Nowy numer 2/2021 Archiwum

Gdy się okno otwiera

Dziecko kwili, zakonnice się modlą, a ratownicy jak pastuszkowie – klękają…

Gdy dzieje się dramat i nie ma miejsca dla dziecka w domu. Gdy nie ma u rodziców siły lub świadomości, że adopcja to realna i dobra możliwość. Gdy zagrożone jest maleńkie życie. Od 2006 roku, gdy powstało w Polsce pierwsze okno życia, uratowanych zostało sto kilkadziesiąt noworodków. Co stałoby się z dziećmi, gdyby nie takie miejsca?

Słowo stało się ciałem

Pierwsze okno życia zostało otwarte w Krakowie, a zaopiekowały się nim siostry nazaretanki. Do dziś przyjęły w nim ponad dwadzieścioro dzieci. Dwa lata później przyszedł czas na Warszawę. W samym centrum, chociaż w zacisznym miejscu, przy Hożej, franciszkanki Rodziny Maryi zaoferowały miejsce dla niechcianych noworodków. – Wydawało się, że to będzie symbol: otwarcia na życie, tego, że jako społeczeństwo możemy zaopiekować się i pokochać każde dzieciątko – mówi s. Irena, która obecnie dyżuruje przy oknie. – Okazało się, że to nie tylko symbol, słowo, ale i konkretna potrzeba. Dwa tygodnie po otwarciu, tuż przed Bożym Narodzeniem, w oknie znalazłyśmy maleńkiego chłopczyka, Zygmunta. Byłyśmy tak wzruszone, że trudno nam się było przy nim modlić. Wszystkie płakałyśmy. Dziś chłopiec ma 12 lat. I nową, kochającą rodzinę. A siostry nadal czuwają. Kiedyś zamontowany przy oknie system powiadamiał je przez pager. Obecnie sygnał jest przekazywany satelitarnie do smartfona dyżurującej. Siostra biegnie i sprawdza, czy trzeba pomóc dziecku. – Przyjęłyśmy już osiemnaścioro dzieci. W sierpniu zaopiekowałam się dwugodzinną Zuzią (mama zostawiła karteczkę o czasie narodzin). Dwa lata temu powitałam w oknie Kubusia – opowiada s. Irena, dodając, że te imiona są nadawane tylko na chwilę. Adopcyjni rodzice mogą je zmienić.

Siostry po przyjęciu dziecka natychmiast informują pogotowie i policję. Jeśli trzeba – ogrzewają dziecko, są przygotowane do nakarmienia i napojenia. Po kilkunastu minutach dziecko trafia w ręce ratowników medycznych i lekarzy. – Przyznam, że i oni są zawsze bardzo wzruszeni. Widziałam, jak mocni i twardzi ratownicy po prostu… klękali przy łóżeczku maleństwa – opowiada s. Irena.

Karetka zabiera dziecko do szpitala na badania. Policja spisuje protokół. Następnie maluch trafia do placówki preadopcyjnej i gdy ureguluje się jego sytuacja prawna… rodzi się po raz kolejny. Dla nowej, adopcyjnej rodziny.

Jakie to uczucie znaleźć w oknie maleństwo? – Z jednej strony ogrom radości, z drugiej żal, że dziecko zostało porzucone, że mama musiała to zrobić. I pytanie: co się z nią dzieje – mówi s. Irena.

Jest miejsce dla ciebie

Gdy okna życia zaczęły powstawać w Polsce, pojawiały się i głosy, że być może będzie to „zachęta” do „podrzucania” dzieci. Obawy te okazały się nieuzasadnione. Okna życia są wybierane jako rozwiązanie skrajne. Ostatnim, wyjątkowo dramatycznym przykładem jest sytuacja z Pabianic, gdzie zabita została młoda kobieta. Morderca oszczędził jej 8-miesięczną córkę i przyniósł ją do okna życia…

Dość kuriozalnie, z perspektywy uratowanych istnień, brzmiały zarzuty Komitetu Praw Dziecka ONZ, czy niektórych fundacji zajmujących się prawami dziecka, które podawały w wątpliwość sens istnienia okien. Ich zdaniem okna uderzają w… godność dziecka. Paradoks polega na tym, że te same instytucje nie widzą nic złego w aborcji – jakby przerwanie ciąży miało cokolwiek wspólnego z godnością zabijanego dziecka. Krótko mówiąc: aborcja tak, okna życia – nie. Na szczęście społeczeństwo w ogromnej mierze instytucję okien szanuje i popiera. A akty wandalizmu związane z tzw. strajkiem kobiet, gdy na niektórych oknach ktoś umieszczał wulgarne i obsceniczne napisy, to niechlubne wyjątki. Nie było miejsca dla ciebie, maluchu? Jest miejsce dla ciebie! U innych ludzi.

– Polacy rozumieją ideę okien życia jako umożliwiających pozostawienie dziecka w sposób dyskretny i anonimowy w bezpiecznym miejscu – mówi dr Marek Kawa, inicjator powstania okna życia w Opolu. – Mamy świadomość, że okna mogą uchronić zarówno kobiety, jak i dzieci przed najgorszym rozwiązaniem – aborcją albo i zabójstwem dziecka, porzuceniem na mrozie czy upale. Pozostawienie malucha w oknie życia nie jest oczywiście pożądanym standardem społecznym. Jest jednak formą pomocy najsłabszym. To rodzaj ostatniego koła ratunkowego rzuconego w dramatycznych sytuacjach poporodowych, nieracjonalnych zachowań matek. To też szansa na humanitarny odruch w patologicznych środowiskach.

Czasem pada pytanie o rolę policji w przyjmowaniu dzieci do okien życia. Dlaczego i po co działa? Przede wszystkim po to, by upewnić się, że nie doszło do przestępstwa (porwanie, przemoc etc.). Policja szerzej wkracza wtedy, gdy np. dziecko jest starsze. Jak w przypadku pozostawienia dwójki dzieci (w tym prawie dwulatka) w olsztyńskim oknie życia. Policja złamała wówczas zasadę anonimowości, odszukała matkę dzieci. Nie zdarza się jednak, by karano matkę za pozostawienie dziecka w oknie życia. Zakłada się, że to nie porzucenie, lecz rodzaj (dramatycznego) powierzenia w opiekę. Podejmowane interwencje mają na celu pomoc i dziecku, i matce. W historii polskich okien życia kilkakrotnie zdarzało się, że po oddaniu malucha do okna życia reflektowali się biologiczni rodzice i sami zwracali się do odpowiednich służb o pomoc w odzyskaniu potomka. Po zbadaniu sytuacji sąd rodzinny przychylał się do ich prośby lub powierzał opiekę nad dzieckiem rodzicom adopcyjnym.

Wśród nocnej ciszy

Bywa, że polskie okna życia są zakładane przez władze miejskie np. przy szpitalach położniczych. Jednak w ogromnej większości okna prowadzą zgromadzenia zakonne, stowarzyszenia, fundacje pro-life czy Caritas, na której stronach internetowych można znaleźć adresy takich miejsc. Nigdy nie otwierają ich i nie prowadzą prywatne osoby. Dzieje się to przy współpracy z władzami lokalnymi, kościelnymi i różnymi instytucjami. Okna życia są sygnałem dla społeczeństwa, że żadne dziecko nie pozostaje bez opieki, że chcemy przyjąć każdego potrzebującego człowieka i zapewnić mu bezpieczeństwo. I jako społeczeństwo stajemy na wysokości zadania. – Koszty finansowe instalacji i utrzymania okien życia są niewielkie. Zakup dwustronnych okien (z jednostronną blokadą), łóżeczka z pościelą, inkubatora z instalacją i podłączeniem dzwonka lub coraz częściej pilota to koszt około 10 tys. zł – mówi dr Kawa.

W Łodzi istnieją dwa okna życia. Pierwsze powstało 10 lat temu i prowadzą je urszulanki szare. Uratowały w ten sposób dwie dziewczynki i chłopca. – Działamy wspólnie z Caritas. Jesteśmy w pogotowiu przez całą dobę, dwa razy dziennie nasz system informuje o gotowości i sprawności – mówi s. Anna Reczko, przełożona domu.Niedawno znów pojawił się u urszulanek charakterystyczny sygnał. Wśród nocnej ciszy, przerywanej okrzykami protestujących w pobliżu kobiet. Krzyczały o „wolnym wyborze” i „prawie” do aborcji, gdy bezbronne, nagie maleństwo, owinięte tylko w koc, trafiło do urszulanek. – To była dla nas taka… odpowiedź Pana Boga na to, co dzieje się na ulicach – mówi s. Anna. – Symboliczny triumf życia nad śmiercią. Bo przecież o to chodzi w oknach życia: to ratunek dla niechcianych. Szansa na życie.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama