Nowy numer 48/2020 Archiwum

Smaki wiary w Afryce

Ojciec Maciej Jaworski zaprasza nas do afrykańskiego stołu. Może nie jest on pięknie rzeźbiony ani suto zastawiony, ale bardzo pożywny i pełen wyrazistych smaków wiary.

Czarny Ląd nie jest kontynentem wyrafinowanej kuchni, nie jest też jednak kontynentem bez smaku. Wręcz przeciwnie – Afryka ma wyrazisty posmak głębokich doświadczeń Boga, pozwalających odkryć smaki wiary, których wcześniej nie znaliśmy. Nawet jeśli przybyło się tam, „by stawiać krzyż Chrystusa na krańcach ziemi, by trudząc się, przelewać krople potu i łez”. Taki zamiar miał o. Maciej Jaworski posługujący w Rwandzie i Burundi. Źródła jego powołania do Karmelu ukryte są nieopodal Przełęczy pod Chłopkiem, gdzie ręka przypadkowo spotkanego w schronisku nad Morskim Okiem towarzysza wspinaczki uratowała go przed upadkiem w przepaść. Źródła powołania misyjnego odnalazł zaś przy sprzątaniu muzeum misyjnego w Czernej. Od 1993 r. w Karmelu, od 2000 r. w kapłaństwie, od 2006 r. w Afryce. Za jego misję w misji można uznać dokumentowanie świadectw wiary spotkanych ludzi, którzy stają się dla niego opatrznościowymi misjonarzami. – Maciej potrafi zajrzeć tam, gdzie żadna kamera nie ma dostępu, i dociera do najdalszych zakątków, do których żaden dziennikarz nie dotrze – podkreśla ks. Andrzej Kreft, który współpracuje z karmelitami, organizując wolontariuszy i fundusze na rozwój ich misji w rwandyjskiej Gahundze, wciąż gojącej rany po tragedii ludobójstwa.

Misjonarz, zaangażowany głównie w pracę formacyjną i głoszenie rekolekcji (a także twórca jedynej pustelni w Rwandzie, w której miejsca na indywidualne rekolekcje trzeba rezerwować z wielomiesięcznym wyprzedzeniem), w wolnych chwilach odkrywa kolejne afrykańskie kraje, przemieszczając się lokalnymi środkami komunikacji, by być bliżej ludzi. Jest bacznym obserwatorem, który doskonale potrafi słuchać. Nie zatrzymuje tych opowieści dla siebie, tylko dzieli się nimi z innymi. Stąd po „Wierzyć w nurcie Nilu” i „Kolorach ziemi” jego kolejna pasjonująca książka – „Smak wiary”. Opowiada w niej o ludziach wiary, mężnych świadkach Chrystusa, mieszkających w Rwandzie, Burundi i Republice Południowej Afryki.

– Przemierzając Afrykę, spotkałem wiele smaków, z kolei słuchając ludzi tu żyjących, zapragnąłem zasiąść z nimi do wspólnego stołu. Nie tylko po to, by poczęstować ich własnymi smakami czerniny czy czerwonych buraczków, i nie tylko po to, by wsmakować się w ich zakąski, ale by po prostu dzielić wspólny stół. By stać się braćmi – podkreśla misjonarz. Wyznaje, że radością jest dla niego to, iż w afrykańskim Kościele mógł poznać smaki, których wcześniej nie znał. – To, że przyjęto mnie do wspólnoty stołu, traktuję jako jedną z największych łask mego życia – wyznaje. W swej książce prowadzi od bezsmakowego rytualizmu, przez zwykły smak codzienności, aż po pikantną wiarę heroicznego świadectwa.

Nowe życie ateisty

Zaczęło się od wizytówki, jaką wręczył misjonarzowi znany lokalny przedsiębiorca. Były na niej czerwone róże i wizerunek dobrze znanej karmelicie Teresy od Dzieciątka Jezus. Athanase urodził się w 1944 r. w gorliwej rodzinie katolickiej należącej do pierwszego pokolenia chrześcijan w regionie. Rodzice posłali go do niższego seminarium, najbardziej elitarnej szkoły w regionie. Potem znalazł się w elicie elit, czyli na jedynej wyższej uczelni w kolonialnej rzeczywistości, jaką było wyższe seminarium duchowne. Kapłaństwo okazało się jednak marzeniem rodziców, a nie Athanasego. W czasie głębokich przemian społecznych zaangażował się w politykę, znajomości ze szkoły średniej otworzyły przed nim bramy kariery w administracji nowo powstającego państwa. Tak wierzący, ambitny i ciekawy świata Athanase wylądował w 1968 r. na szkoleniu w Moskwie, gdzie jak gąbka nasiąkał nowymi ideami socjalistycznymi i stawał się ateistą. Zrobił karierę polityczną. O Bogu nie pozwalała mu jednak zapomnieć głęboko wierząca żona Suzanne. Pewnego razu zawistni koledzy oskarżyli go o współudział w ludobójstwie. Bez oficjalnego wyroku trafił na długie lata do więzienia.

