Nowy numer 3/2021 Archiwum

Wieczór wiary i nadziei

– Tu niedaleko się wychowałem. Górka NMP przynosiła mi zawsze szczęście – mówił Rafał Trzaskowski, gdy dotarł pod scenę przy jednej z najstarszych świątyń Warszawy. Prezydentowi stolicy tym razem wygranej nie przyniosła.

Do ostatniej chwili prowadzący wieczór wyborczy poseł Jakub Rutnicki namawiał, by wyjąć telefon i dzwonić do znajomych. Na dwóch telebimach widać było kolejki tych, którzy chcieli oddać swój głos w nadmorskich kurortach. – Jeszcze można mieć wpływ na to, kto obudzi się rano prezydentem – wołał.

Nadzieja na zmianę

Na wieczór wyborczy Rafała Trzaskowskiego mógł przyjść każdy. Ale o spotkaniu w Parku Fontann na Podzamczu wiedzieli chyba nieliczni. Jakby kandydat opozycji podejrzewał, że nie będzie czego świętować. O 20.00 pod sceną kręciło się zaledwie około stu osób. Widać było m.in. prezydenta Sopotu Jacka Karnowskiego i aktora Daniela Olbrychskiego.

Tuż przed zamknięciem lokali wyborczych w kilkusetosobowym tłumie stanęli Anita i Filip Malińscy ze Szczecina. Właśnie sprowadzili się do Warszawy. Na Podzamcze przyszli z roześmianą roczną Marcelinką. – Mamy nadzieję na pozytywną zmianę. Chcielibyśmy, żeby nasze drugie dziecko urodziło się w lepszej Polsce, mniej podzielonej – pokazują na brzuszek Anity. – Teraz będzie chłopczyk. Może Rafał? – mrugają porozumiewawczo.

Poseł Jakub Rutnicki ze sceny apelował o zachowanie dystansu i noszenie maseczek. Tuż obok na ziemi leżało kilka polskich flag. Nad głowami widać było głównie flagi Unii Europejskiej. Kilka osób przyniosło tęczowe emblematy.

Nieprzekonujące przemówienie

Gdy minutę przed 21.00 na scenie pojawił się bohater wieczoru z żoną Małgorzatą i dziećmi, miał niewyraźną minę. Na ekranie pojawiły się sondażowe słupki: różnica 0,8 proc. Niewiele, ale prezydent Warszawy mówił już tak, jakby nie wierzył, że wyniki mogą zmienić się na jego korzyść. – Mówiłem, że będzie blisko, i jest blisko. Ta noc będzie nerwowa, ale wierzę, że wygramy – zapewniał. Choć chyba nie przekonał zebranych. Wołali: „Rafał, Rafał”, wznosząc w górę palce ułożone w symbol zwycięstwa, ale na twarzach było widać zawód. Prezydent Warszawy dziękował blisko 10 mln wyborców. – „Oni” mieli cały aparat państwa po swojej stronie i tony pieniędzy. A my mieliśmy społeczeństwo obywatelskie i zdrowy rozsądek. Obudziliśmy się i nie damy się ponownie uśpić – zagrzewał Rafał Trzaskowski, dodając, że z godziny na godzinę jego wynik będzie lepszy.

Ale okazało się, że wyniki podane po północy jeszcze bardziej pogłębiły przewagę Andrzeja Dudy. Gdy po kilkunastu minutach nieprzekonującego przemówienia Rafał Trzaskowski schodził ze sceny, prowadzący krzyczał, że jutro rano „będzie jeszcze przepięknie, jeszcze będzie normalnie”. O 21.30 nieoficjalny hymn kampanii Rafała Trzaskowskiego jednak ostatecznie zamilkł.

Toastów nie było

Tego wieczoru nad warszawską Wisłą przez wszystkie przypadki odmieniane były słowa o wierze i nadziei. Sławomir Nowak kwitował: – Czekamy na efekty liczenia. Trzeba mieć wielką wiarę, że głosy zostaną policzone rzetelnie – mówił dawny minister z rządu Donalda Tuska. W tym czasie Borys Budka kpił z zaproszenia, które na 23.00 do Pałacu Prezydenckiego wystosował do kontrkandydata Andrzej Duda. Na Twitterze Rafał Trzaskowski grzecznie odmówił. Chciał ten czas spędzić z rodziną.

– Tej nocy Andrzej Duda nie prześpi spokojnie – pocieszał się Adam Szłapka, zanim zniknął w białym namiocie, w którym zaproszeni goście popijali już czerwone wino.

Toastów jednak chyba nikt nie wznosił, choć Rafał Trzaskowski kładł się spać ze świadomością, że tak czy owak będzie prezydentem. Jeżeli nie na Krakowskim Przedmieściu, to przynajmniej przy pl. Bankowym.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama