GN 3/2021 Archiwum

Źródła nadziei

Masowe protesty przeciwko ważnym dla nas wartościom… Czasem skrajne opinie ludzi Kościoła… Kolejne doniesienia o grzechach duchownych… To wszystko sprawia, że czujemy się bezradni i skołowani. Gdzie znaleźć oparcie?

Patrząc na gwałtowne przyspieszenie procesów sekularyzacyjnych, można odnieść wrażenie, że jesteśmy świadkami zmierzchu chrześcijaństwa, przynajmniej w takiej postaci, do jakiej się przyzwyczailiśmy. Wielu komentatorów wraca dziś do głośnego tekstu Josepha Ratzingera z roku 1958, w którym pisał on o chrześcijaństwie drążonym od wewnątrz przez neopogaństwo. Czy właśnie teraz mamy do czynienia z taką sytuacją? Zostawiając socjologom badanie procesów laicyzacyjnych polskiego społeczeństwa, proponuję poszukać źródeł nadziei, które dla zwykłych katolików mogą okazać się niezwykle pomocne.

Modlitwa jako ojczyzna

Zdaniem papieża Franciszka obecny kryzys, wywołany pandemią, „jest sygnałem alarmowym skłaniającym nas do zastanowienia się, gdzie leżą głębsze korzenie, dające nam oparcie i ostoję wśród burzy”. Przestrzenią nasyconą nadzieją w pierwszej kolejności pozostaje osobista modlitwa. Każdy nosi w sobie jej własną historię. Dobrze jednak pamiętać, że chociaż nasze upodobania są ważne, ważniejsza jest tradycja kościelna. Najważniejsze zaś, stwierdza G. Lohfink, pozostaje Pismo Święte, słowo Boga Żywego. Dlatego warto włączyć nasze życiowe doświadczenia w ten obieg. Niech słowo Boga przemówi do nas. Zwróćmy uwagę, że „dobra nowina Jezusa odpowiada wewnętrznemu oczekiwaniu naszego serca; odpowiada na wewnętrzne światło naszego istnienia, które rozciąga się na prawdę Bożą”. Ksiądz Waldemar Chrostowski, wybitny polski biblista, formułując dekalog praktycznych rad dotyczących czytania Pisma Świętego, sugeruje, by Biblii poświęcić codziennie 10–15 minut. Potraktować ten czas jako modlitwę, rozpocząć wezwaniem do Ducha Świętego, a zakończyć przyzywaniem Świętej Trójcy. Na początku wystarczy kwadrans lektury biblijnego tekstu. Potem dobrze jest pójść dalej i zacząć medytować słowo Boże, szukając w nim oparcia, sensu, inspiracji, a przede wszystkim spotkania z Bogiem, który jest Ojcem. „Modlitwa ma zagarnąć nas całych”.

Wobec bezsilności i bezradności, której wielu z nas teraz doświadcza, ta droga okazuje się najskuteczniejsza. „Kiedy ufamy widzeniu Jezusa – stwierdza Joseph Ratzinger – (a to przecież dokonuje się na modlitwie) i dajemy wiarę Jego słowu, nie poruszamy się w zupełnej ciemności”.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama