Nowy numer 32/2020 Archiwum

Przepaść

Możemy dojrzeć do demokracji, kiedy zobaczymy w tych, z którymi głosujemy – nawet jeśli wybieramy inaczej – współobywateli, a nie wrogów.

Pewien wybity uczony, pobudzony przedwyborczą gorączką, napisał do mnie e-maila, w którym wyraził wielki żal i lęk, że oto on i miliony myślących podobnie zwolenników kandydatury Rafała Trzaskowskiego są poddani brutalnej opresji medialnej przez gigantyczny aparat propagandowy PiS, obejmujący wszystkie media z wyjątkiem TVN i Radia TOK FM. Odpisałem, że zaskakuje mnie ta diagnoza, bo przecież na najważniejszym dziś dla codziennego kształtowania opinii rynku platform internetowych jest mniej więcej 90 proc. do 10 proc. na korzyść Platformy, „postępu” i Rafała. Wystarczy rzucić okiem na Onet i WP, które same mają (wspólnie) bodajże ponad 50% tego rynku. Na rynku radiowym sytuacja jest chyba jeszcze bardziej wyrazista. Czy RMF jest tubą PiS? Czy zajmująca drugie miejsce pod względem słuchalności stacja – Radio ZET, własność spółki Agora – jest tubą PiS? A może zajmująca trzecie miejsce ESKA? I cała sieć kilkudziesięciu rozgłośni regionalnych, będących także własnością spółki Agora? Wreszcie rynek telewizyjny. Media publiczne, rzeczywiście bezczelnie wspierające PiS, to zdaje się nie więcej niż jedna trzecia tego rynku. Owa bezczelność służy w istocie jego pluralizacji. Zapomniał Pan Profesor, że oprócz TVN jest jeszcze Polsat – to chyba też nie jest tuba PiS? A media papierowe? Czy bez znaczenia jest fakt, że niemal wszystkie dzienniki regionalne są własnością jednej niemieckiej spółki, która na pewno nie jest przychylna dla PiS? Czy można w tym rachunku pominąć połączone siły „Gazety Wyborczej”, dziennika „Fakt”, „Rzeczpospolitej”, „Dziennika Gazety Prawnej”, „Newsweeka”, „Polityki” i wszystkich niemal czasopism kobiecych (a tych absolutnie nie wolno lekceważyć!), zgodnie obrzydzających prezydenta RP jako kandydata „wieśniaków”, „barbarzyńców”, „chamów”, „staruchów”, „katoli” i „bolszewików”?

Poważny uczony nie przyjmuje tego do wiadomości. Czuje się śmiertelnie zagrożony przez „totalitarną kontrolę” PiS nad rynkiem informacji. Sam nie chce wyjść z tego kokonu medialnego, w którym czuje się komfortowo, bo na zewnątrz ziąb i chamstwo. Nie jest w stanie skonfrontować swoich, wypielęgnowanych wewnątrz owego kokonu, koszmarów i fobii z rzeczywistością. Nie z innymi telewizjami, kanałami manipulacji i dezinformacji masowej, ale z rzeczywistością: np. nawiązać rozmowę z ludźmi spoza swego kokonu, wyjść poza stereotyp… To, co dotyczy tego konkretnego przedstawiciela rzeczywistej elity akademickiej naszego kraju, dotyczy tym bardziej milionów tych, którzy elitą czują się wyłącznie poprzez fakt uczestnictwa w stadnym instynkcie głosowania za kandydatem mediów „elit” i tworzonych oraz podtrzymywanych przez nich celebrytów. Tak to działa – i nie pozwoli tym milionom pogodzić się z rzeczywistością demokracji, głębiej nawet – z rzeczywistością życia, w którym raz się wygrywa, raz się przegrywa. Prezydent Duda rzucił natychmiast po ogłoszeniu jego – sondażowego, minimalnego – zwycięstwa propozycję spotkania, uściśnięcia dłoni, wyciągnięcia ręki do liderów i wszystkich wyborców drugiego obozu. Śledziłem relację z pierwszych minut po ogłoszeniu wyników exit poll na dwóch kanałach: TVP Info oraz TVN. W momencie, kiedy to prezydent Duda powiedział – już jego słowa zostały wyłączone na kanale TVN. Do wyborców Rafała Trzaskowskiego nie mogły dotrzeć. O to chodzi. Oni mają wiedzieć tylko tyle, że „Duda ułaskawił pedofila”, że nie mówi tyloma językami co Rafał, że nie należy do elit, tylko do „chamów”… Odbiorcy takiego, skrajnie zmanipulowanego wizerunku mają gotować się w swym kokonie do nowego paroksyzmu nienawiści i frustracji. Tak chcą konstruktorzy owego kokonu, a może – każdego kokonu medialnego, który najlepiej (w sensie skuteczności, bo moralnie to proces najgorszy) buduje się właśnie przez odwołanie do silnych emocji negatywnych: nienawiści, pogardy, strachu.

Wychodźmy z naszych kokonów. Tylko tak możemy dojrzeć, dorosnąć do demokracji: kiedy zobaczymy w tych, z którymi głosujemy – nawet jeśli wybieramy inaczej – współobywateli, a nie śmiertelnych wrogów czy wręcz podludzi albo niebezpiecznych pacjentów, których trzeba leczyć z ich przekonań. Tylko tak, jeśli wychylimy się z naszych baniek medialnych, możemy dojrzeć do rzeczywistości, w której nie zawsze mamy rację, nie zawsze wybieramy dobrze. Polityka nie jest dziedziną, która powinna nam dyktować, co jest moralne, a co nie. Polityka, w rzeczpospolitej, jest sztuką współistnienia pomimo podziałów.

Moja żona Justyna w wydanym właśnie tomiku poezji zamieściła mały wierszyk zatytułowany „Bliźni”. On niechaj będzie puentą powyborczą: „Pomiędzy »nimi« i »nami«/ przepaść rośnie/ nieprzerwanie./ Czy też kiedy ustanie?/ Kto w nią wpadnie,/ zgnije na dnie”.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama