Nowy numer 2/2021 Archiwum

Niepokonany

Wygrał 49 walk z rzędu, większość przed czasem, wiele przez nokaut. Rocco Marchegiano był pierwowzorem postaci filmowego Rocky’ego Balboa.

Gdy jako 9-latek obejrzałem pierwszą część „Rocky’ego”, poprosiłem tatę o rękawice bokserskie. Przez kolejne tygodnie włączaliśmy „Gonna Fly Now” Billa Contiego (temat muzyczny filmu), a ja próbowałem wyprowadzać na przemian lewy prosty i prawy sierpowy. Ostatecznie szybko porzuciłem zainteresowanie boksem, ale dla wielu chłopaków w moim wieku kultowa seria opowiadająca o karierze włoskiego pięściarza stała się impulsem do rozpoczęcia wieloletniej przygody ze sportami walki.

Chociaż produkowane w latach 1976–2006 filmy z Sylvestrem Stallone’em w roli głównej były inspirowane losami kilku zawodników, z całą pewnością nie powstałyby bez jednego: Rocky’ego Marciano. To właśnie jemu bohater obrazu Johna G. Avildsena zawdzięcza imię i wybuchowy temperament. Jego historię opowiedziano w książce „Rocky. Biografia legendarnego boksera”.

Baseball to przyszłość

Rocco Francis Marchegiano przyszedł na świat w 1923 r. w Brockton w stanie Massachusetts. Jego rodzice byli szczęśliwi, że poród przebiegł bez komplikacji. Rok wcześniej stracili bowiem swojego pierwszego syna. Ich radość nie trwała jednak zbyt długo. Gdy Rocco miał 17 miesięcy, zachorował na zapalenie płuc. Gasł w oczach, nie dawano mu większych szans na przeżycie. W geście bezradności pani Marchegiano zdjęła złoty pierścionek z palca i wrzuciła go do kościelnej skarbony. Błagała Boga, aby nie zabierał jej kolejnego dziecka. Po kilku tygodniach walki Rocco niespodziewanie zaczął odzyskiwać zdrowie. Lekarze stwierdzili, że ma silny organizm. Rodzice wierzyli jednak, że to dzięki ich wytrwałej modlitwie doszło do cudu.

Pierrino Marchegiano pracował w fabryce butów, a jego żona Pasqualena zajmowała się domem. Z roku na rok powodziło im się coraz lepiej, na świat przychodziły kolejne dzieci. W 1929 r. wybuchł jednak kryzys gospodarczy, który pogorszył ich sytuację materialną. Dorastający w tych trudnych warunkach Rocco zaczął zastanawiać się nad tym, jaki zawód zapewni mu lepszą przyszłość. Miał 8 lat, gdy dowiedział się, że jeden z jego ulubionych baseballistów Babe Ruth zarabia rocznie 80 tys. dolarów. Postanowił pójść w jego ślady. Grał w szkolnym zespole, ale brakowało mu szybkości. Musiało minąć kilka lat, zanim zorientował się, że jest stworzony do uprawiania innego sportu.

Piwo i spaghetti

Gdy Rocco miał 16 lat, uznał, że szkoła nie jest mu do niczego potrzebna. Rozpoczął pracę jako ładowacz węgla, a później zatrudnił się w fabryce butów. Podczas służby wojskowej zaczął brać udział w popularnych wśród wojskowych turniejach bokserskich. Szybko stał się postrachem wśród kolegów. Po kilku nokautach mało kto miał odwagę stanąć z nim do walki.

Po powrocie do domu spotkał się ze swoim wujem Mikiem Piccento, który postanowił pomóc siostrzeńcowi w zorganizowaniu kolejnych walk. Trafili do Gene’a Caggiano, promotora amatorskiego klubu bokserskiego z Brockton. Wkrótce ustalono, że Rocco zmierzy się z Henrym Lesterem, wicemistrzem Nowej Anglii. Zamiast poważnie przygotować się do starcia, początkujący bokser chodził po mieście z kolegami, pił piwo i objadał się spaghetti. Podczas walki okazało się, że nie daje rady przeciwnikowi. Nie potrafiąc pogodzić się z porażką, kopnął go między nogi. Walka zakończyła się dyskwalifikacją i kompromitacją młodego zawodnika.

Rocco wyciągnął wnioski z tamtej sytuacji i zaczął trenować.

Za gruby, za niski

Gdy miał 23 lata, umówił się na spotkanie z Joem Cirellim. Miał nadzieję, że ten doświadczony trener pomoże mu rozwinąć skrzydła. Był zaskoczony, gdy usłyszał od niego, że jest już za stary na rozpoczęcie przygody z zawodowym boksem. Poza tym szkoleniowiec wytknął mu kilka innych wad: niski wzrost, zbyt krótkie ramiona i za grube nogi. Stwierdził, że rozpoczynanie treningów byłoby stratą czasu. Rocco był wściekły, ale nie zamierzał się poddawać.

Przez lata mama serwowała mu jego ulubione dania, m.in. pizzę calzone, frittatę i spaghetti cavalleggera. Postanowił przestać ulegać pokusie dobrego jedzenia. Zaczął więcej biegać i częściej odwiedzał salę ćwiczeń. Dopiero gdy miał na swoim koncie 12 pojedynków wygranych przez nokaut, zaczął szukać profesjonalnego trenera. Dzięki znajomym poznał Charliego Goldmana, który współpracował z wieloma utytułowanymi pięściarzami. Początkowo szkoleniowiec nie widział we Włochu materiału na przyszłego mistrza. Zmienił zdanie, gdy w 50 sekundzie walki z Jimmym Weeksem Rocco powalił swojego przeciwnika na deski.

Włoski pięściarz przeprowadził się do Nowego Jorku i rozpoczął treningi. Goldman punktował jego błędy: złą pracę nóg, fatalny balans ciałem, sztywną postawę, brak wyczucia dystansu, zbyt obszerne i niepoparte skrętem barków ciosy. Pomimo wytężonej pracy większości błędów technicznych nie udało się już wyeliminować.

Nokaut za nokautem

W 1949 r. Rocco był niepokonany, wygrał 23 walki, aż 21 z nich przez nokaut. Z czasem ze względu na niespotykaną odporność na ciosy Rocco zyskał pseudonim „Rock” (ang. skała), który wkrótce przemianowano na „Rocky”. Na potrzeby kontaktów z prasą jego nazwisko uproszczono do Marciano. We wrześniu 1952 r. Rocky stanął do walki o mistrzostwo świata z Jerseyem Joem Walcottem. Rywalizacja była zażarta. Do 13. rundy Walcott wygrywał na punkty, Rocky’ego mógł uratować już tylko nokaut. I tak się stało: został mistrzem świata wagi ciężkiej i zainkasował 100 tys. dolarów. Do 1955 r. skutecznie bronił swojego tytułu, a rok później ogłosił zakończenie kariery.

W rankingach bokserów wszech czasów nazwisko włoskiego pięściarza pojawia się dopiero w drugiej dziesiątce. Za sprawą kultowej serii to jednak właśnie filmowy Rocky stał się symbolem wszystkiego, co w boksie najpiękniejsze. Na tym polega magia kina.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Dziennikarz działu „Polska”

Absolwent dziennikarstwa i medioznawstwa na Uniwersytecie Warszawskim. Zaczynał w Akademickim Radiu UL Uniwersytetu Łódzkiego. Współpracował z kwartalnikiem „Fronda Lux”, „Teologią Polityczną Co Miesiąc”, portalami plasterlodzki.pl i bosko.pl. Publikował także w miesięczniku „Koncept”. Interesuje się muzyką i szeroko pojętą kulturą. Jego Obszar specjalizacji to kultura, sprawy społeczno-polityczne, tematyka światopoglądowa, media.

Kontakt:
maciej.kalbarczyk@gosc.pl
Więcej artykułów Macieja Kalbarczyka

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także