GN 48/2020 Archiwum

Liderzy bez odpowiedzialności?

Choć liderki protestów aborcyjnych próbują umywać ręce od obecnej na demonstracjach agresji, tłumacząc ją emocjami, to właśnie rolą liderów jest kierowanie emocjami tłumu, któremu się przewodzi. Zresztą nie tylko w przypadku obecnych protestów.

Drodzy katolicy, na razie jest tak, że macie szansę sprzeciwić się swojemu Kościołowi. Na razie jest tak, że bierzecie udział w tym, co się dzieje, bierzecie udział w tych obrzydliwościach, które Kościół wyprawia, i to jest ostatnie ostrzeżenie, bo to wy powinniście się buntować. Wasze wspólnoty, wy, zaangażowani w życie Kościoła - powiedziała na antenie Radia Zet Marta Lempart, jedna z liderek Ogólnopolskiego Strajku Kobiet. 

Na pytanie dziennikarki Beaty Lubeckiej, co to znaczy "ostatnie ostrzeżenie", Lempart sugeruje, że protestujący są maksymalnie wkurzeni i ta emocja może zostać ukierunkowana na zwykłych wierzących. Liderka protestu przez całą rozmowę prowadzi narrację, w której stara się zrzucić z siebie jakąkolwiek odpowiedzialność za ewentualne skutki agresji. Wszystkiemu winien jest Jarosław Kaczyński, Kościół i emocje tłumu. Podobny przekaz (choć w łagodniejszej formie) można wyczuć w wypowiedziach posłanki Lewicy Joanny Scheuring-Wielgus, która była gościem wtorkowej Porannej Rozmowy w RMF-FM.

Tymczasem jest dokładnie odwrotnie. To liderzy ruchów ponoszą odpowiedzialność przede wszystkim za nadawanie kierunku działań i wzmacnianiu lub tonowaniu emocji tych, którym przewodzą. A agresywne hasła i wypowiedzi (jak choćby ta z rozmowy w Radiu Zet) dodatkowo te emocje rozgrzewają. Niezależnie od tego, czy są politykami, biskupami czy koordynatorkami Strajku Kobiet. Czy podsycając w ten sposób emocje, wezmą na siebie odpowiedzialność, jeśli dojdzie do tragedii?

W tłumie łatwo dać się ponieść emocjom, niezależnie, czy to tłum kibiców na meczu, czy demonstrantów w czasie protestu. Za nadawanie kierunku tym emocjom odpowiada lider. Właśnie na tym polega ta rola. O ile można zrozumieć, że orzeczenie wydane przez TK u szczytu epidemii te emocje wzmocniło (bo sprawia wrażenie, że moment jego ogłoszenia miał uniemożliwić protesty), o tyle już podsycania agresji usprawiedliwić nie można. Fakt, że od lat żyjemy w społeczeństwie, w którym wielu przedstawicieli obu stron światopoglądowego sporu zatraciło zdolność do debaty i bazuje na rozgrzewaniu emocji do czerwoności, tego nie zmienia. Czy w tym nakręcaniu sytuacja jest czarno-biała? Oczywiście, że nie. Wypowiedzi niektórych liderów środowisk konserwatywnych w odniesieniu do osób nieheteroseksualnych działają jak dolewanie oliwy do ognia. I oni też ponoszą odpowiedzialność za reakcje tych, dla których są autorytetami. Ale nie jest tak, że można nimi wszystko usprawiedliwić, np agresję w czasie obecnych protestów. Nienawiść rodzi nienawiść. Agresja rodzi agresję. I tak w kółko, a każde kolejne okrążenie pokonujemy z coraz wyższą prędkością. Kto się uczył fizyki i pamięta o istnieniu siły odśrodkowej, ten wie, że rozpędzając się po okręgu coraz bardziej, w końcu z niego wypadniemy.

Obalając średniowiecze, można "stworzyć" renesans, ale można też wrócić do epoki koczowniczych Hunów.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wojciech Teister

Redaktor serwisu internetowego gosc.pl

Dziennikarz, teolog. Uwielbia góry w każdej postaci, szczególnie zaś Tatry w zimowej szacie. Interesuje się historią, teologią, literaturą fantastyczną i średniowieczną oraz muzyką filmową. W wolnych chwilach tropi ślady Bilba Bagginsa w Beskidach i Tatrach. Jego obszar specjalizacji to teologia, historia, tematyka górska.

Kontakt:
wojciech.teister@gosc.pl
Więcej artykułów Wojciecha Teistera

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także