Nowy numer 4/2021 Archiwum

Przerwa w rytuale

Zmiana w tradycji kolędowej to szansa na coś lepszego.

Odwiedziny kolędowe muszą być w tym roku inne. I skoro Bóg do tego dopuścił, to musi w tym być jakiś głęboki sens. Naszą rzeczą jest ten sens odczytać.

Zapewne w poszukiwaniu nowych rozwiązań niekoniecznie trzeba iść tropem leniwego proboszcza z anegdoty, który zaapelował, żeby parafianie przyszli do niego z drzwiami i z kopertami (drzwi oczywiście po to, żeby napisać na nich „CMB”). Akurat te rzeczy są w wizycie duszpasterskiej najmniej istotne. Tym bardziej że napisać sobie każdy sam może, a zawartość koperty, jeśli chce, może dostarczyć choćby przelewem – i w tym wypadku już na pewno nikt nie powie, że to było wymuszone.

A co jest istotne? Ano pamiętam takie zdarzenie ze swoich ministranckich czasów: weszliśmy do mieszkania, ksiądz się pomodlił, pobłogosławił, pokropił, po czym gospodarz poinformował go, że ustąpiły jakieś jego dolegliwości. Nie pamiętam, co mu tam było, pamiętam za to, że ksiądz się zdziwił. Na to tamten mężczyzna z zupełnym spokojem, jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie, powiedział: „No przecież modlił się ksiądz, żeby tu panowało zdrowie”.

No właśnie: modlitwa, błogosławieństwo – takie rzeczy robią z domu strefę Boga albo odświeżają tę strefę. Pytanie, dlaczego rzadko widzimy owoce takiej modlitwy. Czy nie dlatego, że w gruncie rzeczy nie modlimy się, tylko wypełniamy rytuały? Ksiądz zrobił swoje – czyli coś tam powiedział i pokropił. My zrobiliśmy swoje – czyli wysłuchaliśmy tego czegoś i pocałowaliśmy krzyżyk.

To teraz tak szczerze: czy u wielu z nas nie był to jedyny raz w roku, kiedy w ogóle razem robiliśmy coś, co miało pozór modlitwy? Tak uczciwie: czy w naszych domach w ogóle się modlimy, przynajmniej indywidualnie? Bo chwile nabożnej bezmyślności czy mechanicznie wypowiedziane formułki to raczej nie modlitwa. Może więc ten „rok bez księdza” będzie dla nas szansą wejścia na poziom modlitwy realnej i realnego błogosławieństwa? Jeśli teraz nie mamy wizyty duszpasterskiej, to może wreszcie sami zadbamy o to, żeby przyszedł do nas Pan Jezus? Może sami poprosimy Go o błogosławieństwo dla domu? Może – jeśli tego nie ma – odważymy się na wspólną modlitwę i rozpoczniemy życie codzienną modlitwą osobistą?

Jeśli tak się stanie, to za rok czy dwa bardziej świadomie przeżyjemy kolędę z obecnością kapłana, a jego wizyta stanie się dla obu stron czymś naprawdę cennym.

Ostatecznie od nas zależy, czy w efekcie kolęda będzie bardziej kolędą, czy bardziej produktem kolędopodobnym.

Franciszek Kucharczak

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak

Dziennikarz działu „Kościół”

Teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”. Zainteresowania: sztuki plastyczne, turystyka (zwłaszcza rowerowa). Motto: „Jestem tendencyjny – popieram Jezusa”.
Jego obszar specjalizacji to kwestie moralne i teologiczne, komentowanie w optyce chrześcijańskiej spraw wzbudzających kontrowersje, zwłaszcza na obszarze państwo-Kościół, wychowanie dzieci i młodzieży, etyka seksualna. Autor nazywa to teologią stosowaną.

Kontakt:
franciszek.kucharczak@gosc.pl
Więcej artykułów Franciszka Kucharczaka

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także