GN 2/2021 Archiwum

Ekspert: Widać efekty obostrzeń, ale służba zdrowia wciąż jest bardzo obciążona

Spadające liczby wykrytych nowych zakażeń to efekt wprowadzonych obostrzeń. Liczba zachorowań to wciąż duże obciążenie dla systemu opieki zdrowotnej, dlatego należy obostrzenia utrzymywać, aby nie doszło do ponownego wzrostu zakażeń - uważa wirusolog prof. Agnieszka Szuster-Ciesielska.

"Wirus nie zniknął, nadal jest wśród nas" - podkreśliła w rozmowie z PAP prof. Szuster-Ciesielska z Katedry Wirusologii i Immunologii Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie.

Według informacji przekazywanych przez Ministerstwo Zdrowia w ostatnim czasie liczba nowych wykrywanych zakażeń koronawirusem wahała się w granicach 27-21 tys. przypadków dziennie, we wtorek było to ponad 19 tys.

"To co teraz obserwujemy, to jest efekt dwukrotnego wprowadzenia obostrzeń w październiku i listopadzie. Nie można się spodziewać, że spadek liczby zakażeń będzie gwałtowny - proces ten będzie przebiegał stopniowo" - powiedziała prof. Szuster-Ciesielska.

W jej ocenie dane wskazują na trend spadkowy, ale - jak zaznaczyła - w ubiegłym tygodniu był dzień wolny od pracy, co wpływa m.in. na liczbę wykonanych testów, dlatego z oceną należy poczekać do końca tego tygodnia, w którym jest pięć dni roboczych.

Według niej należy utrzymywać wprowadzone obostrzenia, bo liczby nowych zachorowań są wciąż duże.

"Zakażenia w granicach 15-20 tys. dziennie dalej stanowią olbrzymie obciążenie dla opieki zdrowotnej"" - zaznaczyła.

Szuster-Ciesielska wskazała, że ciągle około 50 proc. testów przynosi wynik pozytywny. "To jest bardzo dużo" - dodała.

Jej zdaniem większość osób zakażonych jest w tzw. ogniskach domowych i wiele z nich, które mają lżejsze objawy, w ogóle nie zgłasza zakażenia. "Te ogniska mogą się w ciągu najbliższego czasu samoistnie wygasić" - zaznaczyła.

Bardzo niepokojące w ocenie prof. Szuster-Ciesielskiej są dane o zgonach, które w tym miesiącu w porównaniu z listopadem roku ubiegłego wskazują na dwukrotny wzrost liczby zgonów w Polsce i to nie tylko z powodu COVID-19 - przyczyną zwiększonej śmiertelności są choroby układu krążenia czy nowotwory.

Jej zdaniem może to być konsekwencja tego, że ludzie nie chodzą do lekarzy czy nie udają się na SOR-y, ponieważ obawiają się kolejek i wielogodzinnego oczekiwania. Jest też wiele przypadków, gdy ludzie umierają, nie doczekawszy pomocy.

"To jest pokłosie tej pandemii, a przede wszystkim olbrzymiego obciążenia systemu opieki zdrowotnej" - powiedziała prof. Szuster-Ciesielska.

Według niej wirus SARS-CoV-2 "nie zamierza zniknąć z populacji człowieka i dopóki będą dostępni dla niego ludzie, to będzie atakował". W ocenie profesor jest za wcześnie, aby przewidywać, czy na wiosnę będzie kolejna fala zakażeń.

Jej zdaniem nie wiadomo też, czy problem rozwiąże szczepionka, bo choć ma być ona wprowadzona w trybie pilnym, to nie są znane obecnie kanały dystrybucji i przede wszystkim nie jest znana liczba chętnych do zaszczepienia.

"80 proc. zakażeń to przypadki łagodne lub bezobjawowe, one na pewno nie będą skłaniały ludzi do zaszczepienia się" - tłumaczyła prof. Szuster-Ciesielska.

Dodała, że przede wszystkim zaszczepić powinni się pracownicy opieki zdrowotnej, osoby starsze lub cierpiące na dodatkowe, obciążające schorzenia.

« 1 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Najnowsze