W tym samym czasie rwandyjska karmelitanka, która w czasie rzezi straciła całą rodzinę, przeżywa kryzys wiary. Nie wiedząc, co z sobą dalej robić, prosi Boga o znak. We śnie pojawia się św. Teresa z Lisieux i pyta, czy chce być jej uczennicą. Karmelitanka zaczyna „rozsypywać płatki róż” po całej Rwandzie, czyli drukować obrazki z wizerunkiem świętej i jej myślami tłumaczonymi na lokalny język. Te obrazki żona Athanasego zanosi mężowi do więzienia wraz z jedzeniem. Zaczyna się czas przemiany. Mężczyzna prosi o książkę o tej młodej dziewczynie z kokiem. Po lekturze upadły człowiek sukcesu zaczyna wątpić w moc swojej niewiary. Niesłusznie skazany więzień bez perspektyw znów uwierzył, że Bóg istnieje, a dziecięce zaufanie młodej karmelitanki skruszyło jego pychę. – Dotknęła mnie ta maleńkość, w której odnalazła spełnienie – wyznał misjonarzowi. Po 30 latach ateizmu poprosił o spowiedź. – Założyłem chór więzienny i krąg modlitewny św. Teresy od Jezusa, zaczęliśmy posługiwać najsłabszym pośród więźniów. O dziwo, cały nasz krąg, wkrótce po nawróceniu, został nagle uwolniony. Rozpocząłem nowe życie – opowiada Athanase. Założył biuro ekspertyz budowlanych. Złośliwi konkurenci nazywają go „Jezuskiem”, ponieważ nie chce brać łapówek i zamiast skupiać się na zarabianiu pieniędzy, pomaga potrzebującym.

Podobnych opowieści ojciec Jaworski zna mnóstwo. Takich jak historia prekursorki objawień Maryjnych w Kibeho (jedynych w Afryce oficjalnie uznanych przez Kościół) czy pierwszych rwandyjskich kapłanów, którzy trafili do seminarium zaraz po chrzcie, albo biskupa wizjonera, który od początku stawiał nie tylko na zagranicznych misjonarzy, ale rozwijał też lokalną wersję życia zakonnego.

Bezdomni Pigmeje

Misjonarz fascynująco opowiada o wyzwaniach związanych z głoszeniem Ewangelii Pigmejom, najbardziej dyskryminowanym mieszkańcom Afryki, których wyniszcza cywilizacja wkraczająca na zamieszkane przez nich tereny. „Las był naszym ojcem i matką, dawał nam wszystko: jedzenie, schronienie, ciepło. A my jesteśmy dziećmi lasu, kiedy ten znika, my giniemy” – lubią mawiać o swej utraconej tożsamości Pigmeje. – Do lasu wkroczyły maszyny, pieniądze i zniszczenie. Dom zawalił się na głowę, dla miejscowych stał się pustoszejącą, okradaną hurtownią dóbr dla przechodniów – podkreśla misjonarz, którego Pigmeje traktują jak troszczącego się o nich ojca. – Lasy i parki, bez swych prastarych gospodarzy, stały się muzeum dla turystów. Po swym utraconym królestwie Pigmeje mają prawo oprowadzić innych, ale już nie mogą w nim mieszkać. Tracąc las, utracili swój świat, zostali odcięci od tlenu, są bezdomni – zauważa misjonarz.

Głoszenie im Ewangelii wciąż jest trudne, ponieważ mimo wysiłków misjonarzy lokalni księża widzą w nich gorszy gatunek człowieka i nie chcą z nimi pracować. – Jeszcze kilka lat temu ludzie tłukli talerze, na których Pigmej zjadł posiłek – opowiadali o. Jaworskiemu miejscowi karmelici. Wtedy dopiero zrozumiał, jak trudno jest zmienić mentalność i dlaczego dziwili się, gdy w klasztorze organizował sesję dla liderów pigmejskich wiosek. Niektórzy bracia, nie kryjąc konsternacji, dopytywali, czy ci goście będą też jeść w zakonnym refektarzu. – „Tak” – odpowiedziałem i dorzuciłem prowokacyjnie: „A wy będziecie po nich zmywać, ze względu na napięty program sesji”. Zapadła cisza. Teraz rozumiem ją lepiej, gdyż wytłumaczono mi, jak daleko jeszcze jesteśmy od wspólnego stołu, do którego muszą dorastać obie strony – wyznaje ojciec Jaworski.

Karmel w sercu Afryki

Misjonarz, który doprowadził do nadzwyczajnej peregrynacji relikwii św. Teresy od Dzieciątka Jezus po Rwandzie i Burundi, wskazuje, że uświadomiło mu to, jak znacząca jest obecność Karmelu w sercu Afryki. Wszystko zaczęło się dzięki polskim karmelitom pół wieku temu w burundyjskiej wiosce Mpinga – ta nazwa w miejscowym języku kirundi oznacza miejsce spotkania z Panem na wysokim wzgórzu. Wcześniej Ojcowie Biali propagowali na tych terenach szkaplerz i Różaniec. Pierwsza karawana misyjna dotarła do ówczesnego Królestwa Urundi 16 lipca 1896 r., czyli we wspomnienie Matki Bożej z Góry Karmel. Pierwszych misjonarzy wymordowano, ale przybyli kolejni. Masowe nawrócenia na chrześcijaństwo w tym regionie wyraźnie związane są z okresem popularności Teresy w Kościele, czyli latami 20. i 30. ub. wieku. – W czasie ostatniej pielgrzymki przyjechała ona zebrać owoce pierwszej ewangelizacji. Jednocześnie ukazała perspektywy koniecznego drugiego etapu – okresu pogłębienia przyjętej wiary – podkreśla ojciec Jaworski. By, jak mawiała patronka misji, Jezus był jeszcze bardziej znany i kochany, by był ukochany miłością, która ofiaruje wszystko i siebie samego. Stąd zaproszenie karmelitańskiego misjonarza: „Jeśli masz smak, zapraszam – zasiądź, są jeszcze wolne miejsca przy wspólnym stole wiary”.

Maciej Jaworski OCD
Smak wiary
Wydawnictwo Karmelitów Bosych 
Kraków 2020
ss. 230

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama