Nowy numer 49/2020 Archiwum

Stan całkiem naturalny

Jak wygląda życie współczesnych wdów? Jak radzą sobie po stracie męża i co jest dla nich największą trudnością? Czy wdowieństwo w XXI wieku może wiązać się z… wykluczeniem?

Kiedyś wdowieństwo oznaczało zubożenie. Ale jednocześnie wdowy otaczane były szacunkiem i otrzymywały od otoczenia wsparcie. To było naturalne: kobieta po śmierci męża mogła liczyć na dobre słowo, pomoc w pracy czy w opiece nad dziećmi. Tak było w przeszłości, a jak jest dziś?

Duża grupa

Z Narodowego Spisu Powszechnego sprzed blisko dziesięciu lat wynika, że w Polsce mieszka około 3 mln wdów i wdowców. W ogromnej większości to kobiety: jest ich ponad 2,5 mln. Najczęściej są to panie w wieku senioralnym, ale około 30 proc. z nich to kobiety mające mniej niż 60 lat. Co wynika z tych danych? Że wdowy to duża grupa społeczna. Ale mimo że żyją tuż obok nas, nie bardzo umiemy albo nie bardzo chcemy zrozumieć ich potrzeby oraz umiejętnie je wesprzeć. Są obok, a jakby ich nie było. A jeśli już reagujemy, to w nie najlepszy sposób. – Wydaje się, że bycie wdową czy wdowcem to coś naturalnego. Nikomu nie wydaje się dziwne czy wstydliwe to, że ktoś owdowiał. Ale coraz częściej można spotkać sytuacje, w których reakcja rodziny, bliskich czy przyjaciół zaskakuje – mówi psycholog ks. Wojciech Szychowski. – Wdowieństwa się nie chce zauważać. Albo jedyną „receptą” na owdowienie jest natrętna zachęta do szukania nowej miłości. Wdowy często słyszą, że nie warto pozostawać „w tym stanie”. Wydaje się, że współczesny człowiek traci swego rodzaju „zmysł wdowieństwa”, że podchodzi do tego zjawiska jak do kolejnej rzeczy, którą trzeba „konsumować”. A przecież wiele osób było tak bardzo związanych ze swoim zmarłym współmałżonkiem, że dla nich bycie wdową czy wdowcem jest swego rodzaju kontynuacją małżeństwa, tylko w trochę innej, często niezrozumiałej dla wielu formie.

Według dr Sabiny Zalewskiej, psycholog rodziny, wdowieństwo większości z nas kojarzy się wyłącznie ze smutkiem i żałobą. – Nie jest ważne, ile lat minęło od śmierci współmałżonka, kobieta skazana jest w oczach społeczeństwa na wieczną żałobę. Wszystkie rozmowy wokół niej i pytania odnoszą się do smutku po stracie, cierpienia i wspominania małżonka. Bywa, że blokuje to kobiety przed wychodzeniem ze stanu żałoby. Dzieci im tego nie ułatwiają. W efekcie dość rzadko owdowiałe kobiety mają ochotę i siłę odciąć się od takiego traktowania i szukać nowego partnera.

Wykluczenie

Paradoksalnie, w nowoczesnym społeczeństwie, które teoretycznie nikogo nie wyklucza i wszystkich stara się zrozumieć, wdowy często czują się niekomfortowo. Ich potrzeby bywają marginalizowane. – Zdarza się, że w środowisku, w którym dobrze funkcjonowały z małżonkiem, teraz są wyobcowane. Spotykają się ze współczuciem graniczącym z politowaniem albo z ciągłym nawiązywaniem do osoby współmałżonka, a nawet z niezbyt dyskretną wymianą spojrzeń czy komentarzy. Komentarze takie jak: „Świetnie się trzymasz”, „Jak ładnie wyglądasz” czy „Widzę, że wdowieństwo ci służy” powodują ogromny dyskomfort.

Pani Maria owdowiała w wieku 44 lat. Świat runął jej na głowę i bardzo cierpiała. Jej cierpienie potęgowały reakcje otoczenia. – To było albo poklepywanie po ramieniu i teksty o tym, że młoda jestem i sobie kogoś znajdę, albo udawanie, że nic się nie stało. Nie zapraszano mnie na imprezy nawet długo po śmierci męża. Uważano pewnie, że nie będę umiała się bawić. A może obawiano się, że będę „polować” na cudzych mężów?

Według dr Zalewskiej reakcje na wdowieństwo często sprowadzają się do oczekiwania życia samotnego i w poczuciu straty, wykluczenia z innych działań, np. chodzenia do kina, teatru, na spotkania itp. – Uważa się czasem, że radość nie jest czymś, w „czym wdowie powinno być do twarzy” – twierdzi psycholog. – Nie wszystkie kobiety się na to godzą. Zwłaszcza młodsze lub z większym temperamentem. I niestety często spotykają się potem z ostracyzmem.

Problemy dnia codziennego

Gdy pół wieku temu kobieta zostawała wdową, przychodzili jej z pomocą bracia męża, siostry, koleżanki. Teraz często musi sobie radzić sama. Bo przecież jest „nowocześnie”, równouprawnienie zwyciężyło i zajęło miejsce empatii. – Mojej babci, gdy owdowiała, pomagali bliscy i znajomi. Ja otrzymywałam wsparcie przez chwilę, potem dano mi do zrozumienia, że teraz są czasy kobiet silnych i samodzielnych, więc do boju. Poradziłam sobie, bo musiałam, ale uważam, że taka postawa jest nieludzka – mówi pani Barbara, która owdowiała w wieku 37 lat. Miała wówczas troje dość małych dzieci.

Joanna, obecnie po pięćdziesiątce, po śmierci męża została sama z dwojgiem maluchów. Musiała radzić sobie sama, łącząc wychowywanie dzieci z pracą zawodową. – To było ekstremalne: pogodzenie pracy zawodowej, branie nadgodzin, by utrzymać rodzinę, z prowadzeniem domu, zorganizowaniem codzienności, opieką nad dziećmi. Szczególnie było mi trudno w czasie choroby czy niespodziewanych sytuacji, jakich przecież w życiu nie brakuje – mówi. Według pani Joanny najtrudniejsze we wdowieństwie jest samotne rodzicielstwo. – Doskwierającą samotność, ciężar tego, że wszystkie decyzje trzeba podjąć w pojedynkę i bez pomocy ogarnąć sprawy domu, dzieci, pracy – to wszystko jednak można znieść. Ale trudniej znieść samotność dzieci. Ich żal po stracie ojca, opowiadanie innym dzieciom, że „tatuś utknął w niebie”, i płacz, że one też by chciały, żeby z przedszkola odbierał je tata. Tej dziury nie da się niczym zakleić i ciężar nosi się długo. Trudno też sprostać oczekiwaniu, żeby jedna osoba była matką i ojcem. To w praktyce nie wychodzi, a bardzo dołuje – wyznaje.

Gdy kobieta zostaje wdową, zwykle też bardzo pogarsza się jej sytuacja materialna. – Ekonomicznie pogarsza się w ich gospodarstwie domowym. Poza tym nie mogą liczyć na pomoc mężczyzny w drobnych pracach czy naprawach. Teraz same muszą sobie z tym radzić. Żyją dużo oszczędniej i nie mogą sobie pozwolić na wiele rzeczy. Sprzedają często większe mieszkania czy domy, bo nie są w stanie ich utrzymać. Jest to szczególnie trudne dla starszych wdów, bo przecież „starych drzew się nie przesadza”. W domach pozostają emocje i wspomnienia. Zmiana miejsca zamieszkania jest więc dodatkową traumą.

Ku normalności

– Wdowieństwo nie sprawia, że człowiek staje się kimś zupełnie innym. Kobieta owdowiała jest nadal tą samą osobą, którą była przed śmiercią męża. Jest kompletna i godna szacunku – mówi ks. Szychowski. – Jeśli takie osoby szukają pomocy, to bardziej po to, by poradzić sobie z żałobą, nauczyć się życia w nowej sytuacji, szukać odpowiedzi na pytanie: „Jak moje życie ma teraz wyglądać?”. W tym często najlepszym wsparciem okazują się inne wdowy.

– Jak nas traktować? Przede wszystkim nie użalać się nad nami i nie mówić: „Jak ty teraz sobie poradzisz”, „Teraz będziesz miała spokój” czy „W końcu sobie pożyjesz”. Nie doradzać, bo każda rada jest obciążona naszą perspektywą – mówi pani Irena, która prowadzi grupę wsparcia dla wdów w internecie. Takich grup jest bardzo wiele. – Raczej wspierać, proponować ewentualną pomoc, zapraszać, pojechać wspólnie na cmentarz czy obejrzeć razem serial. Nie trzeba od nas uciekać czy wygadywać nieprzyjemne bzdury.

Według pani Joanny pomocne mogłyby być wspólnoty rodzin przy parafiach (ale nie o charakterze formacyjnym), otwarte na wszystkich, także na rodziny z różnych powodów niepełne. – Również na te, które są z dala od Kościoła. W dobrym, przyjaznym środowisku rodziny z problemami mogłyby się „ogrzać” i wzmocnić. Miałyby z kim wyjechać na wakacje, wybrać się na wyprawę w góry, pomajsterkować czy nauczyć się naprawiać rower.

Bywa jednak, że to za mało. Szczególnie gdy z powodu trosk i samotności pojawiają się problemy ze zdrowiem psychicznym, np. depresja. – Dobrze, gdy otoczenie potrafi delikatnie wspomóc leczenie lub je zaproponować. Nie zawsze czas leczy rany. Czasem pomoc specjalisty jest konieczna – twierdzi dr Zalewska. Według psycholog ważne jest, by wdowę subtelnie i z życzliwością namawiać do angażowania się w różne akcje, społeczną działalność czy np. zapisanie się na uniwersytet trzeciego wieku. – Nie pozostawiajmy jej samej. A jeśli zauważymy objawy depresji, próbujmy nakłonić ją do wizyty u specjalisty. Najważniejsze jednak, by próbować otwierać ją na życie, a nie zamykać.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama