Nowy numer 2/2021 Archiwum

Lepiej się szczepić

O zapowiadanych szczepieniach przeciwko COVID-19 mówi prof. Andrzej Horban.

Szymon Babuchowski: Co wiemy o zamówionych przez rząd szczepionkach przeciwko COVID-19? Czy znamy dokładnie ich skład i działanie?

Prof. Andrzej Horban: Tak, znamy działanie, skład też nie jest tajny. Natomiast z punktu widzenia pacjenta ważne jest to, że są one po pierwsze bezpieczne, a po drugie – skuteczne. Skuteczne, to znaczy, że zabezpieczają co najmniej 90-procentowy odsetek zaszczepionych. Z drugiej strony musimy pamiętać o tym, że ok. 10 proc. szczepiących się może nie zostać zabezpieczonych. Ale odsetek jest absolutnie wystarczający, żeby opanować epidemię.

To są szczepionki pochodzące z jednej czy z różnych firm?

Do Agencji Medycznej Unii Europejskiej zostało dotąd zgłoszonych sześć różnych szczepionek, z różnych firm. Wszystkie szczepionki są jeszcze w trakcie III fazy badań klinicznych – ciągle spływają dokumentacje z nimi związane. Dwie firmy wkrótce otrzymają ostateczną informację, czy ich szczepionki zostały dopuszczone, czy nie.

Czy jako Polska mamy jakiś wpływ na to, które z tych szczepionek otrzymamy?

Dostajemy szczepionki z puli unijnej. Szczęśliwie udało się te nasze wysiłki unijne skoordynować i Unia zrzuciła się na szczepionki pochodzące z firm europejskich. To są poważni producenci, nie jakieś tam firmy krzaki. Podobna umowa była zawarta z Amerykanami, z Pfizerem. Część firm dostała wcześniej pieniądze, żeby nie musiała wykładać własnej kasy na badania, bo to są kwoty idące w setki milionów euro. Dzięki temu będziemy mogli teraz kupić szczepionki relatywnie taniej. Poszczególne kraje otrzymają je sukcesywnie w liczbie proporcjonalnej do liczby ludności, bo ze względów technologicznych nie jest możliwe wyprodukowanie od razu szczepionki dla wszystkich. Oczywiście każdy kraj może, oprócz tej unijnej puli, kupić również szczepionki bezpośrednio od danej firmy.

Jakie są przewidywane koszty szczepień?

Olbrzymie. Jedna dawka szczepionki kosztuje średnio ponad 10 dolarów czy nawet 10 euro. Dodatkowo NFZ chce płacić 60 zł za fakt podania szczepionki.

Szczepionka będzie darmowa dla wszystkich czy tylko dla osób z grup ryzyka, czyli seniorów, pracowników służby zdrowia, handlu, nauczycieli czy urzędników?

Dla wszystkich polskich obywateli na pewno będzie darmowa, choć pieniądze na nią pochodzą w końcu z naszych podatków. Podejrzewam, że będzie bezpłatna także dla tych wszystkich, którzy mają uregulowany stosunek pobytu w naszym kraju.

Szczepienie będzie jednorazowe?

Jedna dawka, jak się wydaje, nie jest wystarczająca, żeby uzyskać właściwą odpowiedź immunologiczną. Potrzebna jest druga dawka, podawana mniej więcej trzy, cztery tygodnie po pierwszej. Nie wiemy natomiast, jak długo będzie trwała odporność – czy będą to miesiące, czy lata. Nie ma na razie doniesień o znaczących objawach ubocznych, które te szczepionki mogłyby powodować. I wydaje się, że ich nie będzie, bo w tej koncepcji nie używamy wirusa – ani żywego, ani osłabionego, tzw. atenuowanego. To są szczepionki, które zawierają albo niewirusowe mRNA, albo fragmenty zrekombinowanych fragmentów genomu czy struktur wirusowych, kluczowych dla odpowiedzi immunologicznej.

I rzeczywiście mamy gwarancję, że nic złego się nie będzie działo? Nie ma jakichś przeciwwskazań?

W zasadzie nie ma przeciwwskazań. Są raczej wskazania – rozmaite wady, obciążenia czy choćby otyłość, bo ludzie otyli przechodzą tę chorobę dużo ciężej. Natomiast w tej chwili nie obserwuje się jakichś poważnych powikłań. Typowym objawem są dolegliwości lokalne, np. ból po wstrzyknięciu, jakiś obrzęk. Ale to są bardzo znikome objawy, nie większe od powikłań, które występują np. przy szczepieniu przeciwko grypie. Teoretycznie może dojść do wstrząsu anafilaktycznego, ale jest to niesłychanie rzadka reakcja. Tak dzieje się, jeśli ktoś jest uczulony na któryś ze składników, najczęściej chemicznych, zawartych w tej szczepionce. Może ona wystąpić po każdej szczepionce, stąd rutynowo stosuje się procedury medyczne gwarantujące właściwe postępowanie.

Co robić, jeśli mimo wszystko zaobserwujemy po szczepieniu jakieś niepokojące objawy?

Natychmiast zgłosić się do lekarza. System zgłaszania niepożądanych objawów do Narodowego Instytutu Leków działa i te zgłoszenia są potem analizowane. Chodzi oczywiście o poważne powikłania, a nie np. o ból ręki. Dzięki temu wiemy, czy podobne sytuacje zdarzają się częściej, czy też jest to jednostkowa sytuacja, być może nawet przypadkowa zbieżność w czasie tych objawów ze szczepieniem.

Kto będzie nas szczepił?

Zakładamy, że powinni to robić lekarze POZ. Szczepienia powinny odbywać się też w zakładach opieki zdrowotnej, w których są przychodnie. Czyli m.in. w szpitalach powiatowych, wojewódzkich czy miejskich. Istnieją różne punkty szczepień, również komercyjne. Także w centrach medycyny podróży zatrudnieni są ludzie, którzy doskonale znają szczepionki. Jeśli oni będą prowadzili tę procedurę, będzie ona bardzo bezpieczna.

Jak będzie przebiegała?

Zarejestrowany obywatel zgłosi się po prostu do takiej poradni albo dostanie zawiadomienie, że ponieważ jest starszy, np. ma powyżej osiemdziesiątki, to będzie zaszczepiony w pierwszym rzucie i powinien zgłosić się w określonym terminie. Jeśli taka osoba jest chora, trzeba będzie do niej przyjechać.

Czy przed zaszczepieniem będą przeprowadzane testy na obecność koronawirusa?

Nie. Była nawet zawzięta dyskusja na ten temat. Ale uznano, że nie ma co dyskryminować ozdrowieńców. Badania przeprowadzone na grupie osób, które przechorowały COVID i otrzymały szczepionkę, pokazały, że nie ma jakichś gwałtownych reakcji układu immunologicznego. On po prostu zachowuje się tak, jakby zetknął się jeszcze raz z wirusem. Tyle że jego odporność jest w tym momencie zwiększona.

Ale czy szczepienie ozdrowieńców ma jakikolwiek sens?

Prawdopodobnie tak. Na 100 proc. panu tego nikt nie powie, bo jeszcze tej pewności nie mamy. Ale zakładamy, że jeżeli człowiek dostanie szczepionkę, ona będzie działała jak dawka przypominająca. To znaczy odpowiedź immunologiczna będzie mocniejsza niż w przypadku prostego przechorowania.

A dzieci warto szczepić?

Duża część krajów nie nastawia się na razie na szczepienie dzieci do 18. roku życia. Rozważane są jedynie szczepienia dzieci z grup wysokiego ryzyka, czyli np. z chorobami genetycznymi, cukrzycą czy otyłych. Z pewnością dzieci będą szczepione, kiedy już zostaną wyszczepieni wszyscy chętni dorośli.

Czyli szczepienie jest całkowicie dobrowolne?

Cały czas zakładamy dobrowolność. Bardzo trudno sobie wyobrazić, że policjant będzie latał za obywatelem ze strzykawką w jednej ręce, a z mandatem w drugiej. Myślę, że należy się tu odwołać do zdrowego rozsądku. Jeżeli wiemy, że 25 proc. zarażonych powyżej 80. roku życia umiera, to alternatywa jest bardzo prosta: chcesz dalej ryzykować śmierć, to proszę bardzo. A zaręczam panu, że ludzie w wieku lat 80 też chcą żyć.

Sondaże jednak mówią, że mniej więcej połowa Polaków nie chce się zaszczepić...

Nie ufałbym do końca sondażom. Poza tym te odpowiedzi dotyczą głównie ludzi młodych. Ci starsi i bardziej chorzy dokładnie wiedzą, co im zagraża. Człowiek, który ma lat osiemnaście czy dwadzieścia parę, z reguły ma poczucie, że jest nieśmiertelny. I w tym przypadku ma zresztą trochę racji: większość z nich choruje na COVID w sposób bardzo łagodny, wręcz niezauważalny. Ale zakaża swojego tatusia, mamusię albo dziadków. I to widzimy. Pierwsze jesienne uderzenie epidemii było związane ze szkołami. Dzieci poszły 1 września do szkoły, a 15 września zaczęły się zachorowania. Ich rodzice są starsi o 20–30 lat, więc chorowali mniej więcej 40-latkowie. Ta grupa choruje jeszcze dość łagodnie. Natomiast gdy pokazali się studenci, to w połowie października poszedł huragan. Bo co robi student ze studentem, a tym bardziej ze studentką, gdy spotkają się po pół roku niewidzenia? Integrują się. I tak dochodzi do zakażeń. Oni sami chorują w sposób łagodny, ale wracają do domu. I skutki obserwujemy w tej chwili: umierają ich rodzice – 50-, 60-latkowie. Czasem także dziadkowie.

To jak przekonałby Pan Profesor tych niechętnych szczepieniu?

Powiedziałbym brutalnie: tobie nic nie grozi – najwyżej będziesz sierotą. Na szczęście jeśli rodzic się zaszczepi, to jest bezpieczny. Oczywiście na tyle, na ile szczepionka jest skuteczna, czyli na te dziewięćdziesiąt, może dziewięćdziesiąt parę procent. Natomiast dalsze zarażanie się przez młodych będzie skutkowało dużym prawdopodobieństwem dalszej transmisji wirusa w społeczeństwie. Lepiej więc się szczepić niż nie szczepić. •

Prof. Andrzej Horban

Główny doradca premiera ds. walki z COVID-19. Kierownik Kliniki Chorób Zakaźnych dla Dorosłych Wydziału Lekarskiego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego oraz ordynator oddziału Wojewódzkiego Szpitala Zakaźnego w Warszawie.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama