Nowy numer 44/2020 Archiwum

Świadectwo z krwawym paskiem

Jeśli za coś warto umierać, to tylko za to, dla czego warto żyć.

Wszyscy chyba znają tę scenę z lutego 2015 roku: szereg ubranych w pomarańczowe kombinezony mężczyzn klęczy nad brzegiem morza. Za nimi stoją ubrani w czarne stroje, zamaskowani terroryści z Państwa Islamskiego, którzy za chwilę poderżną bezbronnym gardła. Kadr pochodzi z filmu, który zbrodniarze nagrali w celu zastraszenia „ludzi krzyża”. Nie udało im się. Ten obraz stał się dowodem świętości 21 Koptów, którzy nie wyrzekli się swojej wiary, przebaczyli oprawcom i do końca modlili się do Boga, żeby dał im siłę. Ci ludzie dali świadectwo swojej wiary i w sposób najbardziej radykalny z możliwych oddali chwałę Bogu.

Nikt nie umiera za coś, do czego nie jest najgłębiej przekonany. Tak wielkie przekonanie przekonuje innych – oto siła i płodność chrześcijańskiego męczeństwa.

Ogromne mnóstwo

Publiusz Korneliusz Tacyt myślał o chrześcijanach to, co myślała większość społeczeństwa: że to najgorszego rodzaju sekta. Ten wybitny rzymski historyk, podobnie jak współcześni mu pisarze Swetoniusz i Pliniusz Młodszy, pisząc o wyznawcach Chrystusa, często używał łacińskiego terminu superstitio. Oznaczał on zgubny zabobon, zaraźliwy przesąd, obłęd, błąd – krótko mówiąc: karykaturę prawdziwej religii. Opinia ta opierała się na powszechnie krążących wówczas pogłoskach o tajemnych praktykach chrześcijan. Mówiono, że uprawiają kazirodztwo, kanibalizm i piją krew niemowląt. Były to pomówienia, a nieporozumienie wynikało stąd, że chrześcijanie nazywali siebie braćmi i siostrami, a w czasie niezrozumiałej dla postronnych liturgii spożywali „czyjeś” Ciało i Krew.

Taka atmosfera wokół tych ludzi ułatwiła cesarzowi Neronowi skuteczne zrzucenie na nich winy za pożar Rzymu, który strawił miasto w lipcu 64 roku. Mówiono bowiem, że to z jego rozkazu stało się to nieszczęście. Tak rozpoczęły się wielkie prześladowania wyznawców Chrystusa, które z przerwami będą trwały jeszcze z górą dwa wieki. Popłyną rzeki krwi, wylanej wśród niewyobrażalnych cierpień niewinnych ludzi.

„A śmierci ich przydano to urągowisko, że okryci skórami dzikich zwierząt ginęli rozszarpywani przez psy albo przybici do krzyżów, albo przeznaczeni na pastwę płomieni i gdy zabrakło dnia, palili się, służąc za nocne pochodnie. Na to widowisko ofiarował Neron swój park i wydał igrzysko w cyrku, gdzie w przebraniu woźnicy z tłumem się mieszał lub na wozie stawał” – pisał Tacyt. Bestialstwo, z jakim znęcano się nad bezbronnymi, musiało być tak wielkie, że nawet on, oswojony z okrucieństwami tamtych czasów, wyraził dezaprobatę wobec takiej kaźni i jakiś rodzaj współczucia dla ofiar. „Stąd, chociaż ci ludzie byli winni i zasługiwali na najsurowsze kary, budziła się ku nim litość, jako że nie dla pożytku państwa, lecz dla zadośćuczynienia okrucieństwu jednego człowieka byli traceni” – napisał w swoich „Rocznikach”.

Liczba zamęczonych wtedy chrześcijan była bardzo duża. Szacuje się, że przynajmniej kilka tysięcy mężczyzn, kobiet i dzieci. Historyk podał, że było ich „ogromne mnóstwo”. Dokładnej ich liczby nie znamy, podobnie jak nie wiemy, kim konkretnie byli i jak się nazywali. Dla ich uczczenia Kościół w roku 1969 ustanowił wspomnienie świętych Pierwszych Męczenników Kościoła Rzymskiego. Przypada 30 czerwca, dzień po uroczystości Świętych Piotra i Pawła, którzy ponieśli śmierć w tych samych prześladowaniach. Wszyscy oni złożyli najmocniejsze z możliwych wyznanie wiary w Chrystusa.

Tak uwielbi Boga

Jeśli Rzym stał się Wiecznym Miastem, to nie dlatego, że przez wieki był stolicą antycznego imperium, lecz dlatego, że stał się miejscem najobficiej zroszonym krwią męczenników. To w Rzymie Piotr i Paweł zakładali gminę chrześcijańską i właśnie tu dokonało się ich męczeństwo. Nie stało się to przypadkiem. Gdyby nie nadprzyrodzona interwencja anioła, pierwszy papież już wiele lat wcześniej poniósłby śmierć w Jerozolimie, gdzie dla wydania Żydom uwięził go Herod Agryppa. Także Paweł wiele razy uniknął niechybnej, wydawałoby się, śmierci. Obaj z wyroku Bożej Opatrzności mieli umrzeć w Rzymie. Ich losy tak się potoczyły, że obaj się tam znaleźli i tam, mniej więcej w tym samym czasie, tzn. około roku 64, zakończyli swoje życie. Paweł – jak głosi tradycja – jako obywatel rzymski został ścięty mieczem. Piotr miał skonać na krzyżu, wisząc na nim głową w dół. Miało się to stać na jego prośbę, bo nie czuł się godny umierać jak jego Mistrz.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL