Nowy numer 2/2021 Archiwum

Pandemiczna solidarność

Każde zakupy mają teraz sens nieco większy. Bo dają pracę i nadzieję...

Większość sklepów i punktów usługowych ma znacznie mniejsze obroty podczas pandemii. Szczególnie małe firmy przechodzą kryzys. Aby mogły przetrwać trudny czas, potrzeba nie tylko odgórnych sensownych rozwiązań, ale także oddolnych inicjatyw.

Na osłodę

Wystarczy czasem internet i ktoś uważny. Dawny klient, amator konkretnego wyrobu czy firmy. Gdy cukierenka na warszawskim Grochowie, słynąca z rurek z kremem, ze względu na ograniczenie ruchu zaczęła notować ogromne spadki sprzedaży, z pomocą przyszli dawni klienci.

Właściciele napisali na swoim profilu na Facebooku: „Przetrwaliśmy okropne czasy PRL-u, a kiedy zawisło nad nami widmo wyburzenia pawilonów, walczyliście o nas jak lwy i udało się wszystko odroczyć. Dziś też prosimy o pomoc”. Wiadomość rozniosła się po internecie na początku listopada. Warszawa ruszyła do akcji. Kolejka do cukierenki ustawiała się kilka dni i trzeba było postać nawet dwie godziny, żeby kupić słodką rurkę. – Udostępniałam wiadomość i sama kupowałam rurki – mówi mieszkanka Grochowa, pani Katarzyna. – I sama nie wiem, dlaczego dopiero po apelu właścicieli. Przecież od lat kupowałam tam słodycze. A teraz, w czasie pandemii, przestałam. Jeśli tak postąpiła większość, bo też nie jest to artykuł pierwszej potrzeby, to trudno się dziwić, że cukierenka miała kłopoty. Ta sytuacja dała mi do myślenia: ja nie zbiednieję, gdy kupię kilka rurek z kremem. Dla właścicieli to kwestia być lub nie być.

I ta zasada, w sumie prosta, mogłaby towarzyszyć w codziennych zakupach i wyborach. Zarówno tych niewielkich, drobnych, jak i całkiem dużych, chociażby przedświątecznych.

Jedna z internautek pisze: „Zamierzam kupić jak najwięcej świątecznych prezentów na stronach znajomych w tym roku! Pomoże to bliskim i rodzinie. Wolę kupować od przyjaciół, którzy mają małe sklepy detaliczne lub stronę internetową na skalę ludzką, ponieważ tak jest łatwiej, wygodniej i dostaję najlepszą obsługę klienta... (…) Musimy wspierać siebie nawzajem”.

Internautka proponuje, by na swoich profilach wpisywać linki do polecanych, małych firm. I używać hashtagów, by łatwiej je odnaleźć w sieci: #wartolokalnie, #wspieramlokalnie. „Poczta pantoflowa i polecenia mają ogromną siłę, więc przynieśmy nasze firmy innym!” – apeluje.

Internet w działaniu

Jak grzyby po kryzysowym deszczu powstają też grupy na portalach społecznościowych, dotyczące lokalnego kupowania. Promowane są tam sklepy rodzinne, które proponują kupowanie przez SMS, internet i odbiór gotowych zakupów spod sklepów. Niektóre małe firmy oferują dowóz do domów.

– Przekonałam się, że to ma sens, gdy byliśmy w izolacji spowodowanej koronawirusem – opowiada pani Olga z Mazowsza. – Duże, wielkopowierzchniowe sklepy, w których zwykle kupowaliśmy (bo taniej), nam nie pomogły. Pomógł pan Adam i jego synowie ze sklepu osiedlowego. Przywozili codziennie sprawunki i ratowali nas w trudnym czasie. Postanowiłam, że teraz my będziemy u nich kupować. Żeby przetrwali.

Już wiosną powstała też spora inicjatywa www.zakupyuswoich.pl. Inicjatywa, darmowa dla użytkowników, polega na tym, że umożliwia łączenie kupujących ze sprzedającymi. „Jesteśmy grupą programistów, która próbując odnaleźć się w szerzącej się epidemii, chce wspomóc możliwość zakupów on-line, w małych sklepach spożywczych, gospodarstwach rolnych itd. (…)”. Na stronę można wprowadzić adres sklepu, a także znaleźć i dostosować godziny odbioru zamówionych zakupów. „Po założeniu konta twój sklep otrzyma unikalny adres www. (…) Można ten adres zawiesić w widocznym miejscu oraz udostępnić w mediach społecznościowych”. Co ciekawe – nawet klienci mogą zgłaszać swoje ulubione sklepiki i tym samym – reklamować je i polecać kolejnym klientom.

Powstają też inicjatywy podobne do „Łodzianie ratują”. To oddolny pomysł, który wspiera nie tylko lokalny biznes, ale i szpitale czy chorych na COVID. Prawie siedem tysięcy osób angażuje się w tę grupę – wpisują miejsca i ludzi potrzebujących pomocy. A inni ludzie dobrej woli odpowiadają. Kupują kwiaty z upadających kwiaciarni, kupowali znicze, gdy cmentarze zostały zamknięte. Kupują w końcu obiady. – Dzięki tej grupie dowiaduję się o knajpach i punktach gastronomicznych, których kiedyś nie znałem – pan Artur z Łodzi włączył się w akcję. – Pomagam, jedząc. Zamawiam, w miarę możliwości, jedzenie na wynos. Oczywiście nie codziennie, nawet nie co tydzień, bo sam muszę oszczędzać. Ale staram się po prostu myśleć o innych, a i żona jest zadowolona: po tygodniu pracy i nauki zdalnej możemy zjeść gotowe danie.

Solidarność ludzka

– Jest coś pozytywnego w tym, że jedni drugim, mimo trudności, chcą pomagać – mówi Marcin Karolak, przedsiębiorca z południa Polski. – Wielki, zagraniczny biznes i tak sobie jakoś poradzi i przetrwa. Ludzie zaczynają rozumieć, że jeśli pomogę sąsiadowi – właścicielowi kwiaciarni albo piekarni, on pomoże mnie – bo kupi moje wyroby. Jeśli natomiast obaj kupimy w zagranicznym markecie, najpierw zaoszczędzimy grosze, a potem razem stracimy.

Dlatego wielu z nas, chociaż nawet wcześniej tego nie robiło, zaczyna kupować na przykład na bazarkach albo z obwoźnych sklepów z warzywami. – Raz, że to zakup świadomy: nie od koncernu, ale od pana Antka spod Grójca. Dwa, że moim zdaniem kupowanie na świeżym powietrzu jest po prostu bezpieczniejsze. Chyba mniejsze ryzyko podejmuję, gdy kupię ziemniaki z przyczepki na bazarku, niż gdy stoję w wielkiej kolejce w supermarkecie – zastanawia się pan Andrzej z Trójmiasta.

– Niewątpliwie, obecny czas jest bardzo trudny. Psychicznie, bo nie lubimy ograniczeń i niepewności, źle się czujemy, gdy nie znamy dalszej perspektywy i po prostu odczuwamy lęk związany z niewiadomą. A dla wielu jest to czas trudny materialnie. Ale tym bardziej musimy trzymać się razem – twierdzi Anna Kowalewska, psycholog. – Właśnie pomoc, bezinteresowna i na poziomie sąsiedzkim, takim zupełnie oddolnym, pozwala przetrwać ekstremalny moment naszego życia. Musimy mieć też świadomość, że jeśli biednieje nasz sąsiad, to prędzej czy później zbiedniejemy i my. Dlatego warto się wspierać w oczekiwaniu na lepsze czasy.

Nie samym chlebem…

Ale nie samym chlebem, czy nawet obiadem i deserem z najlepszych rurek z kremem, żyje człowiek. Jeśli chcemy wrócić do normalności, potrzeba więcej: kultury, sztuki, odpoczynku poza domem.

– Nie zapominajmy o twórcach, również tych ludowych. Oni też mają rodziny, dzieci, muszą się utrzymać – mówi prezes Fundacji Roll-na Monika Roszak. – Zwykle nie mają dotacji, niektórym trudno wprost poprosić o wsparcie, chociażby poprzez zakup rękodzieła. Oni nie mogą sprzedawać swoich wyrobów, bo obecnie nie odbywają się żadne kiermasze czy festyny. Nie wszyscy sprzedają przez internet. Pomyślmy o lokalnych twórcach ludowych, gdy będziemy szykować świąteczne prezenty dla najbliższych. Wystarczy czasem rozejrzeć się dookoła, w najbliższym sąsiedztwie można znaleźć wspaniałych artystów i ich dzieła. Zamiast plastikowych bubli można w tym roku kupić coś wykonanego ręcznie. Chociażby drobiazg.

Dobrym prezentem jest zawsze dobra książka. W tym roku – ma dodatkową wartość: wsparcie autorów. – Może w skali kraju nie jest nas wielu. Ale jesteśmy – mówi anonimowo autorka powieści dla młodzieży. – Zwykle mam spotkania autorskie, sprzedaję wtedy sporo książek. Od wielu miesięcy właściwie spotkań nie ma. Książki przestały się sprzedawać. A ja utrzymuję się wyłącznie z pisania. Poświęciłam temu serce i wiele lat życia. Jeśli ludzie nie wrócą do kupowania książek, będę musiała szukać innego zajęcia. Wydaje mi się, że tu potrzeba takiej… pandemicznej solidarności. Ja kupuję w lokalnej masarni wędliny. Czy żona masarza kupi dzieciom moją książkę?

W podobnej sytuacji są dziennikarze. Też utrzymują się z pisania. Przetrwanie ich pism, dalszy ich rozwój, zależy od decyzji czytelników...

A na koniec: fundacje i stowarzyszenia. Najczęściej utrzymują się z darowizn lub 1 procenta, a wiele organizacji pomocowych także ze sprzedaży książek, rękodzieła. W tym roku darowizn jest mniej, mniej ludzi również kupuje. Warto w domowym budżecie zaplanować chociażby 10 zł w miesiącu na wsparcie konkretnej fundacji – np. poprzez zakup ręcznie wykonanych ozdób na choinkę czy kartki świątecznej wykonanej przez podopiecznych. Tak, to kwestia solidarności i odpowiedzialności. Nie, nie zbiedniejemy.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama