Nowy numer 43/2020 Archiwum

Bóg jest potężny w mocy swej

Po dwóch godzinach nastąpił silny atak bólu głowy. Stwierdzono, że mam w głowie krwiaka. Lekarze wprowadzili mnie w stan śpiączki farmakologicznej. Nie miałam żadnej świadomości co się ze mną dzieje.

Chcę podzielić się z Wami moim świadectwem.

Wszystko co tu napiszę, jest na chwałę Boga w Trójcy Jedynego i Maryi, zawsze Dziewicy. To, o czym chcę napisać, jest dowodem na to, że tylko dzięki mocy i łasce Pana Jezusa, można przejść przez doświadczenie choroby uznanej przez najwyższe autorytety medyczne za beznadziejną i po ludzku nieuleczalną.

W lutym 2019 r. wróciłam z pielgrzymki z Meksyku, będąc na tej pielgrzymce, czułam się trochę nie komfortowo, bolała mnie głowa, kręgosłup i miałam silne zatrucie pokarmowe. Zaraz w pierwszym dniu będąc w Bazylice Matki Bożej w Guadalupe, poprosiłam Maryję aby okryła mnie swoim pięknym płaszczem i zaopiekowała się mną na tej pielgrzymce, aby nic złego mi się nie przydarzyło. I tak się stało, wróciłam do domu cała i zdrowa.

Po dwóch godzinach nastąpił silny atak głowy. Stwierdzono, że mam w głowie krwiaka. Po jego operacji, wystąpił lewostronny udar mózgu. Miałam zaburzenie świadomości i byłam w bardzo ciężkim stanie. Jakby tego było mało, pojawił się następny krwiak, odma płuc i niewydolność oddechowa. Lekarze wprowadzili mnie w stan śpiączki farmakologicznej, w której trwałam dwa tygodnie. Mój organizm był bardzo wycieńczony i z tego okresu nie pamiętam nic. Nie miałam żadnej świadomości co się ze mną dzieje. Leczący mnie specjaliści oznajmili moim najbliższym, że jeśli nawet przeżyję, to i tak będę do końca życia rośliną.

Z opowiadań mojej rodziny i przyjaciół wiem, że w tym czasie modliło się za mnie wielu ludzi. Moje siostry i bracia ze Wspólnoty Wieczernik Miłosierdzia, działającej przy Parafii Bożego Miłosierdzia w Nidzicy, ksiądz Andrzej Midura, moi przyjaciele z dawnej parafii w Muszakach i jej proboszcz oraz ci, których poznałam podczas pielgrzymki do Meksyku i inni ludzie, o których być może nawet nie wiem. W mojej intencji były odprawiane Msze Święte, modlitwy, Jerycho Różańcowe. Wiele osób podejmowało post, ofiarując go Bogu za moje uzdrowienie. Wtedy, gdy ja tkwiłam na granicy życia i śmierci, niczego nie czując i nie mając żadnej świadomości, trwał szturm modlitewny do nieba, szturm miłości, który został przyjęty przez Pana, i teraz mogę chwalić Boga i opowiadać jego cuda.

Po dwóch tygodniach śpiączki i niebytu, obudziłam się i wcale nie byłam rośliną. Bóg wrócił mnie do życia, tak jak kiedyś wskrzesił Łazarza, córkę Jaira, młodzieńca z Nain, sługę setnika. Tak jak leczył trędowatych, paralityków i tych wszystkich, dla których po ludzku nie było nadziei.

Przechodziłam rehabilitację i powoli dochodziłam do siebie. Moje siostry z Diakonii Uwielbienia Flagami odłożyły moją flagę, wierząc, że przyjdzie chwila, w której będę na tyle zdrowa, aby znowu uwielbiać nią Boga. Tak się też stało z woli Boga Wszechmogącego. To On jest Panem, który ma władzę nad śmiercią, chorobą i życiem. Wysłuchuje tych, którzy proszą z wiarą i wytrwałością.

Kiedy zastanawiam się, dlaczego tak się potoczyło moje życie, że przyszła nieoczekiwanie ciężka choroba, cierpienie moje, całej rodziny i przyjaciół, to nasuwa mi się tylko jedna odpowiedź: Po to, żebym teraz mogła powiedzieć, że "Nasz Bóg jest potężny w mocy swej", a szczera, wytrwała modlitwa bliźnich zanoszona do Niego z miłości do cierpiącego człowieka, jest właśnie wiarą, która przenosi góry i która wzrusza Serce Pana. Bóg, który sam jest miłością, pokazał mi moc miłości ludzi, którzy wbrew beznadziejnej diagnozie, nie przestawali się modlić. Taka jest wola Boża, abym o tym mówiła, dając świadectwo dziękczynne, a jednocześnie nadzieję i umocnienie dla innych cierpiących ludzi.

Niedawno, już w czasie pandemii w tym roku, Bóg dał mi kolejną łaskę zabezpieczenia krwiaka, o którym zaraz napiszę. Dzień operacji to święto objawień Matki Boskiej Fatimskiej (13 maja). Wiedziałam, że Maryja sama wybrała mi ten dzień, ponieważ na tą operację czekałam od listopada 2019 roku. Opiekowała się mną Mateczkę od samego początku, zabieg robił mi wspaniałego lekarza, którego nazwałam Aniołem i wspaniały personel medyczny. Sama okryła mnie swoim płaszczem turkusowym, gdzie wyraźnie widziałam kolor niebieski, który oznacza symbol Ducha Świętego, wody i łaski. Kolor zielony, odrodzenie i nowe życie. Łaska Boża i odrodzenie przynoszą uzdrowienie i sprawiają, że stajemy się nowym stworzeniem w Jezusie Chrystusie (2 Kor 5,17). Czułam jakby całe niebo wzięło mnie w ramiona, miałem wrażenie, że za chwilę umrę ze szczęścia.

Bogu i Maryi niech będzie chwała i dziękczynienie za łaskę, jaką stała się moim udziałem. Każdego dnia dziękuję Bogu za cud życia. Niech dobry Bóg hojnie wynagrodzi wszystkim, za ich miłość, modlitwę za mnie i wiarę. Chwała niech będzie Bogu Najwyższemu i Maryi, Amen!!!

Grażyna

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama