GN 48/2020 Archiwum

Dziczejemy?

Co działo się rok temu, gdy umierał człowiek? Były kondolencje i smutek.

Również na portalach społecznościowych, gdzie dominowały „smutne emotki”. Może to było słabe pocieszenie i dość w sumie prymitywny sposób okazywania emocji, współczucia i kondolencji. Ale jednak było. I wskazywało, że jesteśmy, współodczuwamy. Myślimy i czujemy. Jesteśmy ludźmi.

Co dzieje się teraz? Ano nie dzieje się dobrze. Ani z sercami, ani z umysłami. Wydaje się, że oprócz koronawirusa szerzy się znieczulica i zdziczenie. Dlaczego pod każdą informacją o tym, że ludzie chorują i umierają, pojawiają się wredne komentarze i jeszcze głupsze „uśmiechnięte” emotikony? Czy naprawdę, nawet jeśli się nie wierzy w koronawirusa, nie obowiązują jakieś standardy kultury i odrobina empatii chociażby w stosunku do rodzin w żałobie? Dlaczego pozwalamy sobie coraz częściej na przekraczanie granic dobrego smaku, elementarnej delikatności i taktu?

Wyobraźmy sobie taką sytuację: podawane są dane dotyczące zmarłych na choroby onkologiczne. I co? Ktoś pozwoli sobie na internetowe wybuchy radości i głupie docinki? Śmierć jest zawsze dramatem. Ciszej nad tymi trumnami, których będzie coraz więcej. Nie wiesz, co napisać? To nie pisz nic. Majestat śmierci, dramat choroby to nigdy nie są powody do głupich docinków i prześmiewczych komentarzy. Niezależnie od tego, kogo dotyczą. Naprawdę trzeba to przypominać? Trzeba...

Można zachorować na COVID-19. Można wirusa pokonać. Jednak bez otrzeźwienia, zbiorowej pokory i przypomnienia sobie oraz innym elementarnych zasad medycyna stanie się bezradna. Zabije nas, jako społeczeństwo, zbiorowe zdziczenie.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama