Nowy numer 39/2020 Archiwum

Zachód słońca

Czy naukowiec może wierzyć? Czy wierzący może zajmować się naukami ścisłymi? Dlaczego tak wiele osób myśli, że jest albo jedno, albo drugie? Dlaczego tak wielu wątpi, że może być i to, i to?

Człowiek jest bardzo skomplikowaną istotą. Postrzega otoczenie, rozpoznaje je i doświadcza go różnymi zmysłami. Jedne są bardziej wyostrzone, a inne nieuświadomione. Być może są jeszcze jakieś nieodkryte? Obraz świata jest tworzony z tego, czego dostarczają zmysły, a to jest dodatkowo nałożone na nasze doświadczenia. Widzenie nie przeczy wyczuwaniu zapachów. Jedno uzupełnia drugie. Różne zmysły w jednym ciele. A w zasadzie w jednej głowie. Bo to w mózgu z mierzalnych i policzalnych impulsów elektrycznych powstają obrazy, zapachy i wrażenia. Być może u każdego z nas trochę inne. W naszej głowie przebiega proces, który łączy to, co obiektywne, ścisłe i mierzalne, z tym, co osobiste, subiektywne i indywidualne. Ale czy przez to nieprawdziwe? Czy wiara przeczy rozumowi? A czy to, co niesprawdzalne i niemierzalne, jest nierozumne? Rozum to nie tylko umiejętność liczenia i ważenia, ale także radzenia sobie w sytuacjach abstrakcyjnych i nieprzewidywalnych.

Podobno wiara jest z rozumem sprzeczna i w końcu zniknie wraz z postępem nauki. Jeżeli wiarę utożsamimy z brakiem wiedzy, to faktycznie, z czasem dla wiary jest coraz mniej miejsca. Ale sytuowanie wiary tam, gdzie mamy braki, jest, było i będzie błędem. Zanim poznaliśmy naturę elektryczności, wyładowania atmosferyczne świadczyły o Bożym gniewie. Dzisiaj wiadomo, że wyładowania to wynik różnicy potencjałów pomiędzy chmurą a powierzchnią Ziemi. Ale czy to czyni owo zjawisko mniej Boskim? To nie wiedza rozpycha się łokciami, nie pozostawiając miejsca wierze. To nasze rozumienie wiary jest niewłaściwe. Wkładamy Boga w to, czego nie rozumiemy. Jak gdyby nie było dla Niego miejsca tam, gdzie wszystko jest jasne i oczywiste. Im więcej widzimy, tym pełniej możemy się zachwycać. Im więcej wiemy, tym więcej miejsca dla Boga. To dzięki naukowcom odkrywamy piękno i złożoność Boskiego stworzenia krok po kroku. Nauka ścisła nie jest wrogiem, tylko sojusznikiem.

Nie wiem, czy kiedykolwiek wszystko zrozumiemy. Nie wiem, czy kiedykolwiek opiszemy wszystko i zobaczymy wszystko. A co mówi nam to, co już wiemy i już widzimy? Pisząc te słowa, patrzę na zachód słońca. Kolory, kształty, cienie. Nie analizuję jednak rozpraszania fal elektromagnetycznych o różnych długościach w ziemskiej atmosferze. Choć mam świadomość tych procesów. Ta wiedza ani mi nie przeszkadza, ani nie odbiera radości podziwiania. W mojej głowie jest miejsce i na to, co widzę, mierzę i ważę, i na to, co czuję i w co wierzę. Co więcej, jedno bez drugiego nie mogłoby istnieć.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się