Nowy numer 2/2021 Archiwum

Wróg zastępczy

Organizatorki proaborcyjnych manifestacji oskarżają policjantów o brutalność, tymczasem to one otwarcie łamią prawo i świadomie prowokują służby porządkowe.

Przy różnego rodzaju ulicznych protestach przebieg zdarzeń zwykle jest taki sam. Manifestujący domagają się spełnienia żądań, a gdy to nie następuje, przenoszą swoje złe emocje na policję, oskarżając ją o brutalność. Czasem trudno ocenić, czy manifestanci przekroczyli dopuszczalne metody protestu, a użycie siły było uzasadnione. Rozpoczyna się wtedy debata, która zastępuje merytoryczny spór między protestującymi a właściwymi adresatami ich postulatów. Policja staje się wrogiem zastępczym.

Kłamstwa i manipulacja

Taki mechanizm obserwujemy obecnie przy okazji protestów przeciwników wyroku Trybunału Konstytucyjnego. Zwraca uwagę skala manipulacji, którymi posługują się organizatorki. Spójrzmy na zachowania protestujących. Przede wszystkim łamią prawo, gdyż obowiązują ograniczenia wynikające z pandemii, które zakazują zgromadzeń publicznych powyżej pięciu osób. Wykrzykują wulgarne hasła, które kierują także do policji. Na nagraniach widać nawet, jak bezpośrednio atakują policjantów, kopiąc ich czy próbując wyrwać tarcze. Obiektem ich agresji stały się też kościoły, na których ścianach wypisują swoje hasła. Doszło nawet do zjawiska dotąd niespotykanego w Polsce, jak przerywanie Mszy św. Nie były to pojedyncze przypadki, występowały w całym kraju z udziałem licznych uczestników. Przypomnijmy, że zgodnie z prawem za przeszkadzanie w publicznym wykonywaniu aktu religijnego grozi grzywna, kara ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2. Manifestanci nie oszczędzają także pomników – zdewastowali na przykład pomnik 15. Pułku Ułanów Poznańskich w Poznaniu czy Armii Krajowej i Polskiego Państwa Podziemnego w Warszawie.

Często policjanci są obiektami bezpośrednich ataków. Na przykład gdy bronili dostępu do kościoła pw. św. Aleksandra w Warszawie, manifestanci rzucali ostrymi przedmiotami i racami. Tłum protestujących zablokował też wejście do komendy policji przy ul. Wilczej w Warszawie, domagając się uwolnienia zatrzymanych.

Szczególnie agresywnie wobec policji zachowuje się liderka protestów Marta Lempart. Na manifestacjach wielokrotnie używała wulgarnych słów. W sieci są też nagrania pokazujące, jak próbowała siłą sforsować policyjny kordon.

Skandalem jest wezwanie organizatorek protestu do publikowania w internecie danych policjantów zabezpieczających manifestacje. Dane policjantów są objęte tajemnicą w celu ochrony przed zemstą przestępców. Ich ujawnianie sprowadza na funkcjonariuszy bezpośrednie ryzyko utraty zdrowia czy życia, stanowi też zagrożenie dla ich najbliższych. Tymczasem M. Lempart wzywa: „Ludzie w internecie identyfikują bandytów, którzy na demonstracji bili ludzi pałkami, gazowali ich. Być może to byli policjanci, ale nie możemy liczyć na to, że wyjaśni to policja czy też prokuratura. My po prostu szukamy bandytów, żeby ich postawić przed sądem”.

Prawda i fałsz

Tymczasem w środowiskach lewicowych i opozycyjnych dominuje przekaz, że to policja zachowuje się brutalnie wobec protestujących, którzy pokojowo manifestują.

„Brutalne tłumienie protestów kobiet jest dowodem słabości PiS i Jarosława Kaczyńskiego. Silna władza nie musi sięgać po policyjne pałki, by nakłonić obywateli do uznawania jej autorytetu” – pisze publicystka „Newsweeka” Renata Grochal. Z kolei publicystka „Polityki” Ewa Siedlecka oskarża władzę i policję o stosowanie białoruskich metod walki z protestującymi: „Pałki, gaz i tajniacy. Władza wdraża wariant białoruski?”.

Uczestniczki strajku podają przykłady owej brutalności policji. Ma być nim fakt, że manifestujący są legitymowani. Innym przykładem jest kierowanie do sądu spraw osób, które odmówiły wylegitymowania się. Policjanci stosowali też siłę, aby umieścić w radiowozie szczególnie agresywnych manifestantów. Użyli również gazu pieprzowego i pałek. Podkreśla się też, że te metody stosowali wobec „bezbronnych, pokojowo nastawionych i nieagresywnych kobiet oraz nawet dzieci” (licealiści również uczestniczą w protestach).

Na dowód publikują w internecie filmiki potwierdzające ich oskarżenia. Problem w tym, że są to tylko fragmenty nagrań, które nie pokazują wszystkich okoliczności. Wielkie wzburzenie wywołał fakt, że do zabezpieczania protestu, który odbył się 18 listopada w Warszawie, użyto m.in. antyterrorystów, a jeden z nich bił teleskopową pałką protestujących. Policja udostępniła całe nagranie, z którego wynika, że przedtem to funkcjonariusz został zaatakowany. Jeden z protestujących próbował wyrwać mu pałkę i dopiero wówczas zareagował. Jest też film o użyciu gazu, tyle że nie pokazuje on, iż jest to reakcja na próbę przerwania kordonu policji przez protestujących.

Wielkie wzburzenie, także za granicą, wywołała sprawa fotoreporterki „Gazety Wyborczej” Agaty Grzybowskiej, która została zatrzymana w czasie protestu przed gmachem MEN i postawiono jej zarzut naruszenia nietykalności policjanta. Komunikat taki wywołał słuszne poruszenie opinii publicznej, gdyż dziennikarze w czasie wykonywania swojej pracy nie powinni być zatrzymywani. Jednak nagranie przebiegu wydarzeń nasuwa pewne wątpliwości. Fotoreporterka nie nosiła oznaczeń wskazujących, że jest dziennikarką, do tego z odległości 20–30 centymetrów błyskała fleszem w oczy policjanta oraz, co na nagraniu trudno dostrzec, miała go ponoć kopnąć. Legitymację dziennikarską pokazała dopiero, gdy policjant, używając przymusu, odprowadzał ją do radiowozu. Po wyjściu z komisariatu opublikowała w internecie oświadczenie, w którym popiera postulaty strajkujących. „Całą sobą popieram Strajk Kobiet i wszystkie osoby, które od tygodni wychodzą na ulice w akcie niezgody na ograniczanie kobietom i osobom niebinarnym dostępu do aborcji” – napisała. Rodzi się pytanie, w jakim charakterze była ona na proteście. Jako dziennikarz go relacjonujący czy jako jeden z jego aktywnych uczestników?

Nie jesteśmy pluszakami

Zachowania, które są wskazywane jako brutalne, należą do powszechnie stosowanego w demokratycznych krajach arsenału środków wobec protestujących, którzy zachowują się agresywnie, łamią prawo czy stwarzają zagrożenie dla bezpieczeństwa publicznego. Obraz kobiety wynoszonej siłą przez kilku policjantów zawsze źle wygląda, tyle że trzeba znać kontekst całej sytuacji. Tłumaczą to przedstawiciele policji.

Rzecznik Komendy Stołecznej Policji nadkom. Sylwester Marczak stwierdził: „Zarzuty, jakie pojawiają się wobec policji, nie tylko dochodzą do granic absurdu, ale już dawno tę granicę przekroczyły. Słuchając wypowiedzi wielu ekspertów, mam wrażenie, że zapomina się lub nie chce się zobaczyć podstawowych zadań policjantów działających podczas zabezpieczeń” – komentuje. Wskazuje na przykład, że od początku wprowadzenia czerwonej strefy policjanci ukarali ponad 10 tys. osób za różne przypadki łamania obostrzeń. – To dlaczego mamy nie działać w przypadku strajku kobiet? – pyta retorycznie. Także nie widzi powodu, aby nie używać wobec strajku kobiet środków przymusu bezpośredniego (ŚPB). – Tam, gdzie mamy do czynienia z agresją wobec policjantów, tam będą używane ŚPB. Policjant to nie jest pluszak do przytulania. To jest funkcjonariusz publiczny, jego nietykalności nie można naruszać – podkreślił.

Tłumaczy też, że niektórzy policjanci mieli przy sobie broń, gdyż przy tak dużych protestach istnieje zagrożenie terrorystyczne. „Mają po zamachu pojechać do jednostki, pobrać broń i w międzyczasie poprosić sprawców, by poczekali?” – ironizuje.

Wskazuje również na nieprawdziwość oskarżeń, że policjanci powszechnie używali pałek teleskopowych wobec kobiet. Twierdzi, że policja na razie ustaliła, iż dotyczy to tylko jednego policjanta, który użył jej wobec mężczyzny próbującego wyrwać mu pałkę. Poinformował też, że przez ostatni miesiąc na tych „pokojowych” manifestacjach rannych zostało 48 policjantów.

Puentą do oceny działań policji w czasie protestów może być wymiana zdań między manifestującą a policjantem. Kobieta krzyczała policjantowi prosto w twarz: „Ty potrafisz tylko służyć i wykonywać rozkazy. Psie”. On jej odpowiedział: „Służę Rzeczypospolitej Polskiej. Proszę nie obrażać funkcjonariusza publicznego”.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Bogumił Łoziński

Zastępca redaktora naczelnego „Gościa Niedzielnego”, kierownik działu „Polska”.
Pracował m.in. w Katolickiej Agencji Informacyjnej jako szef działu krajowego, oraz w „Dzienniku” jako dziennikarz i publicysta. Wyróżniony Medalem Pamiątkowym Prymasa Polski (2006) oraz tytułem Mecenas Polskiej Ekologii w X edycji Narodowego Konkursu Ekologicznego „Przyjaźni środowisku” (2009). Ma na swoim koncie dziesiątki wywiadów z polskimi hierarchami, a także z kard. Josephem Ratzingerem (2004) i prof. Leszkiem Kołakowskim (2008). Autor publikacji książkowych, m.in. bestelleru „Leksykon zakonów w Polsce”. Hobby: piłka nożna, lekkoatletyka, żeglarstwo. Jego obszar specjalizacji to tematyka religijna, światopoglądowa i historyczna, a także społeczno-polityczna i ekologiczna.

Kontakt:
bogumil.lozinski@gosc.pl
Więcej artykułów Bogumiła Łozińskiego

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także