Nowy numer 33/2020 Archiwum

Bibliotekarka z Auschwitz

Dita Kraus miała zaledwie czternaście lat, kiedy trafiła do obozu koncentracyjnego. Przez ponad pół roku, ryzykując życie, prowadziła tam najmniejszą bibliotekę świata.

W tej nietypowej klasie nie ma ławek, tablicy ani kredy. Brakuje także linijek, ekierek, globusa i wielu innych przyborów, które wydają się niezbędne do przekazywania wiedzy. Mimo to nauczyciele nie rezygnują z prowadzenia lekcji. Podczas zajęć do baraku wpadają jednak esesmani. Jeśli odkryją, co dzieje się w środku, pedagodzy trafią do komory gazowej. W ostatniej chwili przed śmiercią ratuje ich niepozorna dziewczyna, która wyrywa im z rąk zakazane w obozie książki i chowa je pod sukienkę. Jakimś cudem nie zostają odkryte podczas rewizji.

Tak rozpoczyna się niedawno wydana w Polsce powieść pt. „Bibliotekarka z Auschwitz”. Chociaż to w dużej mierze fikcja literacka, historia głównej bohaterki została zainspirowana życiorysem Dity Kraus. Jak potoczyły się losy tej urodzonej w Pradze Żydówki?

Żydowska tożsamość

Dita Polach (nazwisko panieńskie) przyszła na świat w 1929 r. w zasymilowanej rodzinie żydowskiej. Jej ojciec Hans był prawnikiem, a matka Elisabeth zajmowała się domem. Oboje nie pielęgnowali przekazywanych z pokolenia na pokolenie wiary i zwyczajów, wyznawali socjalistyczne poglądy. – Długo nie mówili mi o tym, że jesteśmy Żydami. Pierwszy raz usłyszałam słowo „Żyd” dopiero w szkole – mówiła Dita w jednym z wywiadów. Postawa rodziców zdecydowała o tym, że pochodzenie długo nie miało dla niej żadnego znaczenia. Wszystko zmieniło się w marcu 1939 r. Wówczas na terytorium państwa, w którym mieszkała, Niemcy utworzyli Protektorat Czech i Moraw. Jedną z pierwszych decyzji okupanta było wprowadzenie przepisów dyskryminujących Żydów. Dla ojca Dity oznaczało to utratę pracy i majątku, a dla niej – wydalenie ze szkoły i konieczność zerwania kontaktów z rówieśnikami. – Gdy miałam dziesięć lat, musiałam odłożyć na bok wszystkie moje pragnienia i plany – wspominała.

Pomimo trudności właśnie w tym okresie Dita zaczęła odkrywać swoją żydowską tożsamość. Było to możliwe dzięki zajęciom edukacyjnym i sportowym organizowanym przez społeczność żydowską. Należał do niej m.in. Fredy Hirsch. Ten pochodzący z Niemiec lider ruchu syjonistycznego zaszczepiał w młodych Żydach pragnienie posiadania własnego państwa. – Fredy miał na mnie ogromny wpływ – przyznawała Dita.

Z czasem dyskryminacja na tle rasowym, która zburzyła spokojne życie Polachów, przerodziła się w eksterminację. Pierwszym niepokojącym sygnałem była wiadomość o deportacji do łódzkiego getta stryja nastoletniej Dity. Wkrótce okazało się, że mężczyzna zginął z rąk niemieckich oprawców.

Hitler dobroczyńca

Widząc pogarszającą się sytuację Żydów w Czechosłowacji, państwo Polachowie postanowili wyemigrować z kraju. Wysłali w tej sprawie listy do władz kilku państw, ale podjęli decyzję zbyt późno. Granice zostały już zamknięte, musieli zostać na miejscu. W listopadzie 1942 r. sprawdziły się ich najgorsze obawy: załadowano ich do pociągu i wywieziono do Terezina. Początkowo wydawało się, że mają więcej szczęścia niż inni. Celem utworzenia zlokalizowanego na północ od Pragi obozu przejściowego było bowiem uśpienie czujności zaniepokojonej działaniami Hitlera społeczności międzynarodowej. Świat miał zobaczyć, że Żydom nie dzieje się krzywda: są zadowoleni z wykonywanej pracy i mają dużo czasu wolnego.

Realizując swój cel, Niemcy organizowali dla więźniów Theresienstadt różnego rodzaju zajęcia dodatkowe. Dita uczestniczyła m.in. w lekcjach rysunku i malarstwa, prowadzonych przez znaną austriacką artystkę Friedl Dicker-Brandeis. Dołączyła także do zespołu teatralnego, pracującego nad operą „Brundibar”. Ta sztuka została wystawiona w obozie aż 55 razy. Później wykorzystano ją na potrzeby filmu propagandowego „Der Führer schenkt den Juden eine Stadt” („Hitler daje Żydom miasto”). Po zakończeniu zdjęć reżim szybko pokazał swoją prawdziwą twarz: wszyscy aktorzy biorący udział w projekcie zostali przetransportowani do Auschwitz-Birkenau. Większość z nich, łącznie z reżyserem Kurtem Gerronem, współpracującymi z nim muzykami oraz kilkuletnimi dziećmi, została pozbawiona życia za pomocą cyklonu B.

W Kinderblocku

W grudniu 1943 r. Polachowie zostali przewiezieni do Auschwitz. W przeciwieństwie do wielu innych więźniów z Theresienstadt nie trafili jednak do komór gazowych. Ulokowano ich w tzw. obozie rodzinnym. Było to jedyne miejsce w Auschwitz-Birkenau, w którym dzieci mogły mieszkać razem z rodzicami. Panowały tam głód i fatalne warunki sanitarne. Gdy dorośli ciężko pracowali, najmłodsi spędzali czas w tzw. Kinderblocku. W tym miejscu, które według relacji świadków miało stanowić rezerwuar „obiektów” do eksperymentów medycznych dla Josefa Mengele, przebywało ok. 500 dzieci. Na co dzień czuwali nad nimi opiekunowie rekrutowani spośród więźniów. Według zaleceń Niemców mieli oni uczyć podopiecznych piosenek i wierszy wychwalających Führera. Za przekazywanie jakiejkolwiek innej wiedzy groziła im kara śmierci.

Kiedy Dita trafiła do Kinderblocku, zorientowała się, że jego kierownikiem jest jej znajomy – Fredy Hirsch. Ten były sportowiec nie godził się na indoktrynację, której miały być poddawane zgromadzone w ochronce dzieci. Postanowił zorganizować dla nich tajną szkołę, która pozwoliłaby im na spędzanie czasu w bardziej konstruktywny sposób. – Nieważne, ile szkół zamkną naziści. Ilekroć ktoś przystanie w kącie, aby o czymś opowiedzieć, a garstka dzieci siądzie dookoła zasłuchana, powstanie szkoła – powtarzał.

Do prowadzenia większości zajęć niezbędne były książki. Ich posiadanie w obozie było jednak surowo zabronione. Mimo to więźniom udało się przemycić kilka pozycji. Wśród nich znalazły się m.in. podręcznik do nauki języka rosyjskiego, podręcznik do geometrii analitycznej, atlas i „Historia świata” H.G. Wellsa. Problem stanowiło przechowywanie tych publikacji. Gdyby zostały odkryte przez strażników, nauczyciele natychmiast trafiliby do komór gazowych. Zdając sobie sprawę z tych zagrożeń, Dita postanowiła zaopiekować się książkami. Na czas zajęć wydawała je nauczycielom, a później chowała w bezpiecznym miejscu.

Bez nienawiści

Pomimo częstych rewizji czternastolatka nie dała się złapać Niemcom. Dzięki niej uwięzione w obozie dzieci miały namiastkę normalności. Osobom zaangażowanym w tajną szkołę nie udało się jednak uratować życia. Po pół roku funkcjonowania bloku rodzinnego prawie wszyscy jego mieszkańcy zostali skazani na śmierć. Dita miała dużo szczęścia: w 1944 r. Josef Mengele uznał ją za zdolną do pracy i odesłał do obozu Bergen-Belsen. Pojechała tam razem z matką, która wkrótce zmarła z powodu choroby. Jej ojciec zmarł natomiast z głodu i wycieńczenia jeszcze w Auschwitz-Birkenau. – Przez cały ten czas widziałam, co dzieje się z naszymi przyjaciółmi i rodziną. Nie rozumiałam, dlaczego spotyka to właśnie Żydów. Do tej pory nie mogę tego pojąć – mówiła po latach Dita w jednym z wywiadów.

Po wojnie wróciła do Pragi i poślubiła pisarza Otę B. Krausa. W 1949 r. małżeństwo postanowiło wyprowadzić się do Izraela, gdzie Dita pracowała i wychowywała dzieci. Dzisiaj ma już ponad dziewięćdziesiąt lat. Większość swojego życia poświęciła na propagowanie wiedzy o Zagładzie: – Jeżdżę do Niemiec opowiadać młodym ludziom o Holokauście. Pokazuję wytatuowany na ręce numer, już prawie niewidoczny po ranie, jaką miałam w tym miejscu, ale istniejący. Wciąż źle się czuję w tym kraju, wiem jednak, że mam obowiązek to robić ze względu na wszystkich, którzy zginęli – wyznała w rozmowie z Antoniem G. Iturbe, autorem „Bibliotekarki z Auschwitz”. Zapytana o to, jaką wiadomość chciałaby przekazać czytelnikom inspirowanej jej losami powieści, odpowiedziała: – Uczcie dzieci żyć bez nienawiści. To ona jest przyczyną wojen, dyskryminacji i cierpienia wielu ludzi.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama