Nowy numer 49/2020 Archiwum

Watykański raport okiem prawnika

„Jan Paweł II był człowiekiem tak rygorystycznym moralnie, o takiej prawości moralnej, że nigdy nie pozwoliłby na awans skorumpowanej kandydatury” – takie słowa padają z ust papieża Franciszka jako definitywna ocena na stronie 400 watykańskiego raportu dotyczącego byłego kardynała Theodore’a McCarricka – pisze ks. Franciszek Longchamps de Bérier specjalnie dla Teologii Politycznej.

Za McCarrickiem ciągnęły się i od czasu do czasu odżywały już to plotki, już to pogłoski o niewłaściwym kiedyś zachowaniu. I dotyczyło to tylko okresu od 1981 do 1986 r., a więc biskupstwa w Metuchen, które organizował jako pierwszy ordynariusz, i potem w czasach bycia arcybiskupem Newark. On utrzymywał, że mógł być jedynie nierozsądny, gdyż jego otwartość i serdeczność dawało się traktować dwuznacznie. Mówiono o dzieleniu łóżka z młodymi mężczyznami i o wyjazdach z klerykami do diecezjalnego domku nadmorskiego. On twierdził, że niestosowności dopatrują się ludzie złej woli, którzy nie byli sobie w stanie wyobrazić, iż przy ograniczonej liczbie miejsc sypialnych mężczyźni bez podtekstów mogą spać po dwóch stronach obszernego miejsca sypialnego – zresztą zawsze w piżamach i zawsze jako grupa wyjazdowa; nigdy nie jeździł z jedną osobą. Miał liczne zaprzyjaźnione z duszpasterskiej działalności rodziny, z których kolejnymi pokoleniami przyjaźnił się przez całe dekady. Jako jedynak, człowiek bez braci i sióstr czynił ich swoimi przyszywanymi krewnymi.

We wszystkich pogłoskach i oskarżeniach (rumors and allegations) chodziło o osoby dorosłe. Jednak dokument zarzucający Th. McCarrickowi homoseksualizm sformułowano w listopadzie 2006 roku. Dopiero wtedy bowiem zaczęły się pojawiać jakiekolwiek dowody. Pod ich wpływem przeszedł – przecież nie przedwcześnie – na emeryturę w maju 2006 r. z rezydencją w neokatechumenalnym seminarium Redemptoris Mater w Hyattsville w stanie Maryland. Papież Benedykt uważał, że podjęto środki dyscyplinujące, Theodore McCarrick zaś jeździł po świecie, a przy pobytach w Wiecznym Mieście wypełniał swe funkcje kardynalskie w różnych rzymskich dykasteriach. Kongregacja ds. Biskupów oczekiwała od niego usunięcia się w cień, on jednak nic z tego sobie nie robił, pewien bezkarności wynikającej z braku dowodów, które pozwalałyby na podjęcie sankcji prawa kanonicznego. W 2008 r. nie został dopuszczony do wspólnej modlitwy z Benedyktem XVI na miejscu World Trade Center w Nowym Jorku, choć koncelebrował Mszę i był na obiedzie z wszystkimi uczestnikami papieskiej wizyty. W połowie 2009 r. Kongregacja stwierdziła w charakterystyczny dotąd sposób: „Co do zarzutów wobec Th. McCarricka nie wszczęto żadnego postępowania administracyjnego ani sądowego, ani też żadnego wstępnego postępowania wyjaśniającego. Żadna dykasteria nie ustaliła żadnych konkretnych faktów i nigdy nie stwierdzono winy”. Nie dziwi, że Izba Reprezentantów USA poprosiła go 6 stycznia 2009 r. – na początku swej nowej kadencji – o inauguracyjną modlitwę. Bezprawnie wyświęcił księdza w Kalifornii z początkiem maja 2013 r. i wystarał się w Rzymie przez pośrednictwo swego waszyngtońskiego następcy Donalda kardynała Wuerla o to, aby nie popaść z tego powodu w kary, które uniemożliwiłyby mu święcenie zaraz kolejnych w tym samym miesiącu. W latach 2013–2017 zbierał nagrody, uczestniczył w życiu politycznym składając różne deklaracje, publicznie sprawował Msze święte, sakrament małżeństwa, święcił diakonów i kapłanów, odprowadzał pogrzeby.

Zawsze niestrudzony, zdolny, błyskotliwy, sympatyczny i pracowity; geniusz w pozyskiwaniu funduszy i w organizacji przedsięwzięć. Cieszył się świetną opinię u innych biskupów.

« 2 3 4 5 6 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama