Nowy numer 47/2020 Archiwum

Białoruś Rosją już nie będzie

O źródłach zrywu na Białorusi oraz perspektywach powstania wolnego państwa mówi założycielka i dyrektor stacji telewizyjnej Biełsat TV Agnieszka Romaszewska-Guzy.

Bogumił Łoziński: Białoruś się obudziła! – ogłosiła liderka białoruskiej opozycji Swiatłana Cichanouska. Rzeczywiście tak jest?

Agnieszka Romaszewska-Guzy: Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że Białoruś się obudziła i już nigdy nie będzie taka sama. Chcąc nie chcąc, przyczynił się do tego sam Łukaszenka, brutalnie tłumiąc protesty. W różnych miejscach Białorusi ludzie byli metodycznie katowani. Stwierdzenie to nie jest żadną przesadą, dziesiątki osób wskutek bicia są sine od stóp do głów. To, co się działo w areszcie przy ulicy Akrestsina w Mińsku, gdzie przywożono demonstrantów, nas, ludzi mających doświadczenie z czasów komunistycznych, wbiło w ziemię. Nie widziałam, aby polskie ZOMO biło masowo kobiety, a tam także to było praktykowane.

Alaksandr Łukaszenka jest dyktatorem od 26 lat, wiele razy fałszował wybory, jednak dopiero po ostatnich doszło do tak mocnych protestów. Dlaczego?

Ruchy społeczne mają swoją dynamikę. Zmiany nie zachodzą z dnia na dzień, nigdy nie wiadomo, kiedy nastąpi wybuch. Gdy wiele lat temu pytano mnie, czy Białorusini kochają Łukaszenkę, odpowiadałam, że nie, że być może tak się nam wydaje. Jednak przez lata nie dawali swojemu niezadowoleniu wyrazu, aż wreszcie nastąpiła detonacja.

Jakie są przyczyny tego narastającego niezadowolenia? Problemy ekonomiczne, zlekceważenie przez Łukaszenkę koronawirusa, świadomość, jak żyje się w krajach zachodnich?

Przede wszystkim mocno zawaliły się podstawy ekonomiczne. Tam był system nędznej równowagi. Ludzie nie dostawali dużo, ale jednak mieli pewne bezpieczeństwo. W czasach, gdy na Ukrainie nie było w ogóle dróg albo były dziurawe, na sąsiedniej Białorusi były piękne. Jeździło po nich mało samochodów, ale jeździły. Co prawda pensje były nieduże, emerytury mikroskopijne, ale jednak pomoc społeczna do każdego staruszka do domu przyszła i pomogła mu pozmywać czy zrobić zakupy. Sama to obserwowałam. To poczucie pewności, że co prawda jest biednie, ale jakoś jest, ten system trzymało. Jednak w pewnym momencie to się zawaliło, gwałtownie zaczęły rosnąć ceny usług komunalnych, także artykułów w sklepach. Obecnie tam ceny są polskie albo trochę wyższe, a płace o wiele niższe. Jak ktoś zarabia 500 dolarów, to uważa się, że ma superpensję. Białorusinom opłaca się przywozić np. proszek do prania kupiony w Polsce.

Do kryzysu ekonomicznego doszedł jeszcze inny czynnik, związany ze sposobem rządzenia. Każdy system dyktatorski wyradza się. Zgnilizna idzie od góry, każdy czuje się dyktatorem. Jest dyktator na cały kraj, a każdy odpowiedni naczelnik chce się czuć dyktatorem u siebie i nie szanuje ludzi, utrudnia im wszystko jak może. Urzędnik na Białorusi był nie do pokonania. W efekcie nie dało się w takim systemie żyć. Stąd hasłem Cichanouskiej stało się uczynienie z Białorusi „kraju do życia”.

Bardzo ważnym aspektem tego zrywu, dla mnie najbardziej tajemniczym, jest rozbudzenie narodowe, czego wyrazem było morze biało-czerwono-białych flag na manifestacjach. Okazało się, że cała sowiecka operacja dokonana na białoruskiej duszy, jak przywrócenie sowieckiej symboliki, do końca nie zadziałała. Nagle, nie wiadomo skąd, Białorusini wyciągnęli narodowe flagi.

Tożsamość narodowa Białorusinów bywa kwestionowana, tymczasem okazała się jednym z elementów buntu...

Mit, że Białorusini to tacy inni Rosjanie, jest nieprawdziwy. Możemy teraz obserwować, że ich tożsamość narodowa jest bardzo silna. Ona się tworzyła. Bardzo ważną rolę odgrywał tutaj sam fakt posiadania państwowości przez ostatnie dwadzieścia parę lat. Ludzie czują się Białorusinami, a nie Rosjanami, i wcale Rosjanami być nie chcą. Przy wszystkich podobieństwach wynikających z sowieckiego wychowania oni mentalnie różnią się od Rosjan.

Czym się różnią?

Na przykład stopniem agresji. Zawsze podkreślam fakt, że Białorusini to jeden z najbardziej pokojowych narodów w Europie. Oni mają w narodowym DNA niechęć do wojny. Na Nizinie Środkowoeuropejskiej od końca XVI w. niemal nieustannie trwały działania wojenne, armie przechodziły z zachodu na wschód, albo w odwrotnym kierunku, i zawsze cierpieli z tego powodu ludzie, którzy ten obszar zamieszkiwali, bo ich wioski palono, a dobra grabiono. Dlatego dla Białorusinów pokój to nie tylko jakieś sformułowanie, teoria. Oni mają bardzo silną świadomość, jak wielką jest on wartością.

Białorusini są narodem o wiele bardziej zamkniętym niż Rosjanie, są bardzo ostrożni, trudno się z nimi blisko poznać, zaprzyjaźnić. Jest to też naród pełen kompleksów. Dobrze ilustruje to wiersz białoruskiego pisarza Janka Kupały, odpowiednik polskiego utworu „Kim ty jesteś? Polak mały”. W ostatnim wersie jest pytanie: „Kim chcesz być?”, a chłopiec odpowiada: „Nie być bydłem”. To z powodu tych głębokich kompleksów bardzo trudno im wierzyć, że się uda.

A czy Swiatłanie Cichanouskiej się uda? Czy ma osobowość, kompetencje, aby poprowadzić Białorusinów do wolności?

Nie wiem, czy da radę. Na razie wygląda na to, że będzie to trudne. Jest kompletnie nieprzygotowana do tej roli. Rozmawiałam z nią w ubiegłym tygodniu, jest osobą z natury kulturalną, bardzo ostrożną, delikatną. Widzieliśmy jej konferencje, gdy musiała odpowiadać na pytania medialnych potęg: CNN, BBC, Sky News, o Rosję, o mocarstwa. Odpowiadała sama, a przecież nie ma odpowiednich kompetencji. To jest gigantyczne wyzwanie dla tej kobiety, a jednak ona próbuje mu sprostać.

Natomiast to, czy uda się doprowadzić do zmian, w dużym stopniu zależy od tego, czy Łukaszenka wygasi strajki. Na Białorusi nie ma tradycji strajków, to były obszary nieuprzemysłowione. Przemysł pojawił się w czasach Związku Sowieckiego, ale do strajków nie dochodziło. Dlatego niezwykle ważne jest, aby liderzy opozycji poszli do ludu, nawiązali bliską współpracę z robotnikami. Do tej pory reprezentanci opozycji byli bardziej zajęci dyskutowaniem między sobą. Gdy teraz lud się zbuntował, oni się zdziwili.

Jak widzi Pani rolę Rady Koordynacyjnej, która skupia opozycję?

Ważne jest, aby Rada Koordynacyjna tworzyła komitety strajkowe, międzyzakładowe, nawzajem się wspierające. Jej członkowie powinni też zacząć współpracować z organizacjami broniącymi praw człowieka typu Wiosna. Powinni zorganizować też pomoc dla pokrzywdzonych, których są setki.

Czy jest szansa, że Łukaszenka pójdzie na jakiś kompromis z opozycją?

Nie wygląda na to, aby miał zamiar porozumiewać się z kimkolwiek. Ponownie ma wsparcie w Putinie. W związku z tym próbuje przegrupować siły. Chyba zauważył, że straszliwa brutalność nie była dobrym pomysłem, i teraz zastanawia się, jak wziąć protestujących na przetrzymanie.

Rosja może zdecydować się na zbrojną interwencję?

Prawdopodobieństwo tego jest nikłe z trzech przyczyn. Interwencja Rosji na Białorusi nie jest w interesie Putina, gdyż spowodowałaby bardzo poważne sankcje, mocne zaniepokojenie Europy i zepsuła wszystko to, nad czym próbował pracować. Obłaskawianie Europy przez Moskwę zawaliłoby się. To nie byłoby dla Rosji korzystne, zwłaszcza że ciężko przeżyła ostatnie sankcje, choć się do tego nie przyznaje. Drugi powód nieinterweniowania ma charakter wewnętrzny. O ile Rosji udawało się bez większego trudu tłumaczyć, jacy okropni są Ukraińcy, bo to banderowcy i w ogóle, to wytłumaczenie, dlaczego Białorusini też są źli, będzie trudne. Oni mają dosyć dobrą opinię wśród Rosjan, którzy są do nich pozytywnie nastawieni, traktują ich po przyjacielsku. Wreszcie – wśród nacji wschodnioeuropejskich Białoruś jest postrzegana jako ostatni kraj, który jest prorosyjski. Jeśli Moskwa zainterweniuje, straci ostatni przyjacielsko nastawiony do siebie naród w tej części Europy. Dlatego duża interwencja militarna jest prawie niemożliwa.

Jak Pani ocenia postawę Unii Europejskiej wobec tego, co się dzieje na Białorusi? UE nie uznała wyników wyborów i zdecydowała o pomocy finansowej w wysokości 53 milionów euro.

Powiem może brutalnie: jak na garbatą, to miała całkiem proste plecy. Bardzo dobrze, że pogroziła palcem Rosji, to jest ważne. Dobrze, że udało się zachować w sprawie Białorusi jedność, bo tu największym zagrożeniem jest wmieszanie się jakichś zewnętrznych sił. I to na tyle, jeśli chodzi o korzyści. Natomiast pomoc finansowa ma wymiar satyryczny. Jest oczywiste, że 50 mln euro przeznaczone na walkę z COVID-em w ogromnej przewadze, w dziewięciu dziesiątych, pójdzie do rąk władz na różnych poziomach. Niewielka część trafi do niezależnych organizacji, które coś robią w sprawie COVID-u. Pozostałe trzy miliony zostaną podzielone między pomoc dla represjonowanych i niezależne media.

Jakimi działaniami Unia Europejska mogłaby najbardziej pomóc w demokratycznych przemianach na Białorusi?

Niezależnie od tego, jaki mamy kryzys ekonomiczny, Unia Europejska jest bardzo bogatą instytucją, obejmującą bogatą część świata. W związku z tym, zamiast nagłaśniać swoje idiotyczne oświadczenia ideologiczne, mogłaby dać pieniądze, żeby ludzie rzeczywiście otrzymywali rzetelną informację, żeby rzeczywiście mogli budować społeczeństwo obywatelskie. Teraz, aby otrzymać grant z Zachodu, trzeba co roku wymyślać nowy projekt dostosowany do obowiązującej ideologii. Na przykład na badanie gender balance wśród pracowników jakiegoś zakładu można dostać duże pieniądze. Z całym szacunkiem dla kobiet, który mam, i dla ich równouprawnienia: czy obecnie jest to największy problem na Białorusi? Czy taki projekt będzie wzmacniać społeczeństwo obywatelskie? Nie. Aby wzmacniać społeczeństwo obywatelskie na Białorusi, trzeba dać pieniądze dla niezależnych mediów, dla organizacji obrony praw człowieka, które obecnie muszą zebrać dane o represjach z dziesiątków miejscowości. Następnie poszkodowanych trzeba leczyć, niektórym dać zapomogi. Na to wszystko potrzebne są pieniądze.

A jak ocenia Pani postawę polskiego rządu wobec Białorusi?

Polski rząd robi to, o czym mówiłam. Premier Mateusz Morawiecki zapowiedział przekazanie na wolne media i pomoc represjonowanym na Białorusi 50 milionów złotych, co na polskie możliwości jest sporą kwotą. Biełsat TV, która od 2007 r. dostarcza Białorusinom rzetelnych informacji, funkcjonuje dzięki polskiemu rządowi, a w tej chwili dzięki Telewizji Polskiej, która na nią płaci. Mimo to pracujemy w bardzo ciężkich warunkach i dla nas każde poważne wsparcie finansowe jest bardzo ważne.

Jak Pani widzi przyszłość Białorusi?

Mam przekonanie, że Białoruś Rosją już nie będzie, że stanie się niezależnym krajem. Mam nadzieję, że zaprzyjaźnionym z Polską. I myślę, że nastąpi to raczej wcześniej niż później, gdyż nie widzę szans dla Łukaszenki na długie następne lata rządzenia. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Bogumił Łoziński

Zastępca redaktora naczelnego „Gościa Niedzielnego”, kierownik działu „Polska”.
Pracował m.in. w Katolickiej Agencji Informacyjnej jako szef działu krajowego, oraz w „Dzienniku” jako dziennikarz i publicysta. Wyróżniony Medalem Pamiątkowym Prymasa Polski (2006) oraz tytułem Mecenas Polskiej Ekologii w X edycji Narodowego Konkursu Ekologicznego „Przyjaźni środowisku” (2009). Ma na swoim koncie dziesiątki wywiadów z polskimi hierarchami, a także z kard. Josephem Ratzingerem (2004) i prof. Leszkiem Kołakowskim (2008). Autor publikacji książkowych, m.in. bestelleru „Leksykon zakonów w Polsce”. Hobby: piłka nożna, lekkoatletyka, żeglarstwo. Jego obszar specjalizacji to tematyka religijna, światopoglądowa i historyczna, a także społeczno-polityczna i ekologiczna.

Kontakt:
bogumil.lozinski@gosc.pl
Więcej artykułów Bogumiła Łozińskiego

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także