przekonał!”. Byłem także świadkiem kilku nawróceń na katolicyzm prawosławnych marynarzy. Odkrywali w naszym wyznaniu większą radość z obcowania z Chrystusem.

Który rejs szczególnie zapadł Ojcu w pamięć?

Niespełna dwa lata temu miałem okazję uczestniczyć w Rejsie Niepodległości, byłem kapelanem załogi Daru Młodzieży. Kiedy wpływaliśmy do portów w różnych zakątkach świata, z ogromnym entuzjazmem witała nas tamtejsza Polonia. To było wspaniałe doświadczenie. Historia zatoczyła koło: gdy w 1934 r. Dar Pomorza odwiedził USA i Kanadę, nasi rodacy przychodzili, aby go dotknąć. To był znak jedności z ojczyzną. Dokładnie tak samo było i tym razem.

Pracuje Ojciec nie tylko na morzu, ale także w porcie. Czym się tam Ojciec zajmuje?

Odwiedzam statki, które zawijają do Gdyni. Wspieram marynarzy duchowo i pomagam im odnaleźć się na obcym lądzie. Jeśli jest taka potrzeba, umożliwiam kontakt z lekarzem, zawożę do sklepu, załatwiam ciepłe ubrania. Zapraszam ich także do naszego klubu Stella Maris. Mogą tam odpocząć, poczytać, skorzystać z internetu czy zagrać w bilard. Ponadto zachęcam ich oczywiście do uczestnictwa w Eucharystii. Ostatnio przeżywaliśmy ją w towarzystwie dwóch Rosjan. Zapytali mnie, czy mogą przeżegnać się po swojemu. Zgodziłem się bez wahania. Przyjmujemy tutaj wszystkich. Ta otwartość przynosi owoce. Kiedyś pewien muzułmanin, któremu nasze duszpasterstwo pomogło kilka lat temu, przywiózł mi z Brazylii figurkę Matki Bożej. Powiedział mi, że nadal jest wyznawcą islamu, ale nabrał dużego szacunku do chrześcijaństwa.

Podobno zakupił Ojciec partię Biblii w języku chińskim. Czy cieszy się dużym zainteresowaniem marynarzy?

Zdecydowanie tak, przypływa do nas wielu przybyszów z Państwa Środka. Biorą nawet po kilka egzemplarzy, dla siebie i dla rodziny. Oni są bardzo ciekawi tego, w co wierzymy. Niedawno miałem dość zabawną sytuację. Dałem kilku Chińczykom obrazki z wizerunkiem św. Jana Pawła II, a oni zapytali mnie, kto to jest. Wyjaśniłem, że to był bardzo dobry człowiek, który pomagał innym. Zasugerowałem, aby poczytali o nim w internecie. Następnego dnia przyszli do klubu z laptopami i zaczęli zgłębiać wiedzę na temat działalności papieża. Gdy zawołali mnie do siebie, zapytali, jak mogą się z nim teraz połączyć. (śmiech) Przez chwilę zastanawiałem się, co odpowiedzieć. Poszedłem do szafy, wyjąłem Biblię i wręczyłem im. Powiedziałem, że czytając tę księgę, na pewno znajdą się bliżej św. Jana Pawła II.

Czy na świecie działa dużo apostolatów ludzi morza?

Jesteśmy obecni w ok. 300 portach na świecie. Kiedy pracowałem jako koordynator Regionalnego Apostolstwa Ludzi Morza dla Europy, staraliśmy się sukcesywnie rozszerzać naszą sieć. Udało nam się otworzyć placówki m.in. na Malcie i na Ukrainie. Napotkaliśmy natomiast duże przeszkody w Rosji. Tam założenie apostolatu jest bardzo trudne, osoba z zewnątrz praktycznie nie ma wstępu do portu.

Z jakimi problemami zmagają się dzisiaj ludzie morza?

W ostatnim czasie pewne trudności rodzi pandemia. Z jej powodu wiele osób nie wraca na czas do swoich domów. Ten problem może dotyczyć dużej grupy ludzi. We flocie handlowej pracuje przecież 1,5 mln marynarzy, a ponad 40 mln ludzi na świecie utrzymuje się z rybołówstwa. Przypomnijmy także, że drogą morską odbywa się aż 90 proc. światowej wymiany handlowej. Dlatego w dzisiejszych, trudnych czasach wsparcie duchowe dla ludzi morza jest szczególnie ważne.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Dziennikarz działu „Polska”

Absolwent dziennikarstwa i medioznawstwa na Uniwersytecie Warszawskim. Zaczynał w Akademickim Radiu UL Uniwersytetu Łódzkiego. Współpracował z kwartalnikiem „Fronda Lux”, „Teologią Polityczną Co Miesiąc”, portalami plasterlodzki.pl i bosko.pl. Publikował także w miesięczniku „Koncept”. Interesuje się muzyką i szeroko pojętą kulturą. Jego Obszar specjalizacji to kultura, sprawy społeczno-polityczne, tematyka światopoglądowa, media.

Kontakt:
maciej.kalbarczyk@gosc.pl
Więcej artykułów Macieja Kalbarczyka

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także