Nowy numer 49/2020 Archiwum

Nadzieje i obawy

– Kończy się neobolszewicki okres w historii Białorusi – powiedział w kazaniu prawosławny metropolita Grodna abp Artemiusz. Wiele jednak wskazuje, że to nazbyt optymistyczna ocena.

Nie ustają protesty na Białorusi po wyborach prezydenckich, których wynik nie został uznany przez część społeczeństwa oraz wspólnotę międzynarodową. W ostatnią niedzielę w Mińsku i wielu innych miastach znów wyszły na ulice dziesiątki tysięcy ludzi, domagając się rozpisania nowych wyborów. Urzędujący prezydent Alaksandr Łukaszenka z opozycją nie zamierza negocjować. Zapowiada, że jeśli demonstracje nie ustaną, porządek w kraju przywróci wojsko.

Partner do dialogu

Po wyjeździe na Litwę Swiatłany Cichanouskiej, kandydatki w niedawnych wyborach prezydenckich, opozycja nie miała swojego lidera. Obecnie jednak powstała Rada Koordynacyjna, do której weszli przedstawiciele głównych sił opozycyjnych, tworzących wcześniej jej zaplecze. Jej członkiem jest m.in. Swiatłana Aleksijewicz, białoruska laureatka Nagrody Nobla w dziedzinie literatury. „Starą” opozycję reprezentuje m.in. znany obrońca praw człowieka Aleś Bialacki. W prezydium Rady są również współpracowniczka Cichanouskiej – Maryja Kalesnikawa oraz Siarhiej Dyleuski z mińskiej fabryki traktorów, a także Paweł Łatuszka – były dyrektor teatru narodowego i dyplomata. Ten dobór zdaje się wskazywać, że opozycja chce przedstawić społeczeństwu szerokie spektrum poglądów i postaw, a nie tylko polityków i twardych opozycjonistów. Łukaszenka z nimi rozmawiać jednak nie chce, a prokurator generalny wszczął wobec członków Rady śledztwo z paragrafu o próbę zamachu stanu.

Dwa wiece

Swoich wyborców mobilizuje także władza. Pouczającą lekcją było obserwowanie dwóch manifestacji, które prawie jednocześnie odbywały się w Homlu. Po jednej stronie stali przeważnie młodzi ludzie, z biało-czerwono-białymi flagami i Pogonią, raczej dobrze i modnie ubrani, śpiewający piosenki narodowe albo „Przełom”, nieoficjalny hymn opozycji, napisany przez rosyjskiego barda Wiktora Coja w czasie pieriestrojki. Po drugiej stronie demonstrowano pod czerwono-zielonymi oficjalnymi flagami Białorusi, nawiązującymi do symboliki z czasów sowieckich. Stali tam ludzie starsi, o zmęczonych, czasem przestraszonych twarzach, a oprawę muzyczną tworzył rosyjski pop. Opozycja i wspierający Łukaszenkę to są nie tylko różne obozy polityczne, ale i bardzo wyraźnie różniące się między sobą grupy społeczne. Na razie tolerują się wzajemnie, ale gdy ich ktoś podszczuje przeciwko sobie, mogą skoczyć sobie do gardeł. O tych podziałach z niepokojem mówił niedawno abp Tadeusz Kondrusiewicz, metropolita mińsko-mohylewski, oceniając sytuację w kraju.

Siły porządkowe po krwawych rozprawach z manifestantami w pierwszym tygodniu protestów obecnie zachowują się przyzwoicie. Napominają, ostrzegają, ale nie biją. Widać, że krytyka, jaka spotkała ich ze strony całego społeczeństwa, zrobiła na nich wrażenie. Zapewne niejeden z nich myśli o tym, co się stanie, jak władza jednak się zmieni. Świadomość możliwości tej zmiany studzi zapał co bardziej gorliwych. Łukaszenka, wiedząc zapewne o tych wahaniach, nagrodami pieniężnymi obdarzył najtęższych pałkarzy z MSW i sił specjalnych. W odwodzie ma armię meldującą gotowość przywrócenia porządku na ulicach.

Modlitwa pod aresztem

Z pewnością jedną z fotograficznych ikon tych dni pozostanie obraz abp. Kondrusiewicza, modlącego się 19 sierpnia pod murami aresztu śledczego przy ul. Akrestsina. Bito tam i torturowano demonstrantów zatrzymanych w pierwszych dniach protestów ulicznych. Biskup modlił się na ulicy w deszczu wraz z grupą wiernych. Próbował spotkać się z uwięzionymi, ale go do nich nie dopuszczono. Ponad godzinę rozmawiał z pomagającymi uwięzionym wolontariuszami. Dzień wcześniej podobną modlitwę odprawił pod aresztem śledczym przy ul. Waladarskiego, po ostatnich demonstracjach także cieszącym się złą sławą.

Kościół katolicki dotąd żył w zgodzie z Łukaszenką, chociaż problemów w tych relacjach nie brakowało. W sprawach politycznych biskupi wypowiadali się wstrzemięźliwie, mając zapewne na uwadze fakt, że katolicy to liczna, ale jednak mniejszość w społeczeństwie białoruskim. Tym razem jest inaczej. Ich głosy są zdecydowane. Protestują przeciwko brutalności sił porządkowych, solidaryzując się z protestującym społeczeństwem. Kościół domaga się wypuszczenia więźniów politycznych i organizuje pomoc dla represjonowanych, co przypomina nieco działania diecezji i parafii w Polsce w stanie wojennym. 20 sierpnia doszło do bezprecedensowego spotkania ministra spraw wewnętrznych Jurija Karajewa i abp. Kondrusiewicza. Arcybiskup wyraził zaniepokojenie z powodu brutalnych działań organów bezpieczeństwa. Otrzymał zapewnienie, że nie wydano w tej sprawie żadnego rozkazu, a znaczna liczba zatrzymanych podczas protestów została już zwolniona. „Kościół nie pełni funkcji sędziego, ale dąży do znalezienia szybkiego pokojowego rozwiązania kryzysu poprzez dialog między stronami konfliktu i wzajemne przebaczenie, przy zachowaniu wymagań sprawiedliwości” – napisano w komunikacie po rozmowie arcybiskupa z ministrem.

Inne jest zachowanie białoruskiego Kościoła prawosławnego, który wprawdzie także domaga się zaprzestania represji, ale jednocześnie apeluje o zachowanie porządku i dyscyplinuje swoich kapłanów, aby nie chodzili na demonstracje. Kwestie religijne dzisiaj nie są w centrum debaty publicznej, ale niewątpliwie obecne wydarzenia będą miały znaczenie dla sytuacji religijnej na Białorusi. Łukaszenka już straszył prawosławnych, że działacze opozycji wzorem Ukrainy będą starali się zerwać więzi z Patriarchatem Moskiewskim i doprowadzić do powstania Białoruskiego Kościoła Autokefalicznego. W czasie wiecu w Grodnie ostrzegł, że władza nie będzie tolerowała mieszania się duchownych do polityki. Grodno i obwód grodzieński to najbardziej katolicka część Białorusi. Słowa Łukaszenki mogły być adresowane do katolików, ale mogły także mieć na celu przywołanie do porządku prawosławnego metropolitę grodzieńskiego i wołkowyskiego abp. Artemiusza (Kiszczankę), który potępił zachowanie sił porządkowych rozpędzających demonstracje w Grodnie. Furorę w internecie zrobiło jego kazanie, w którym zapowiadał kres „satanistycznego neobolszewizmu na Białorusi”. Spotkała go za to krytyka ze strony kierownictwa Kościoła prawosławnego na Białorusi.

Wróg zewnętrzny

Łukaszenka władzy oddawać nie zamierza. Ma wsparcie Moskwy, która wcześniej traktowała go z dystansem. Jednak gdy zaczęły się demonstracje, uznała legalność wyborów prezydenckich. Łukaszenka wie, że może sobie pozwolić na wiele, mając wsparcie Putina. W ostatnim czasie ton jego wypowiedzi stawał się coraz bardziej agresywny, koncentował on uwagę na zewnętrznych wrogach, którzy rzekomo zamierzają obalić legalną władzę, aby skolonizować kraj. W opowieści o wrogach Łukaszenka stale wymienia dwa kraje: Polskę i Litwę. Pozwolił sobie nawet na sugestię, że Polska dąży do zmiany granic, a wspierają ich miejscowi Polacy, którzy jakoby w Grodnie zaczęli masowo wywieszać flagi. Kontaktowałem się z Polakami z Grodna i usłyszałem, że nikt tam polskich flag nie wywiesza – poza siedzibami polskich organizacji, gdzie stale wisiały. Dla wzmocnienia swych słów Łukszenka postanowił przeprowadzić manewry na odcinku grodzieńskim i przerzucił tam część wojsk, aby zapobiec wrogiej agresji.

Są to działania paranoiczne, ale być może eskalacja strachu przed wyimaginowanym zagrożeniem mobilizuje jakąś część jego wyborców. Ci wrogowie dobierani są selektywnie według aktualnego zapotrzebowania. Tydzień przed wyborami sensacją było aresztowanie 33 rosyjskich najemników wojskowych, tzw. wagnerowców, którzy mieli przygotować przewrót na Białorusi na zamówienie bliżej nieokreślonych sił. Jednak zaraz po wyborach Łukaszenka wszystkich zatrzymanych z honorami odprawił do Rosji samolotem rządowym, ośmieszając siebie i tę część mediów, która z powagą relacjonowała całą sprawę jako spisek przeciwko suwerenności Białorusi. Część dziennikarzy państwowej telewizji, nie chcąc dalej uczestniczyć w propagandowej hucpie, przerwała pracę, ale zastąpili ich dziennikarze rosyjscy, których Moskwa przysłała na prośbę Łukaszenki.

Reżim do mediów przywiązuje wielką wagę. Blokuje dostęp do internetowych mediów opozycyjnych. Od tego, czyja narracja zdoła się przebić do świadomości Białorusinów, będzie zależał dalszy rozwój wypadków. Łukaszenka nadal może liczyć na lojalność resortów siłowych, a to może być decydujące. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Andrzej Grajewski

Dziennikarz „Gościa Niedzielnego”, kierownik działu „Świat”

Doktor nauk politycznych, historyk. W redakcji „Gościa” pracuje od czerwca 1981. W latach 80. był działaczem podziemnych struktur „Solidarności” na Podbeskidziu. Jest autorem wielu publikacji książkowych, w tym: „Agca nie był sam”, „Trudne pojednanie. Stosunki czesko-niemieckie 1989–1999”, „Kompleks Judasza. Kościół zraniony. Chrześcijanie w Europie Środkowo-Wschodniej między oporem a kolaboracją”, „Wygnanie”. Odznaczony Krzyżem Pro Ecclesia et Pontifice, Krzyżem Wolności i Solidarności, Odznaką Honorową Bene Merito. Jego obszar specjalizacji to najnowsza historia Polski i Europy Środkowo-Wschodniej, historia Kościoła, Stolica Apostolska i jej aktywność w świecie współczesnym.

Kontakt:
andrzej.grajewski@gosc.pl
Więcej artykułów Andrzeja Grajewskiego

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się