Nowy numer 48/2020 Archiwum

Lubię być otoczona światłem

O świetle z nieba potrzebnym jak codzienna kawa, odwadze i śląskiej tożsamości opowiada prof. Dorota Simonides.

Barbara Gruszka-Zych: Wypiła już Pani Profesor dzisiaj kawę?

Prof. Dorota Simonides: Absolutnie tak – espresso bez cukru i mleka. Piję je pięć razy dziennie, bo mam ciśnienie 110 na 60. To rytuał dający mi power. Wtedy jak disneyowska myszka pytam: „Gdzie ten kot?”. I wydaje mi się, że wszystko mogę.

Rytuały to punkty stałe, na których trzyma się codzienność.

To prawda, bez kawy nie mogłabym żyć.

A bez czego jeszcze?

Bez kontaktu z transcendencją. Mam zawsze blisko Jana Pawła II, św. Faustynę, której najpierw nie mogłam objąć umysłem, ale potem włączyłam wiarę. Mało kto o tym wie, że każdego ranka cały kolejny dzień poświęcam Bogu, bo potem jestem zabiegana. Tylko od czasu do czasu podnoszę oczy w górę i już wiadomo, że jestem z Nim w kontakcie. Ciągle mnie pytają: skąd u pani tyle energii? A ja ją mam stamtąd.

Tej energii nie straciła Pani nawet po tak traumatycznym wydarzeniu, jakim była powódź tysiąclecia w 1997 r. Pod wodą znalazło się wtedy Państwa mieszkanie na Pasiece w Opolu.

Nie wiedziałam, że to nastąpi tak szybko. Do drugiej w nocy z mężem Jerzym pakowaliśmy książki, bo mieliśmy ich pełen dom. Wyłączono gaz i prąd, dlatego zapaliłam moje świece. Mam takie hobby, że gdziekolwiek w świecie byłam, kupowałam piękne guziki, żeby w tej szarej, socjalistycznej rzeczywistości mieć przy kostiumie czy sukience coś ładnego. Z podróży przywoziłam także świece.

Skąd pomysł na kolekcjonowanie świec?

Świeca zawsze miała dla mnie szczególne znaczenie. W domu rodzinnym zapalano ją podczas burzy, a wtedy wszyscy żeśmy się wokół niej skupiali. Na Boże Narodzenie na stole musiały być świece, choć przed wojną nie były dla nas tanie. W Dzień Zaduszny paliliśmy je na grobach, bo ich światło łączyło nas ze zmarłymi.

A teraz Pani Profesor otrzyma tytuł „Światło ze Śląska”.

Bardzo mnie to cieszy, bo nadal lubię być otoczona światłem. Tu stoi jeden, a tu drugi świecznik. Przed portretem podarowanym mi przez Jana Pawła II też zapalam świece. Mam ich pełno w szufladach. To światło jest mi potrzebne jak kawa.

Podczas powodzi światło świec było niezbędne do ratowania książek.

Zapaliliśmy je, nie patrząc, że wszystkie stracę, bo książki miały dla nas większą wartość. Nagle w radiu ogłoszono, że przerwało wały i idzie woda. Natychmiast zjawiła się policja: „Pani senator, szybko” – usłyszałam. Ktoś chwycił mnie za rękę i wypchnął za drzwi, a za mną męża.

Ale wróciła Pani po krem…

Czy kobieta prosta, czy superwykształcona ratuje to, co czyni ją piękną. W panice chwyciłam pusty pojemnik po francuskim kremie i trzymałam tak kurczowo, że nie mogłam otworzyć dłoni. Myślano, że nie wiadomo co tam mam. Za chwilę woda zalała po sufit pięć naszych pokoi. Przez 10 dni stały w bagnie. To było bagno z ocynkowni „Metalchem”, 20 ton oleju napędowego, piekielny smród…

Przepadły książki, meble, sukienki…

Nie miałam nic do ubrania. Mnie jeszcze pasowało coś od synowej i córki, ale mąż nie miał czego włożyć. Wszystko trzeba było kupić, począwszy od bielizny. Powódź nauczyła mnie, co znaczy mieć 100 tys. zł kredytu i żyć.

Mogła Pani wtedy siąść i płakać…

Na szczęście miałam suche biuro senatorskie, a ponieważ byłam wiceprzewodniczącą trzeciego koszyka OBW, natychmiast zaczęłam organizować pomoc dla innych. Przez pewien czas wykładałam na uniwersytecie w Getyndze, więc mnie znali za granicą i natychmiast zareagowali na moje prośby. Przyjęliśmy wtedy w Opolu ponad 300 transportów z pomocą zagraniczną. Podczas tej pracy ciśnienie skoczyło mi do 200, ale nie poszłam do szpitala, tylko robiłam swoje.

Zamiast użalać się nad sobą, zajęła się Pani innymi.

Wszystkim, którzy są w ciężkiej żałobie, radzę, żeby przekuli swój ból na działanie. Mogą iść do hospicjum i niech choć potrzymają chorego za rękę. Wokół jest tylu samotnych, mogą z nimi porozmawiać.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Barbara Gruszka-Zych

od ponad 30 lat dziennikarka „Gościa Niedzielnego”, poetka. Wydała ponad dwadzieścia tomików wierszy. Ostatnio „Nie chciałam ci tego mówić” (2019). Jej zbiorek „Szara jak wróbel” (2012), wybitny krytyk Tomasz Burek umieścił wśród dziesięciu najważniejszych książek, które ukazały się w Polsce po 1989. Opublikowała też zbiory reportaży „Mało obstawiony święty. Cztery reportaże z Bratem Albertem w tle”, „Zapisz jako…”, oraz książki wspomnieniowe: „Mój poeta” o Czesławie Miłoszu, „Takie piękne życie. Portret Wojciecha Kilara” a także wywiad-rzekę „Życie rodzinne Zanussich. Rozmowy z Elżbietą i Krzysztofem”. Laureatka wielu prestiżowych nagród za wywiady i reportaże, m.innymi nagrody Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich w dziedzinie kultury im. M. Łukasiewicza (2012) za rozmowę z Wojciechem Kilarem.

Kontakt:
barbara.gruszka@gosc.pl
Więcej artykułów Barbary Gruszki-Zych

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także