Nowy numer 49/2020 Archiwum

Ludzie, którzy znali Karola

Karol głosił rekolekcje, był ojcem chrzestnym, pięknie tańczył i pisał miłosne listy do Pana Boga. Dla tych, którzy go poznali, był jak światło i połączył ich wszystkich tak, jak Józef z „Wymarzonego domu Ani”. Ci, co znali Józefa, „patrzą sobie prosto w oczy, mają mniej więcej te same poglądy i ten sam ton w żartach”. Bo ludzie, mówiła bohaterka książki Lucy Maud Montgomery, dzielą się na tych, którzy go znają i na całą resztę.

Karol urodził się w 68 lat temu w rodzinie znanego profesora prawa międzynarodowego. Jego mama była anglistką. Rodzice mieli dużo szczęścia, bo chłopiec rozwijał się mniej więcej tak, jak inne dzieci. Miał tylko zewnętrzne cechy trisomii 21.

Jego babcia wiedziała: Karolka trzeba po prostu kochać, a o resztę zatroszczy się Bóg. Ona go zresztą w Panu Bogu rozkochała. Po mamie Karol odziedziczył eleganckie maniery, a po ojcu - zamiłowanie do książek i ciekawość świata. Wszystkie popołudnia spędzał otoczony stosem książek.

Do śledziejowickiej Arki Karol trafił jako dorosły mężczyzna. Miał 34 lata. „Mogłem tu znaleźć wiernych przyjaciół, mogłem też rozwijać swoje własne talenty historyczne, filozoficzne i teologiczne oraz też artystyczne” – mówił o miejscu, które stało się jego domem do końca.

Należę do ludzi, którzy znali Karola, choć rozmawiałam z nim zaledwie kilka razy. Były to jednak rozmowy jak „anieli, którzy niosą mnie wszędzie”, by użyć jego słów. Pierwszej bardzo się bałam, bo nigdy wcześniej nie spotkałam się z osobą z zespołem Downa. Karol jakby to wyczuł. Przytulił, wziął masę zapisanych kartek pod pachę i zaprowadził do ogrodu. Nie wiem, jak długo tam siedzieliśmy. Pytał, czy jestem szczęśliwa, czy słyszę anioła, który podpowiada, co robić. Był bardzo dociekliwy. Cierpliwie dopytywał o wiele ważnych spraw, a potem opowiadał, opowiadał… i czytał swoje „Mruczanki śledziejowickie”, czyli listy do Pana Boga.

Czytaj również: Karol Płynie w Arce

Tak, Karol miał piękną twarz i oczy pełne światła, ale wiedział też, co to tęsknota i cierpienie, znał smak przemijania i radości życia. Lubił taniec, chodził do teatru, doceniał wykwintne kolacje w restauracjach. Był wspaniałym ojcem chrzestnym dla małej Zosi, którą kochał całym sercem, jak własną córkę.

Stanisława Szczepaniak, która także należy do ludzi, którzy znali Karola, z pewnością bardziej niż ja, bo przyjaźnili się wiele lat, pamięta jego 40. rocznicę urodzin. „Impreza była huczna, a ja sama siedziałam na honorowym miejscu - u stóp jubilata, który z radością przyjmował życzenia i prezenty. »Takich Karolów jest dwóch: ja i papież« - mówił o sobie z dumą” – wspominała.

Karol umarł dwa lata temu. Pod koniec życia bardzo cierpiał, ale nie był samotny. Otaczali go przyjaciele. Ludzie, którym odmienił życie.

Ludzie, którzy znali Karola   Karol Nahlik w miejscu, gdzie tworzył swoje „Mruczanki śledziejowickie” oraz „Historię pisaną inaczej”. Roman Koszowski / Foto Gość
« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji