Nowy numer 43/2020 Archiwum

Tarcza konsumencka

– W Polsce ważą się dziś losy tysięcy firm i miejsc pracy, a każdy z nas może pomóc je ocalić, wybierając produkty i usługi polskich firm. Nazywam to tarczą konsumencką – mówi Ryszard Florek, prezes i współwłaściciel firmy Fakro.

Jacek Krzemiński: Przekonuje Pan, że dużo większe i trwalsze skutki niż rządowe tarcze antykryzysowe przyniosłaby zmiana nastawienia Polaków. Chodzi o to, żebyśmy na wzór bogatych społeczeństw zachodnich zaczęli dostrzegać ścisły związek między naszą zamożnością a tym, czy wybieramy produkty oraz usługi rodzimych firm. Z czego bierze się ten związek?

Ryszard Florek: To są proste zależności. Jeśli kupujemy produkty i usługi polskich firm, to te pieniądze zostają w Polsce, tutaj tworzymy i utrzymujemy miejsca pracy. Jeśli natomiast kupujemy produkty i usługi zagraniczne, to nasze pieniądze wędrują tam; wyprowadzamy miejsca pracy z Polski do innych krajów, tam je tworzymy i utrzymujemy. Tę zależność doskonale rozumieją dużo bogatsze od nas nacje: Niemcy, Francuzi, Szwajcarzy, Duńczycy, Austriacy czy Japończycy, którzy powszechnie wspierają swoje rodzime firmy, wybierając ich produkty i usługi. Wolą kupić rodzimy produkt nawet wtedy, gdy jest droższy od zagranicznego. Bo wiedzą, że i tak w sumie bardziej na tym skorzystają, niż gdyby kupili towar zagraniczny. Wybierając w sklepie np. tańszy produkt chiński zamiast polskiego, niby oszczędzamy, ale faktycznie na tym tracimy. Trzeba przy tym dodać, że im więcej miejsc pracy w kraju i im mniejsze bezrobocie, tym wyższe zarobki. Bo jeśli przybywa miejsc pracy i potrzeba więcej pracowników, rośnie produkcja, a w ślad za tym PKB, to rosną też pensje. Jeśli zestawi się wielkość PKB na mieszkańca z wielkością przeciętnych zarobków w różnych krajach, to widać wyraźnie, że im większy PKB, tym wyższe wynagrodzenia.

Dziś, w sytuacji kryzysu, ta tarcza konsumencka jest szczególnie ważna. Zwłaszcza że wiele wskazuje na to, iż ze skutkami kryzysu lepiej sobie poradzą państwa bogatsze od Polski. Japoński pakiet antykryzysowy ma równowartość prawie biliona dolarów, a niemiecki – 750 mld euro, czyli 3,4 bln zł. Polski rząd ogłosił pakiet antykryzysowy o wartości 212 mld zł. Jest on więc 16-krotnie mniejszy od niemieckiego, a w przeliczeniu na jednego mieszkańca niemal 8-krotnie mniejszy. Możemy to jednak w pewnym stopniu zrównoważyć, wspierając naszą gospodarkę przez wybieranie produktów i usług polskich firm.

Niektórzy mówią, że wystarczy, byśmy kupowali rzeczy wytworzone w Polsce, nawet jeśli są one produkowane przez zagraniczne firmy. Stąd akcje typu „Wybieram 590”. Dlaczego, Pańskim zdaniem, to nie wystarczy?

Z kilku powodów. Jednym z najważniejszych jest tzw. renta korporacyjna. Najlepiej płatne miejsca pracy są w centralach, głównych siedzibach firm, gdzie się tymi firmami zarządza, planuje, projektuje, tworzy technologie, gdzie są działy marketingu, finansów, badań i rozwoju. Jeśli kupujemy produkt polskiej firmy, to tworzymy i utrzymujemy te najlepiej płatne miejsca pracy w Polsce. Jeśli kupujemy produkt zagranicznej firmy, której centrala jest w innym kraju, to tworzymy i utrzymujemy te wysokopłatne miejsca pracy za granicą. Część ceny, którą płacimy za to, co kupujemy, od 5 do 30 proc., trafia do centrali producenta i to nazywamy rentą korporacyjną. Wygląda to np. tak, że polski oddział międzynarodowego koncernu płaci jego zagranicznej centrali za używanie jego logo lub wykorzystywanie jego patentów. W ten sposób finansujemy te wysokopłatne miejsca pracy w centrali firmy. Polskie oddziały międzynarodowych koncernów na ogół nie tworzą nowych technologii, innowacji, nie ma w nich centrów badawczo-rozwojowych. Technologie powstają w ich centralach i stamtąd są ściągane. To jedna z odpowiedzi na pytanie, dlaczego w rankingach innowacyjności Polska wciąż bardzo słabo wypada, wydaje dużo mniej na prace badawczo-rozwojowe niż bogate kraje zachodnie, ma dużo mniejszy od nich udział w produkcji i eksporcie produktów wysoko zaawansowanych technologicznie, a to przecież na takich produktach najlepiej się zarabia. To wszystko przekłada się na poziom rozwoju gospodarczego i dobrobytu w naszym kraju.

Dlatego tak ważne jest, żeby powstawało jak najwięcej polskich dużych, globalnych firm, bo będą one miały w Polsce swoje centrale z centrami badawczo-rozwojowymi.

Od tego też, Pańskim zdaniem, zależy, czy polskie firmy urosną na tyle, żeby korzystać z tzw. efektu skali, konkurować jak równy z równym z dużymi zagranicznymi koncernami.

Tak rzeczywiście jest. Polski rynek i polska gospodarka są zdominowane w wielu liczących się branżach przez wielkie zagraniczne koncerny, czego skutkiem jest nie tylko duży wypływ kapitału z Polski, np. poprzez dywidendy, ale i to, że polskie firmy, mając od lat na swoim rodzimym rynku bez porównania silniejszych konkurentów zachodnich, były zmuszone do konkurowania z nimi ceną, co bardzo obniżało ich rentowność, hamowało ich wzrost, często nie pozwalało zgromadzić większego kapitału na rozwój, inwestycje, stworzenie własnych technologii, silnych marek o globalnym zasięgu.

Zachodnie czy azjatyckie koncerny są na ogół wielokrotnie większe od polskich firm, co daje im ogromną przewagę w postaci tzw. efektu skali. Ten efekt polega na tym, że im większa firma, im większa skala jej działalności, tym niższe ma tzw. koszty jednostkowe, czyli koszty w przeliczeniu na każdą sztukę wyprodukowanego towaru. To nie tylko niższe koszty produkcji, ale i dystrybucji czy marketingu. Dzięki temu te koncerny są bardziej zyskowne, a w ślad za tym mogą przeznaczać więcej pieniędzy na inwestycje, opracowywanie nowych technologii, reklamę czy wynagrodzenia.

Mimo wszystko jednak rodzime firmy nadal stanowią w Polsce większość i zapewniają w naszym kraju więcej miejsc pracy niż przedsiębiorstwa zagraniczne.

I dlatego właśnie to przede wszystkim od ich kondycji i rozwoju zależy zamożność Polaków, to, ile będziemy zarabiać, i to, czy będziemy zmniejszać dystans między Polską a bogatymi krajami. Korea Południowa, tak jak bogate kraje zachodnie, Chiny czy Tajwan, postawiła na rozwój własnych firm i technologii. Polska, podobnie jak Czechy, Słowacja, Węgry, Rumunia, Bułgaria czy kraje bałtyckie, stawia od lat 90. XX w. na zagranicznych inwestorów i technologie.

Który model był lepszy?

Korea Południowa rozwijała się w tym czasie dużo szybciej, mierząc to wzrostem PKB, niż nasz kraj i nasi postkomunistyczni sąsiedzi. W 1985 r. PKB na 1 mieszkańca był w Korei na tym samym poziomie co w Polsce, a dziś jest on tam dwa razy wyższy.

Najbogatsze kraje Zachodu mają silny przemysł, który pozwala im na generowanie dużej nadwyżki eksportowej, a w ślad za tym nadwyżek finansowych. Sukces gospodarczy Chin czy Korei Południowej to wynik postawienia na rozwój przemysłu z nastawieniem na eksport. Oba te kraje generują bardzo dużą nadwyżkę w handlu zagranicznym, m.in. w handlu z Polską.

Wciąż mamy deficyt w handlu z wieloma bogatszymi od nas krajami, takimi jak Japonia, USA, Włochy, Irlandia, Belgia, Luksemburg. Więcej z nich importujemy, niż tam eksportujemy. I dziwimy się, że ich nie gonimy.

Jak to możliwe, skoro tam koszty produkcji są dużo wyższe niż w Polsce?

To m.in. skutek opisanego wcześniej efektu skali, który daje przewagę tamtejszym koncernom nad polskimi firmami. Nie biorąc tego pod uwagę przy robieniu zakupów, bogacimy ich, a siebie zubożamy. Polska od początku lat 90. XX w. do roku 2014 dużo więcej importowała, niż eksportowała. Nadwyżka importu nad eksportem dochodziła u nas wtedy do 40–50 mld zł rocznie, a w niektórych latach bywała nawet wyższa, sięgając 70 mld zł. O tyle zubożyliśmy naszą gospodarkę. W 2018 r. znów mieliśmy większy import od eksportu i grozi nam to w kolejnych latach. Dzieje się tak m.in. właśnie dlatego, że wielu Polaków, dokonując zakupów, wciąż nie zwraca uwagi, czy kupuje produkty polskie, czy zagraniczne. Oczywiście nie chodzi o to, żeby w ogóle nie kupować zagranicznych. Chodzi tylko o to, by jak najczęściej wybierać produkty i usługi polskich firm.

Według wyliczeń Fundacji Pomyśl o Przyszłości Polska już w 2009 r. przestała skracać dystans dzielący ją od bogatych krajów zachodnich, licząc to wielkością PKB na 1 mieszkańca. Nie zmniejsza się też różnica w wysokości średnich zarobków między Polską a tymi krajami. Czy chcemy, żeby tak zostało? Wciąż marzymy, żeby w Polsce było jak na Zachodzie, ale to w dużym stopniu naprawdę zależy od nas samych, od naszych postaw konsumenckich.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama