Nowy numer 48/2020 Archiwum

Legalizacja nieformalnego związku

Nawiązanie relacji dyplomatycznych między Izraelem a ZEA jest ważnym i symbolicznym wydarzeniem. Kiedyś byłoby zwiastunem odprężenia na Bliskim Wschodzie, obecnie jednak to znak zaostrzającej się rywalizacji w tej części świata.

Prezydent USA Donald Trump, premier Izraela Binjamin Netanjahu i następca tronu Zjednoczonych Emiratów Arabskich szejk Mohammed Bin Zayed Al Nahyan 13 sierpnia przedstawili wspólne oświadczenie o „pełnej normalizacji relacji między Izraelem a Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi”. Trump nazwał to „historyczną chwilą” i dodał: „Wszyscy mówili, że to niemożliwe do osiągnięcia”. ZEA to dopiero trzeci kraj arabski (po Egipcie i Jordanii), który nawiązuje stosunki dyplomatyczne z Izraelem. Przedstawiciele administracji Trumpa i Bin Zayeda akcentują znaczenie porozumienia dla pokoju na Bliskim Wschodzie; ceną za zgodę ZEA na podpisanie traktatu było „zawieszenie” aneksji Zachodniego Brzegu Jordanu. Sami Palestyńczycy mają odwrotne zdanie – mówią o „zdradzie” i przyzwoleniu na okupację ich terenów przez Izrael. Netanjahu także pomniejsza palestyński aspekt porozumienia, mówiąc o tym, że aneksja została tylko odłożona w czasie.

Podpisywanie aktów nawiązania przez Izrael stosunków dyplomatycznych z państwami arabskimi stanowiło wcześniej przełomowe momenty na Bliskim Wschodzie. Tym razem porozumienie jest skierowane głównie na uzyskanie przez jego sygnatariuszy doraźnych korzyści i stanowi tylko potwierdzenie bliskowschodniego trendu – zaostrzającej się rywalizacji między Iranem a koalicją wrogich mu krajów.

Historyczny układ – doraźne korzyści

Wbrew deklaracjom amerykańskiego prezydenta o doniosłości tego wydarzenia i słowom doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego USA Roberta O’Briena, że Trump „powinien stać się głównym kandydatem do pokojowej Nagrody Nobla”, trzy kraje zaangażowane w porozumienie zawarły je z myślą o konkretnych interesach.

Donald Trump przygotowuje się do listopadowych wyborów. Sondaże zapowiadają porażkę, gospodarcza i epidemiczna sytuacja w kraju pozostaje bardzo trudna. Prezydent potrzebował więc spektakularnego sukcesu w polityce zagranicznej. Wcześniejsze wydarzenia – dwa szczyty dyplomatyczne z Kim Dżong Unem i ogłoszony w styczniu 2020 plan pokojowy dla Palestyny – nie przyniosły trwałych owoców ani międzynarodowego uznania dla wysiłków prezydenta USA. Tymczasem na razie za doprowadzenie do nawiązania stosunków między ZEA i Izraelem Trump zbiera liczne pochwały, między innymi ze strony Wielkiej Brytanii, Francji, Unii Europejskiej, a nawet od Joe Bidena, konkurenta w wyścigu do prezydentury. Jak często bywa za kadencji Trumpa, przy okazji Amerykanom udało się też załatwić intratny kontrakt, o czym będzie mowa za chwilę.

Binjamin Netanjahu również nie miał ostatnio dobrej passy. Trzy razy w wyborach parlamentarnych w latach 2019–2020 nie udało mu się zebrać większości w Knesecie i ostatecznie jego Likud przystąpił do rządu jedności narodowej z największym rywalem – koalicją Niebiesko-Biali. Zgodnie z umową Netanjahu pozostanie na stanowisku premiera do października 2021, a potem zmieni go lider koalicjanta – Beni Ganc. Szef rządu dalej musi się mierzyć z trwającym śledztwem w sprawie korupcji oraz z rekordowo niskimi wskaźnikami poparcia społecznego z powodu nieskutecznej walki z koronawirusem. Po początkowym sukcesie i znacznym spadku zachorowań w maju od końca czerwca liczba infekcji przyspieszyła i rząd musiał przywrócić znaczną część ograniczeń pogłębiających kryzys w gospodarce. Nawiązanie stosunków dyplomatycznych z Emiratami przenosi uwagę opinii publicznej na ulubiony obszar Netanjahu – bezpieczeństwo narodowe, gdzie wciąż może pochwalić się osiągnięciami. Sukces jest tym większy, że uzyskany kosztem minimalnych ustępstw. Przez dekady państwa arabskie uzależniały uznanie Izraela od kwestii palestyńskiej. W 2002 r. saudyjski następca tronu Abdullah przedstawił koncepcję, popartą przez wszystkie kraje arabskie, wiążącą nawiązanie relacji z Izraelem z uznaniem przez niego niepodległej Palestyny. 18 lat później Emiraty podpisują porozumienie, zadowalając się deklaracją Netanjahu o wstrzymaniu aneksji Zachodniego Brzegu Jordanu. De facto oznacza to zgodę na jego okupację. Śladem Emiratów mają wkrótce podążyć kolejne kraje muzułmańskie. Jak deklaruje Izrael, do nawiązania relacji dyplomatycznych szykują się także Oman, Bahrajn i Sudan, pomyślnie rozwijają się relacje z niegdyś nieprzejednanym wrogiem – Arabią Saudyjską.

Szejk Bin Zayed liczy z kolei na gospodarcze i militarne zyski z traktatu. Emiraty pielęgnują wizerunek tolerancyjnego i otwartego na świat centrum Zatoki Perskiej, ale jednocześnie prowadzą agresywną politykę zagraniczną. Są uwikłane w konflikty zbrojne w Libii i Jemenie, wraz z Arabią Saudyjską znajdują się w stanie zimnej wojny z Iranem. Współpraca z Izraelem, najwyżej rozwiniętym technologicznie krajem tej części świata, który regularnie prowadzi ataki na irańskie terytorium, wzmacnia pozycję ZEA w rywalizacji z krajem ajatollahów. Co więcej, po nawiązaniu oficjalnych kontaktów z Izraelem zniesiona została amerykańska blokada na sprzedaż do Emiratów myśliwców F-35. USA dobiły więc kolejnego wielomiliardowego targu, a ZEA zyskają najnowocześniejsze samoloty. Szejk Bin Zayed spieszy się z ulepszaniem arsenału, ponieważ 18 października wygasa oenzetowskie embargo na sprzedaż broni do Iranu. Teheran prowadzi zaawansowane rozmowy z Rosją i Chinami w sprawie dużych zakupów. Już wkrótce jego pozycja w bliskowschodnim wyścigu zbrojeń ulegnie wzmocnieniu, tymczasem w irańskich mediach pojawiły się groźby, że po nawiązaniu współpracy z Izraelem ZEA staną się „uzasadnionym celem ataku” Iranu.

O Palestynie bez Palestyny

Stany Zjednoczone i Zjednoczone Emiraty Arabskie nazywają umowę z 13 sierpnia „porozumieniem pokojowym”, co zresztą przyjęła większość społeczności międzynarodowej. Ceną za nawiązanie relacji dyplomatycznych jest rezygnacja Izraela z aneksji palestyńskich ziem na Zachodnim Brzegu Jordanu. Minister spraw zagranicznych ZEA Anwar Gargash mówił o „rozbrojeniu tykającej bomby”. Palestyńczycy widzą sprawę inaczej i odwołali swojego ambasadora w Emiratach. Ich zdaniem układ Izrael–ZEA oznacza faktyczne uznanie okupacji palestyńskich ziem na Zachodnim Brzegu Jordanu – i zgodę na rozbudowę tam izraelskich osiedli. Izrael po raz pierwszy skutecznie uniezależnił relacje z krajami arabskimi od sprawy palestyńskiej. Co więcej, nawet kwestia inkorporacji nie jest jednoznaczna. Władze Emiratów chwalą się „zatrzymaniem aneksji”, ale premier Netanjahu mówi tylko o jej „odsunięciu w czasie”. Stany Zjednoczone zajęły niejasne stanowisko. Jared Kushner, główny architekt bliskowschodniej polityki w administracji Trumpa, na konferencji prasowej po podpisaniu porozumienia kluczył: „Nie planujemy przez jakiś czas dać zgody na aneksję, (…) teraz skupiamy się na wcielaniu w życie tego porozumienia”.

Znamienne też, że w zawartym układzie ani razu nie pada określenie „Palestyna”. Kraj ten stopniowo traci podmiotowość na arenie międzynarodowej. 13 sierpnia Palestyńczycy wyszli na ulice, żeby zamanifestować złość na Izrael, USA i Emiraty, ale też na własny rząd, który nic nie wiedział o przygotowywanym traktacie. Losy Palestyny rysują się na najbliższe lata w czarnych barwach. W dobie polaryzacji Bliskiego Wschodu wokół konfliktu z Iranem, krachu na rynku naftowym i pandemii sprawa palestyńska odgrywa tak małą rolę, jak jeszcze nigdy w historii.

Napięcie rośnie

Współpraca między Izraelem a Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi nabiera tempa. 16 sierpnia podpisano pierwszą umowę o współpracy w dziedzinie medycyny. Dzień później uruchomiono bezpośrednią linię telefoniczną między ministrami spraw zagranicznych obu rządów. W Emiratach zakończono blokowanie izraelskich portali internetowych. Pełną parą idą przygotowania do uruchomienia bezpośredniego połączenia lotniczego i otwarcia ambasad.

Rywalizujące ze sobą stronnictwa zwierają szeregi. Uznanie dyplomatyczne zacieśni dotychczas nieformalną współpracę Izraela z ZEA, które wraz z Arabią Saudyjską i USA stanowią trzon antyirańskiej koalicji. Z kolei Iran, w ostatnich miesiącach powściągliwy względem izraelskich ataków, jesienią, po zniesieniu embarga na zakup broni, może przejść do bardziej agresywnych działań. Sytuację podgrzewa jeszcze Turcja. Recep Erdoğan stara się wejść w rolę głównego politycznego orędownika Palestyńczyków i grozi zawieszeniem stosunków z Emiratami. Choć wielu nazywa podpisaną 13 sierpnia umowę traktatem pokojowym, faktycznie tylko zaostrza ona napięcie na Bliskim Wschodzie. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama