Nowy numer 39/2020 Archiwum

Słowa na wagę

O ewangelizacji i kłótniach w internecie, o polityce w Kościele i o gryzieniu się w klawiaturę mówi ks. dr Janusz Chyła.

Jacek Dziedzina: Rozmawiam z proboszczem polskiego Twittera?

Ks. dr Janusz Chyła (śmiech): Nie, czuję się jednak proboszczem realnej parafii w Chojnicach. Nie mam żadnego dekretu na bycie proboszczem wirtualnej parafii. Ostatnio w czasie obrony pewnej pracy naukowej w Opolu też padło pytanie o proboszczowanie na Twitterze, ale w świetle prawa kanonicznego oczywiście nic takiego nie występuje, a ja traktuję ten tytuł z przymrużeniem oka.

Codziennie wypuszcza Ksiądz w internetowy obieg nawet kilka tweetów – fragmentów Biblii, czyichś wypowiedzi, ale również swoich, często dosadnych komentarzy. Skąd ta aktywność?

Święty Paweł wykorzystywał Areopag, a polecenie Jezusa, by iść na krańce ziemi, pewnie dotyczy też tego wirtualnego kontynentu.

Ewangelizacja przez Twittera działa?

Ewangelizacja, która prowadzi do sakramentów, dokonuje się przede wszystkim w świecie realnym, więc trudno mówić o twitterowej ewangelizacji w sensie ścisłym, chociaż są takie spotkania w sieci, które kończą się i dobrą rozmową, i spowiedzią, powrotem do Pana Boga. Czasem ktoś mi napisze albo kogoś spotykam i on mi mówi, że to, co napisałem, było dla niego ważne, że umocniło go w jakimś przekonaniu. Takich sygnałów mam dużo. Niestety, Twitter dzisiaj wygląda inaczej niż parę lat temu, gdy zaczynałem tę aktywność. Teraz to często takie boksowanie się na poglądy.

Czy takie twitterowe dyskusje kogokolwiek do czegoś przekonują, otwierają drzwi do dalszej rozmowy? Bo ja mam wrażenie, że to narzędzie do przekonywania przekonanych i zarazem zrażania nieprzekonanych.

Większość ludzi wchodzących w przestrzeń mediów społecznościowych jest w swoich poglądach dość hermetycznie zamknięta. Katolicy nie są oczywiście od tego wolni, zdarza się, że występuje pewien rodzaj religijnego zacietrzewienia. Polega on między innymi na kwestionowaniu nauczania papieża. Czas związany z pandemią pokazał, że polaryzacja dwóch skrajności, również w Kościele, bardzo się pogłębiła.

Ksiądz sam przyznał kiedyś, że w twitterowych dyskusjach politycznych daje się czasem za bardzo ponieść emocjom.

Staram się jednak ważyć słowa, mam pewne poczucie odpowiedzialności wobec ludzi, którzy to czytają, robię sobie często rachunek sumienia z tej mojej obecności, zastanawiam się, co ten tweet robi z ludźmi, czy faktycznie otwiera ich na jakieś myślenie.

Zapala się Księdzu czasami światełko: może i mam rację, ale jakie z tego dobro? Nie jest lepiej czasem ugryźć się w klawiaturę niż napisać o dwa słowa za dużo?

Moje sumienie sygnalizuje mi, że może pewne rzeczy zbyt ostro napisałem. W sprawach społeczno-politycznych staram się, by było to zgodne z Ewangelią, ale też żeby jakieś dobro z tego wynikło. Zdarzało mi się już wiele razy, że coś napisałem, po czym usuwałem, nie publikowałem, lecz pisałem jeszcze raz łagodniej… Ale z drugiej strony jest też takie zjawisko, że mogę powiedzieć ludziom tylko: „Dobrej nocy” czy „Z Panem Bogiem”, a na to pada odpowiedź: „Klecho, co się wtrącasz w nasze życie, idź spać”. Każde słowo może się spotkać z taką reakcją. Mógłbym już nic nie pisać, ale to byłaby ucieczka i dezercja.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama